Fotografia - Augustyna Czyżowicza sposób na czas

Wieś i Rodzina Rodzina
Data publikacji 21.01.2018r.

W dolnośląskiej Brzózce, w której do większości domostw doprowadza przybysza jedna ulica, stoi dom, a przy nim stodoła. Że nie znajdziemy w niej siana ani zboża, sugerować może jedynie przytwierdzona wysoko tablica z napisem „Śladami Ojców Naszych. Wystawa kresowa w dolinie Łachy”. O tym, jak wyglądała kresowa rzeczywistość, opowiadają zgromadzone w budynku sprzęty i zdjęcia. Autor niezwykłej wystawy, Augustyn Czyżowicz, zaświadcza nimi o ulotnym żywocie wszystkiego i trwałości pamięci.

Pisano już, że w Brzózce „stanął czas”. Tak, ale to tylko część prawdy. Bo wnętrze stodoły brzózeckiego rolnika, Augustyna Czyżowicza, mówi więcej – także o tym, że czas nie lubi się zatrzymywać, właściwie nigdy tego nie robi. Ludzie rodzą się, żyją i umierają. Podobnie z przedmiotami – służą, zużywają się, w końcu przestają być potrzebne, choć potrafią trwać dłużej od nas i wyzwalać wspomnienia. Te w Brzózce „urodziły się”, jak Augustyn Czyżowicz, na Kresach. I razem z nim opowiadają zwiedzającym o życiu w Sąsiadowicach – krainie dzieciństwa Czyżowicza i wielu jego krajan, przesiedlonych wraz z nim po wojnie na Dolny Śląsk.




  • Augustyn Czyżowicz z albumem wydanym przy okazji wystawy „Śladami ojców naszych”. Okładkę zdobi autoportret

Sprzęty ciężkie od wspomnień

To wspomnienie chałupy kresowej – tak jak było koło Lwowa. Pościel, łóżko, kołyska, albo ten stołek – bardzo ważny. Na takiej ławeczce spożywało się posiłki. Siadało się na niej jakkolwiek, byle coś do ust włożyć. A to? Ładne, prawda? I dość nowoczesne w kształcie... – mówi gospodarz, manipulując przy drewnianej sofie. Chwali się, że w antycznym meblu nie tylko podnosi się siedzisko, ale rozsuwa i w minutę robi z niego wygodne, ścielone słomą łóżko dla dwojga. Łóżka okazują się zresztą meblami kryjącymi wiele wspomnień.




To tutaj – to z mojej chałupy. Wniesione przez mamę w wianie. Piękne, solidne, dębina z Kresów. Małżonkom mogło służyć przez lata. A te dzisiejsze – ledwo się pierwsze dziecko urodzi, już w rozsypce – mówi z nieskrywaną satysfakcją. Łóżko to mebel szczególny – życie na nim zaczyna się, ale i kończy. O końcach nie chce opowiadać – są zbyt bolesne i – mimo upływu lat – wciąż żywe. „Zostawmy to, to są ciężkie sprawy” – słyszę.

Woli opowiedzieć o butach. Nadziane na prawidła oficerki były ponoć postrachem dzieci. Ale i dowodem na to, że praca szewca ma sens. – To jest ich historia – mówi Augustyn Czyżowicz, pokazując utkane skórzanymi zelówkami podeszwy. Z Sąsiadowic przywiózł też swoją pierwszą czytankę. W niej – zamiast wstępu – pean na cześć towarzysza Stalina. Obok stare żarna, cepy, dzierze do ciasta, w których kąpano też dzieci. „Bo drewno przyjazne dla malucha”.



  • Sprzęty przywiezione z Sąsiadowic stanowią sporą część wystawy w stodole. Każdy z nich budzi wspomnienia

Trochę jak Indianie

Podlwowskie Sąsiadowice opuścił jako siedmiolatek. Ale to te siedem lat ukształtowało jego pamięć. A nawet przedziwnie umieściło w niej wydarzenia, których nie mógł pamiętać, ale o których dziś mówi ze wzruszeniem, pokazując przedwojenne dokumenty i zdjęcia.

To uroczystość 3 maja, chyba w 1938 roku, ja  urodziłem się rok później. A tu wójt. Ma buty po kolana, a dzieci obok bose. Trzeba było być wójtem, żeby mieć w czym chodzić – tłumaczy ówczesną rzeczywistość. Szczególne miejsce w niej zajmowała babka Wiktoria.

Była taka ludzka, miła, ciepła! Kiedy ktoś umarł, żałowała go. Żałowała, póki ktoś inny nie umarł. Wtedy żałowała następnego, i tak miała zacne zajęcie przez całe życie – żartobliwie wspomina babcię.



  • Na Kresach nic się nie marnowało. Szewc wykorzystał każdą skórzaną łatkę


W Sąsiadowicach żyło się inaczej niż dziś. Augustyn szuka porównań i znajduje... Indian.

Widziałem na filmach. Kiedy taki Indianin szedł na targ, stawał, wbijał piętę w ziemię i tak sobie nią wiercił przez kilka minut, coś myślał, przeżywał. A cywilizowany człowiek? Ciągle w biegu. Ludzie wtedy mieli dużo więcej czasu, żeby wyjść na wioskę, żeby się przejść, pośpiewać. Mieli czas na schadzki, na gry – mówi bardziej z sentymentem, niż z żalem. Bo wszystko to działo się też po wojnie – w Brzózce i okolicznych wsiach. Stodoła obwieszona jest dowodami na to.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu