Dzwonek Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Sprawdź

r e k l a m a

Partner serwisu

Ziarno z Ukrainy wykańcza polskich rolników. "Już straciłem 30 tys. złotych"

Kamila Szałaj
Kategoria: Wiadomości
Ziarno z Ukrainy wykańcza polskich rolników. "Już straciłem 30 tys. złotych"
Wiadomości
Data publikacji 22.11.2022r.

Ukraińska kukurydza mocno zbija ceny skupu w Polsce. Koło Świdnika za mokre ziarno płacą już tylko 620 zł/t. - Jestem w plecy 30 tys. zł - mówi nam rolnik z tamtych okolic i zarzuca ministrowi rolnictwa, że "morduje rolników w biały dzień". O problemie alarmuje też lubelski samorząd rolniczy i domaga się interwencyjnego skupu kukurydzy.

Import zbóż i rzepaku z Ukrainy cały czas destabilizuje ceny skupu na lokalnych rynkach. Oczywiście minister rolnictwa Henryk Kowalczyk zapewnia, że to co wjedzie do Polski to praktycznie wyjedzie. Ale rolnicy wiedzą swoje – zwłaszcza ci ze wschodniej i południowo-wschodniej ściany Polski. Akurat trwają tam żniwa kukurydziane, więc wielu z nich usiłuje sprzedać zebrane ziarno. Niestety, ceny oferowane przez skupy są drastycznie niskie.

- Ostatnio mamy pogodę, więc żniwa kukurydzy są nasilone. Ale rolnicy mają problem ze sprzedaniem ziarna, bo większe punkty płacą raptem ok. 700 zł/t za mokrą. To stawki o 150-200 zł niższe niż na zachodzie kraju – wyjaśnia nam Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej.

Także pan Andrzej, rolnik z okolic Hrubieszowa przyznaje, że ukraińskie zboże mocno zachwiało lokalnym rynkiem i wpłynęło wyjątkowo niekorzystnie na ceny.

- Samochody  z Ukrainy pełne kukurydzy i rzepaku wjeżdżają do Polski jeden za drugim. Przez to sytuacja jest taka, że dziś kukurydza mokra skupowana jest od nas najwyżej po 680-700 zł/t, a rzepak po 2600 zł/t. To są ceny nie do przyjęcia. Poza tym skupy są zatkane i wcale nie mają ochoty kupować zboża od polskich rolników – mówi nam rolnik.

Również szef lubelskiego samorządu rolniczego ocenia, że za niskie ceny skupu w dużym stopniu odpowiada nasilony import kukurydzy z Ukrainy.

- Niestety cały czas wpływa do nas w dużych ilościach rzepak i kukurydza z Ukrainy. Przecież jeśli Ukraina ma problem z wywozem ziarna, to sprzeda je gdziekolwiek, nawet w niższej cenie. Dlatego tyle tego towaru trafia do Polski i destabilizuje ceny skupu – wyjaśnia Jędrejek.

Sytuacji nie ułatwia też fakt, że w tym roku kukurydza na Lubelszczyźnie dała obfity plon.

- Kukurydza w naszym regionie wyszła dobrze. Praktycznie wszędzie koszone jest powyżej 12 ton z hektara. Tę sytuację, podobnie jak dużą podaż ukraińskiego ziarna, też wykorzystują punkty skupu, oferując rolnikom niskie ceny – ocenia prezes LIR.

r e k l a m a

Rolnik do ministra rolnictwa: Morduje nas pan w biały dzień!

Niskimi cenami zbóż i rzepaku oraz brakiem działań rządu ograniczających nadmierny napływ zboża do Polski oburzony jest także Michał Załoga, działacz AgroUnii z Lubelszczyzny z powiatu świdnickiego. W ostrych słowach zaapelował wczoraj do ministra rolnictwa o podjęcie pilnej interwencji.

-  Panie ministrze rolnictwa, co pan wyprawia? Dlaczego niszczy pan polskie rolnictwo? Dlaczego pozwala pan na sprzedaż ukraińskiej kukurydzy na polskim rynku? – dopytywał rolnik.

- Morduje nas pan w biały dzień w białych rękawiczkach wysokimi cenami prądu, gazu,  oleju napędowego i nawozów! Dlaczego mamy pracować za darmo albo nawet na minusie? Może pan zacznie pracować za półdarmo? Nie godzimy się na taki stan rzeczy. Proszę to zmienić, bo jak nie, to my to zmienimy – mówił wzburzony rolnik.

r e k l a m a

Kukurydza po 620 zł/t. Rolnik jest „w plecy” 30 tys. zł.  

Trudno się dziwić emocjom pana Michała, skoro za swoją kukurydzę może dostać co najwyżej 620 zł/t.

- Niestety, nasze okoliczne skupy zostały zasypane kukurydzą z Ukrainy, więc jej cena jest bardzo niska – 620 zł/t. Z kolei pszenica paszowa jest tylko po 1350 zł/t. Ale u nas codziennie wjeżdża kilkadziesiąt wagonów z Ukrainy z rzepakiem i kukurydzą. Przecież to się musi odbić na cenie. W moim regionie skupy już się pozamykały. Są pełne i od nas, polskich rolników, nie chcą skupować – tłumaczy pan Michał, który w tym roku zebrał 150 ton kukurydzy. Wylicza, że przez niskie ceny jest w tej chwili „w plecy” ok. 30 tys. zł.  

- To bardzo duża kwota dla mojego małego gospodarstwa. Przecież ja poniosłem olbrzymie koszty uprawy. Nakład na hektar kukurydzy wyniósł 5-6 tys. zł. Siew to wydatek rzędu 200-250 zł, koszenie 700-800 zł, nasiona 900 zł, a do tego horrendalnie drogie nawozy, opryski i paliwo. Dla rolnika już nic nie zostaje – oburza się pan Michał.

Dodaje, że w jego regionie praktycznie wszyscy rolnicy notują straty w związku z napływem ukraińskiego zboża.

- Mój kolega, co ma rzepak wyliczył stratę na poziomie 100 tys. zł. Drugi znajomy, który uprawia i rzepak, i kukurydzę jest do tytułu 200 tys. zł. To są ogromne kwoty – zaznacza rolnik.

Marciniak: połowa kukurydzy z Ukrainy zostaje w Polsce

Problem z nadmiernym importem dostrzega także analityk rynkowy Mirosław Marciniak z Infograin.

- Od początku wojny do Polski wjechało blisko 1,6 mln ton kukurydzy. W mojej ocenie co najmniej 50 proc. zaimportowanego ziarna pozostało w kraju, wywierając presję na rynki lokalne - wyjaśnia Marciniak.

Tu warto przypomnieć, że we wrześniu Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący prezydenckiej Rady ds. Rolnictwa, przyznał, że tak naprawdę nikt nie wie, ile zboża i rzepaku z Ukrainy zostało w Polsce. 

- Według informacji od rolników i organizacji rolniczych jest to niestety znacząca ilość, która będzie miała niewątpliwie wpływ rynek zbóż paszowych. Zachwianie tego rynku może bardzo negatywnie odbić się na rolnikach - ocenił polityk.

Lubelska Izba Rolnicza domaga się kontroli firm i skupu interwencyjnego kukurydzy

W związku z niskimi cenami skupu i nadmiernym importem ziarna z Ukrainy, Lubelska Izba Rolnicza wystąpiła do Krajowej Rady Izb Rolniczych o natychmiastowe działania mające na celu ograniczenie importu zbóż, kukurydzy i rzepaku oraz zaostrzenie standardów kontroli jakości sprowadzanych towarów. LIR podejrzewa, że podmioty handlujące ziarnem obracają niespełniającą norm jakościowych kukurydzą i rzepakiem z Ukrainy.

- Poprosiliśmy też, by uruchomić poprzez Krajową Grupę Spożywczą skup interwencyjny kukurydzy lub zmagazynowanie nadwyżek w rękawach. Chodzi o to, żeby ziarno poleżało dwa, trzy miesiące, przetrwało okres żniw, a później zostało wysuszone i sprzedane. Niestety, u nas większość rolników musi sprzedawać na mokro, bo nie ma gdzie trzymać. Nie ma też tylu suszarni, by wysuszyć usługowo. A technologia magazynowania zbóż i kukurydzy w rękawach foliowych jest metodą tanią i efektywną. Tak zmagazynowane ziarno może być przez wiele tygodni lub miesięcy bezpiecznie przechowywane, co ograniczy lub wyeliminuje wysokie koszty inwestycyjne związane z budową silosów lub magazynów – wyjaśnia Jędrejek.

Rolnicy ostrzegają: będziemy blokować drogi

Z kolei Michal Załoga ocenia, że potrzebne są szczelne korytarze tranzytowe, które umożliwią eksport ukraińskiego zboża tam, gdzie jest ono potrzebne, m.in. do Afryki. 

Załoga ostrzega, że jeśli resort rolnictwa nie podejmie żadnych działań, rolnicy z jego regionu są zdecydowani zablokować drogi.

- Decyzja będzie zależała od kierownictwa AGROunii – informuje rolnik.

 Z apelem o ograniczenie importu z Ukrainy do ministra rolnictwa zwrócił się także Marek Studziński, rolnik z Opolszczyzny.

- Ministerstwo rolnictwa, Henryk Kowalczyk, jako rolnik proszę już ograniczyć tą pomoc dla Ukraińców. Zimą mamy czas na strajki! - napisał rolnik na Twitterze.

Kamila Szałaj 

Sprostowanie: Poprzednia ilustracja artykułu była zamieszczona omyłkowo. Sfotografowana firma Mariusz Zuń nie skupuje kukurydzy z Ukrainy. Za zamieszczenie zdjęcia przepraszamy. 

Widziałeś już nasze video "Jak zarobić na zbożach ozimych przy kosmicznych cenach nawozów?"?

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a