Cellulit – nierówności niechciane, choć nieszkodliwe dla zdrowia

Wieś i Rodzina
Data publikacji 25.10.2017r.

Cellulit spędza sen z powiek wielu z nas. Większość nie lubi go z powodów estetycznych. Ale czy mało pożądany wygląd to jedyna jego wada? Sprawdźmy, co na ten temat mówi nauka. Przede wszystkim nie wolno mylić cellulitu z cellulitisem, który jest infekcją bakteryjną albo stanem zapalnym skóry i tkanek podskórnych.

Cellulit to termin, którym określa się nierówności i zmarszczenia na skórze brzucha, pośladków i ud większości dorosłych kobiet i wielu mężczyzn. Ponieważ posiada go niemal każda z pań, uznawany jest za coś normalnego. Tymczasem kultura popularna lansuje wzorzec wyglądu, zgodnie z którym przypominający skórkę pomarańczową cellulit to coś, czego absolutnie trzeba się pozbywać. Zanim jednak się za to zabierzemy, sprawdźmy, czym jest. 


U kobiet częstszy 

Cellulit, który w całości składa się z normalnych komórek tłuszczowych, niekoniecznie jest oznaką otyłości, małej aktywności fizycznej czy słabego zdrowia. U kobiet pojawia się częściej, ponieważ słaba płeć ma więcej niż mężczyźni podskórnej tkanki tłuszczowej, ale też z powodu różnic w rozkładzie tłuszczu, mięśni i tkanki łącznej w skórze kobiet i mężczyzn. Widoczne na powierzchni skóry nierówności to złogi tłuszczu umiejscowione pomiędzy włóknami kolagenu. W miejscach, gdzie pojawia się niechciana nierówność, skóra ma upakowane płaciki tłuszczu jakby bardziej powierzchniowo niż tam, gdzie jest gładka. Porcje tłuszczu wypychają i zniekształcają tkankę łączną, czyli kolagen. 

Specjaliści ciągle nie wiedzą, dlaczego tak się dzieje. Wiadomo jednak, co wpływa na pojawienie się cellulitu, na jego zakres i widoczność. Znaczenie mają tu nie tylko czynniki dziedziczne, ale też grubość skóry, płeć, ilość i rozmieszczenie tkanki tłuszczowej, a także wiek. Podejrzewa się, że rolę w pojawianiu się tego zaburzenia mogą odgrywać hormony żeńskie. Nie są one jednak pomocne w leczeniu tej przypadłości. 

Postaw na rośliny

Czy to znaczy, że nie ma na niego sposobu? Niekoniecznie. Jednym z remediów są metyloksantyny. To grupy związków chemicznych, wśród których znajduje się m.in. kofeina. Są składnikiem wielu antycellulitowych kremów i wiadomo, że mają zdolność „rozbijania” porcji tłuszczu. Jednak ich koncentracja w preparacie kosmetycznym jest zbyt mała, by na dłuższą metę radzić sobie ze skupiskami tłuszczu. Rozwiązaniem wydaje się dieta i jej suplementy. Wśród substancji i roślin, które reklamuje się jako antidotum na cellulit, znajdują się m.in. miłorząb dwuklapowy (Ginko biloba), nostrzyk żółty, bioflawonoidy z nasion winogron, ekstrakt z morszczyna pęcherzykowatego, olej z wiesiołka, tran i lecytyna sojowa. Te składniki rzeczywiście wpływają na poprawę metabolizmu. Jako suplementy składniki te nie podlegają ścisłym badaniom, dlatego trudno jednoznacznie potwierdzić stopień ich skuteczności. Niektóre zaś ze znanych preparatów do walki ze „skórką pomarańczową”, np. Cellasene, zawierają jodynę i, zdaniem lekarzy, mogą być szkodliwe, np. dla osób z zaburzeniami pracy tarczycy. 

Istnieją urządzenia zaprojektowane specjalnie do walki z cellulitem. Sesje masażowe nie są jednak tanie, a badania dowiodły, że raczej powodują tylko przemieszczenie porcji tłuszczu, nie zaś zupełnie nową jego konfigurację pod skórą. Niektóre gabinety proponują też tzw. mezoterapię, czyli wstrzykiwanie bezpośrednio w skórę leków i ziołowo-witaminowych koktajli. Specjaliści są jednak zdania, że ta metoda nie tylko jest nieskuteczna, ale może być niebezpieczna. W badaniach pewną skuteczność wykazały zastrzyki z kolagenazą – naturalnie występującym w ciele enzymem. Nieznane są jednak długofalowe efekty takich iniekcji. 

Dieta i ćwiczenia

Wśród metod walki proponuje się też cudowne diety. Ich propagatorzy utrzymują, że poprawiają one krążenie w objętych cellulitem okolicach i likwidują „pomarańczową skórkę”. Naukowcy natomiast potwierdzają jedynie, że zdrowa dieta może zapobiegać zatrzymywaniu płynów w ciele i ogólnie poprawić zdrowie oraz wygląd skóry. Pozostaje nam więc racjonalne odżywianie się i zaakceptowanie nieszkodliwej medycznie przypadłości. Jeśli dołożymy do tego gimnastykę, możemy spodziewać się jakichś efektów. 

Karolina Kasperek

 

Partner serwisu