Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

OSM Kraśnik: Wielomiesięczne zaległości spółdzielni wobec dostawców

Polskie mleko Spółdzielnia mleczarska
Data publikacji 13.10.2018r.

Prezes OSM Kraśnik zobowiązał się podczas spotkania z dostawcami mleka z Wilkołazu do przygotowania harmonogramu spłaty zaległości wobec rolników. – Czekamy na konkrety i na gest dobrej woli – odpowiadają rolnicy.

Grupa dostawców przyjechała 26 września do siedziby OSM w Kraśniku, aby rozmówić się z prezesem. Spółdzielnia ma wobec nich wielomiesięczne zaległości za dostarczone mleko. Niektórzy już wielokrotnie słyszeli obietnice wyjaśnienia i załatwienia sprawy. Janusz Pelak, jeden z obecnych w Kraśniku rolników podkreśla, że przyjechali do spółdzielni nie tylko we własnym interesie, ale w imieniu tych wszystkich dostawców, wobec których OSM Kraśnik ma zaległości.

r e k l a m a



Jak nie było, tak nie ma

Powiem bez owijania w bawełnę. Przyjechaliśmy tu po pieniądze. Nie płaci się nam prawie od pół roku – powiedział Stanisław Piotrowski. – Nie zapłacono mi za maj, za czerwiec, za lipiec i za sierpień. Większość tu zebranych jest w podobnej sytuacji.

Mam niepłacone za cztery miesiące. Byłem u pana prezesa trzy razy, ostatni raz dziesięć dni temu – mówił Leszek Igras. – Obiecał mi pan, że na 100 proc. pieniądze będą w piątek albo poniedziałek. Dziś jest środa. Pieniędzy nie ma. Miał pan sprawdzić, czemu dostawcom z Wilkołaza się nie płaci. Dziś znowu pan mówi, że sprawdzi. Dostawcy odchodzą, została ich garstka.

Następny zabrał głos Marian Nagajek. – Od czerwca nie mam zapłacone. Jestem w takiej sytuacji, że każdy grosz jest mi potrzebny. Ja z tego żyję. Za prąd niepłacone, podatek nie zapłacony, kto za mnie to zapłaci? Gdzie pójdę? Żebrać na ulicę?

Janusz Pelak, wobec którego spółdzielnia także ma kilkumiesięczne zaległości zwrócił uwagę na kwestię odchodzących ze spółdzielni dostawców. – Martwię się losami spółdzielni, boję się o wkład. Z tego, co słyszałem, przerób spółdzielni to jest zaledwie 10 proc. tego, co rok temu. Czy to prawda? Jakie będą losy spółdzielni? Szykują się kolejne odejścia dostawców.

Prezes i rada odpowiadają

Prezes Grzegorz Piątek zaprzeczył, że spółdzielnia przerabia tylko 10 proc. tego co przed rokiem. Stwierdził, że jest to poziom 30–40 proc. z perspektywą wzrostu i przynoszenia zysku. Tym bardziej, że część dostawców zbiornikowców, która odeszła, deklaruje powrót w przypadku poprawy sytuacji.

Zarówno prezes, jak i dwaj obecni na spotkaniu członkowie rady nadzorczej wskazywali, że obecna sytuacja spółdzielni, to pokłosie zarządzania nią przez poprzedników, a także nieprzychylności banków. Wśród bezpośrednich przyczyn zaległości wobec rolników wymieniali wycofanie się banku BGŻ z kredytowania spółdzielni. W to miejsce nie udało się pozyskać nowego kredytu obrotowego. – Mimo spełnienia warunków banków, czyli obniżenia ceny za mleko, zwolnienia części pracowników, spłacenia długów dzięki sprzedaży zakładu w Opolu, wszędzie słyszymy odmowę – mówili prezes i członkowie rady.



  • Rolnicy podnosili też kwestię ceny, za jaką spółdzielnia skupuje mleko. Padło określenie, że żadna spółdzielnia w regionie nie płaci tak mało

Bieżącą sytuację finansową pogorszyła konieczność wypłaty zwalnianym nawet ośmiomiesięcznych odpraw (wynik układu zbiorowego z 1995 r., wypowiedzianego przez obecnego prezesa). Prezes Piątek uważa z perspektywy czasu, że utrzymywanie produkcji w Opolu ostatniej zimy przed sprzedażą tamtejszego zakładu nie było najlepszym rozwiązaniem z uwagi na koszty. – Miesięczne koszty samego węgla na ogrzewanie w Opolu zimą wynosiły 120 tys. zł. Z drugiej strony, wtedy proszkowanie mleka miało ekonomiczny sens, cena spadła później. Trzeba było jednak to zostawić, przejść tutaj i tutaj produkować.

Wiesław Latos, członek rady nadzorczej spółdzielni od 2015  r., a od wielu lat delegat na walne powiedział wprost: – Przyszliście po pieniądze, których nie ma. Nie możemy uzyskać kredytowania.

W każdym banku jest to samo – relacjonował Tomasz Maj, wiceprzewodniczący RN. On też wskazywał, że obecna sytuacja spółdzielni to pokłosie zarządzania nią w poprzednich latach. Zaznaczył, że o ile nie dziwi się bankom komercyjnym, które nie chcą ryzykować udzielenia kredytu, to nie rozumie podejścia Banku Spółdzielczego Ziemi Kraśnickiej.

Bank spółdzielczy rządzi się trochę innymi regułami. Nierzadko ci sami ludzie są członkami naszej spółdzielni i banku spółdzielczego. Prowadziliśmy z nim rozmowy, ale nie chce udzielić kredytu. Nie mamy kredytu obrotowego i dlatego kredytujemy się na rolnikach. Tomasz Maj zaapelował do rolników, aby przez swoich przedstawicieli w banku spółdzielczym próbowali wpłynąć na jego decyzję w sprawie kredytu.

Z kolei wśród innych przyczyn kłopotów finansowych prezes Piątek wymienił też m.in. nieściągalne zadłużenie klientów, niekorzystną dla spółdzielni dzierżawę w Kraśniku, do której spółdzielnia dokładała. Mówił o atmosferze hejtu i niechęci.

 – Skoro było tyle nieprawidłowości za wcześniejszych zarządów, czemu nie ma wniosków do prokuratury, na policję, w tych sprawach? – dopytywał Janusz Pelak. Prezes tłumaczył, że zgłoszona sprawa o charakterze korupcyjnym została odebrana kraśnickiej policji, przeniesiona do Lublina a tam umorzona. A mimo zgłoszenia innej sprawy lubelska policja nie chciała jej podjąć, doradzając zatrudnienie firmy detektywistycznej.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a