Sytuacja jest na tyle poważna, że porównuje się ją do najtrudniejszego okresu pandemii COVID-19. Tym razem jednak przyczyną nie jest załamanie popytu.
Wieprzowiny jest za dużo. Hiszpania zalewa unijny rynek
Zdaniem Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego źródłem obecnego kryzysu jest nadpodaż wieprzowiny na rynku europejskim, w którym coraz większą rolę odgrywa Hiszpania.
W ostatnim czasie dwa wydarzenia mocno uderzyły w hiszpański eksport poza Unię Europejską. Najpierw Chiny nałożyły cła na europejską wieprzowinę, a później pojawił się problem ASF i w efekcie Hiszpanie zaczęli szukać odbiorców bliżej domu.
Dane pokazują wyraźnie zmianę kierunku handlu. W pierwszym kwartale 2026 r. eksport hiszpańskiej wieprzowiny do krajów trzecich spadł o 15,7 proc. rok do roku i wyniósł ok. 318 tys. ton. Jednocześnie sprzedaż do państw Unii Europejskiej wzrosła o ponad 20 proc., osiągając około 417 tys. ton. Oznacza to, że hiszpańskie firmy coraz agresywniej konkurują ceną na wspólnym rynku.
Dla Niemiec to szczególnie bolesne, ponieważ ok. 80 proc. niemieckiego eksportu trafia właśnie do krajów UE. Rosnąca obecność hiszpańskiej wieprzowiny wywołuje więc bezpośrednią presję na ceny.
Niemiecka giełda dyktuje warunki także w Polsce
Dla polskich producentów dodatkowym problemem jest fakt, że niemiecka giełda VEZG od lat stanowi punkt odniesienia dla krajowej branży trzody chlewnej. Jeżeli ceny w Niemczech spadają, presja bardzo szybko przenosi się także na polski rynek. Co w praktyce oznacza niższe ceny skupu i coraz trudniejsze warunki prowadzenia produkcji.
Dania może zakręcić kurek z prosiętami
Na tym jednak problemy się nie kończą, ponieważ coraz częściej pojawiają się sygnały, że Dania będzie chciała ograniczać eksport prosiąt i rozwijać własny tucz oraz przetwórstwo.
To element szerszej reformy duńskiego rolnictwa, na którą mają wpływ nowe regulacje środowiskowe, planowany podatek od emisji gazów cieplarnianych oraz dążenie do zwiększenia efektywności i samowystarczalności krajowego sektora.
Duńczycy od lat zwracają uwagę, że eksport milionów prosiąt do Polski i Niemiec oznacza dla nich utratę miejsc pracy i wartości dodanej, dlatego coraz głośniej mówi się o tym, że zamiast żywych zwierząt chcą eksportować gotowe wyroby mięsne.
Jak się okazuje, dla Polski taki scenariusz oznaczałby poważne problemy.
– Ograniczenie eksportu prosiąt z Danii mogłoby doprowadzić do niedoboru materiału do tuczu w wielu gospodarstwach. Szczególnie dotknęłoby to regiony, które od lat opierają produkcję na imporcie zwierząt – twierdzi Wiesław Różański prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego.
Jak podkreśla, skutki odczuliby nie tylko rolnicy.
– Tym razem, problem nie ograniczałby się jednak wyłącznie do rolników. Mniejsza liczba tuczników oznaczałaby również mniejszą podaż surowca dla zakładów mięsnych, ubojni oraz przedsiębiorstw przetwórczych. Rynek detaliczny, a przede wszystkim sieci handlowe zaczęłyby po prostu sprowadzać gotowe produkty z zagranicy. Import prosiąt stałby się w tej sytuacji nie tylko utrudniony, ale również nieopłacalny, z uwagi na wysokie koszty transportu z krajów innych niż Dania – dodaje Różański.
Hiszpania może przejąć część rynku
Według branży to właśnie Hiszpania może okazać się największym beneficjentem obecnych zmian, ponieważ jeżeli eksport do Azji nadal będzie ograniczony, hiszpańskie przedsiębiorstwa będą coraz mocniej walczyć o klientów w Unii Europejskiej. Co ważne, dysponują one rozbudowanym sektorem przetwórstwa i mogą oferować nie tylko mięso surowe, ale również produkty o wyższej wartości dodanej.
W praktyce część rynku obsługiwanego dziś przez polskie i niemieckie zakłady może trafić właśnie w ręce hiszpańskich producentów, dla których unijny rynek jest atrakcyjny, ponieważ zapewnia większą stabilność i jest mniej podatny na nagłe decyzje administracyjne niż odległe rynki azjatyckie.
UPEMI: to już nie alarm, ale ostatni dzwonek
Zdaniem UPEMI obecna sytuacja powinna być impulsem do natychmiastowych działań na rzecz odbudowy krajowego pogłowia trzody chlewnej.
Organizacja postuluje szybkie uchwalenie ustawy o ochronie funkcji produkcyjnych wsi i zmianę przepisów dotyczących planów ogólnych, które mogą blokować inwestycje na terenach wiejskich, a także przeanalizowanie wszystkich planowanych regulacji pod kątem ich wpływu na branżę rolno-spożywczą.
Według przedstawicieli sektora również nowa Wspólna Polityka Rolna powinna wspierać inwestycje zwiększające konkurencyjność polskiej produkcji.
W przeciwnym razie o sytuacji ekonomicznej polskich gospodarstw i zakładów mięsnych będą coraz częściej decydować nie krajowi producenci, lecz decyzje podejmowane w Kopenhadze, Madrycie i Berlinie.
Zobacz też: Ma uratować polskie świnie. Strategia trafi do rolników już za chwilę
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. UPEMI
