Szwedzka szkoła trwałości i fundamenty intensyfikacji
Gospodarstwo od rodziców zostało przejęte ponad 10 lat temu. Pierwszą decyzją inwestycyjną było wybudowanie nowej obory na 120 szt. krów dojnych. Hodowca zaczynał od kilkunastu ha gruntów i uznał, że intensyfikacja produkcji mleka pozwoli na dynamiczny rozwój. Przez kolejne lata zwiększany był areał produkcji roślinnej.
– 24 lata temu wyjechałem do znajomego rolnika, który prowadził gospodarstwo w Szwecji. Pracowałem u niego. Korzystał wtedy w większości z różnych maszyn produkowanych przez firmę Kverneland. Były to kosiarki, zgrabiarki, przyczepy zbierające, siewniki. Niektóre maszyny podpisywane były Taarup. Był to duński producent, który został przejęty przez firmę Kverneland. Pracowałem z tymi urządzeniami i okazało się, że są one bardzo trwałe. Imponujący był sprzęt uprawowy. W Szwecji występują bardzo trudne warunki glebowe. Zdarzają się stanowiska z bardzo dużą ilością wielkich kamieni. Maszyny dawały radę. Nabrałem dużego doświadczenia w pracy z nimi i już wtedy stwierdziłem, że jeśli kiedyś będę rozwijał swoje gospodarstwo postawię na markę Kverneland – wspomina Rafał Ksobiak z miejscowości Podobowice w powiecie żnińskim.
Maszyny zadziwiły więc solidnością, wytrzymałością oraz tym, że można było nimi wydajnie przeprowadzać prace polowe. Nie występowały też większe awarie. Rolnik przed samodzielnym objęciem gospodarstwa w Polsce Szwecję odwiedzał kilkanaście razy.
Partnerstwo w kryzysie
Nowa obora powstała w 2012 r. Gospodarstwo od lat jest dostawcą firmy Polmlek. Ceni ją za stabilne ceny oraz udzielane wsparcie w momentach, kiedy w przeszłości występowały problemy. Tak było w przypadku zakończenia kwotowania produkcji mleka. Gospodarstwo za nadprodukcję otrzymało ogromną karę. Polmlek zaś ułatwił i pomógł ją spłacić poprzez dostawy mleka. Kara przypadła na okres, kiedy gospodarstwo rozpoczynało intensywną produkcję po wybudowaniu obory.
Od testowej kosiarki po pług z Norwegii
Kiedy jej budowa się zakończyła, zaczął być rozwijany park maszynowy, który miał gwarantować przygotowanie odpowiedniej ilości paszy dla bydła.
– Kupiłem kosiarkę czołową, zgrabiarkę i przyczepę samozbierającą. Problem okazał się być jednak z kosiarką. Zamówiłem ją, ale okazało się, że mój model dostępny będzie w Polsce dopiero w kolejnym roku. To była wtedy maszynowa nowość. Kiedy okazało się, że na kosiarkę będę musiał długo czekać spotkał się ze mną przedstawiciel firmy Kverneland. Powiedział, że skoro kupiłem zgrabiarkę i przyczepę za określone pieniądze to, wobec tego, że nie ma kosiarki, miał dla mnie propozycję. Zaproponował, że przyśle mi inny model kosiarki na testy. Miałem ją użytkować przez cały rok aż do momentu odbioru kosiarki, którą zamówiłem. Byłem pozytywnie zaskoczony. Firma zrobiła duży ukłon w moją stronę i dała na cały sezon maszynę. Wtedy zdałem sobie sprawę, że produktów marki Kverneland będzie w gospodarstwie więcej – opowiada Rafał Ksobiak.
Maszyny zielonkowe dalej w gospodarstwie pracują. Nie wystąpiły w nich żadne poważne awarie. W przyczepie co prawda trzeba było wymienić rotor, ale jej licznik pokazał 5 tys. zebranych skrzyń zielonki przez co uległ zwyczajnemu wyeksploatowaniu. Aktualnie zielonka zbierana jest z 70–80 ha trwałych użytków zielonych. W sezonie ścinane są cztery pokosy trawy. Przyczepa wykorzystywana jest także do odwozu sieczki kukurydzy i transportu wysłodków do rękawów.
– Gdyby Kverneland obecnie dalej miał w swojej ofercie przyczepy zbierające kupiłbym nową, gdyż ta, którą posiadam, gwarantuje odpowiednią pracę i niezawodność – uważa Rafał Ksobiak.
W kolejnych latach do czołowej kosiarki zostały dokupione dwie boczne typu motyl o szerokości roboczej ponad 9 m. Park maszynowy został uzupełniony także o pneumatyczny siewnik do kukurydzy i buraków Optima e-drive II, rozsiewacz nawozów Exacta HL i opryskiwacz Ikarus S38 z belką o szerokości 24 m. Najnowszy zakup stanowi pięcioskibowy pług obracalny ES 100. Wyprodukowana w Norwegii maszyna jest już w Polsce. Znajduje się na placu w Toruniu, gdzie siedzibę w naszym kraju ma Kverneland Group. W gospodarstwie stosowany jest mieszany system uprawy gleby. W zależności od stanowiska i warunków oraz uprawianej rośliny stosowane są uproszczenia. Możliwe jest ich wykonywanie dzięki zakupionemu kultywatorowi zębowemu Kubota CU3001. W gospodarstwie na sporym areale są uprawiane buraki. Siane są one po orce, dzięki czemu ograniczane jest występowanie chwastów i zwiększana jest skuteczność herbicydów.
– Mam większość maszyn od tego samego producenta. Doceniam je za niezawodność i wydajność oraz jakość pracy. Jednak nie są to jedyne argumenty, jakie sobą przedstawiają. Wszelkie usługi serwisowe i zakup części dokonuję u tego samego dilera. To bardzo ułatwia pracę w sezonie. Kontaktuje się z jednym człowiekiem, który wie, co ja mam i błyskawicznie dostarcza mi potrzebne części. Wystarczy wykonać jeden telefon – informuje Rafał Ksobiak.
Kubota jako filar transportu i uprawy
Inwestycja w maszyny zielonkowe zbiegła się z koniecznością zakupu nowego ciągnika. Wybór padł na traktor Kubota model M135GX z silnikiem o mocy 140,5 KM. Poprzedzony był on testowaniem kilku innych modeli różnych producentów. To był 2014 r.
– Te ciągniki były podobnie wyposażone i miały silniki o zbliżonej mocy. Dilerzy różnych marek chętnie udostępniali traktory. Kubota może nie okazała się być marką najtańszą, ale wykonując te same prace polowe zużywała najmniej paliwa. Producent jako jedyny w tamtym czasie dawał trzy lata gwarancji. Traktor kupowaliśmy po to, aby pracował w tamtym czasie z pługiem. Zapadła więc decyzja, że kupujemy Kubotę – mówi Rafał Ksobiak.
M135GX okazał się być ciągnikiem nie tylko z dłuższą gwarancją i umiarkowanym zapotrzebowaniem na ON. Maszyna okazała się być niezawodna i wydajna. Cięgnik w gospodarstwie pracuje do dziś. Przepracował około 10 tys. mth. Spowodował, że gospodarstwo w kolejnych latach kupiło kolejne ciągniki marki Kubota. Znaczenie miała także dostępność serwisu. Jedna ekipa mogła dokonywać przeglądu w kilku modelach maszyn. Traktory w wyniku tego, że zmieniała się siatka dilerska Kuboty w Polsce na przestrzeni lat dostarczane były przez trzy różne firmy dilerskie. Każda zapewniała odpowiednio wysoką jakość usług sprzedażowych, jak i serwisowych.
Do gospodarstwa trafiały kolejne ciągniki japońskiego producenta, które były i nadal są bardzo intensywnie użytkowane.
W 2015 r. zakupiony został model 8560, który ma aktualnie przepracowanych 16 tys. mth., rok później pojawił się kolejny model M135GX (prawie 10 tys. mth), w 2017 r. jeszcze jeden 8560 (10 tys. mth) oraz M7-173 (6 tys. mth). Najnowszy zakup stanowiły w 2024 r. dwa traktory M7-173 w wersji KVT, czyli z przekładnią bezstopniową.
Strategia przeciwko „maszynowemu zoo”
M7 to najmocniejszy segment ciągników marki Kubota. Ich moc wynosi maksymalnie 170 KM. W gospodarstwie nie stanowi to problemu, ponieważ wielkość maszyn została tak dobrana, aby nie wymagały traktorów mocniejszych.
– Jeśli postawiłbym na jeden traktor dużej mocy, który miałby pracować z szerokim agregatem lub siewnikiem byłoby to ryzykowne dla gospodarstwa. Jakaś nieprzewidziana awaria, zdarzenie losowe i cała produkcja zatrzymałaby się. Zbieramy sporo zielonek i kukurydzy. Odpowiednia ilość sprzętu musi być także po to, aby w przypadku ewentualnych awarii mogła być zastępowana. Ilość ciągników jest także podyktowana brakiem pracowników. Poszczególne traktory są oddelegowane do pracy w sezonie z odpowiednimi urządzeniami. Posiadamy wóz asenizacyjny z aplikatorem doglebowym. Pojemność zbiornika to 18 tys. l. Był przez chwilę pomysł, aby kupić większy, o pojemności 30 tys. l a tym małym dowozić na grunty poferment. Stwierdziłem jednak, że w przypadku choćby delikatnych opadów nie da rady tak ciężkim zestawem sprawnie poruszać się po gruntach. Dlatego uważam, że bezpieczniejsze będzie dokupienie drugiego wozu ze zbiornikiem o pojemności 18 tys. l. Mam do dyspozycji 3 traktory M7 i zawsze któryś pojedzie na pole – uważa Rafał Ksobiak.
Wszystkie inwestycje maszynowe w gospodarstwie były realizowane poprzez własne środki i bez wsparcia pieniędzy z funduszy europejskich. Programy były tak skonstruowane, że rolnik prowadzący intensywną produkcję mleka uznawany był za ekonomicznie zbyt rozwiniętego, aby móc ubiegać się o pomoc z UE. Plany inwestycyjne na kolejne lata zostały już opracowane. Potrzebna jest między innymi szersza zgrabiarka, opryskiwacz oraz talerzówka. Nie ma też wątpliwości co do marki tych maszyn. Kłopot stanowi zakup kolejnej przyczepy zbierającej, ponieważ Kverneland nie ma już ich w ofercie.
– Jedna marka, to ten sam serwis, współpracuję też z zawężonym gronem dostawców i serwisantów. To bardzo ułatwia pracę zarówno w przypadku maszyn, jak i ciągników. Mam je tak dobrane, aby wykonywały prace w gospodarstwie oraz na polu. Gdybym miał siedem różnych marek traktorów, ich obsługa byłaby bardzo trudna. W gospodarstwie byłoby jak w zoo. Każdy inny pojazd wymaga innych części i innej obsługi. To tak samo jakby wpuścić sobie do obory krowy różnych ras. Roboty ich nie będą w stanie wydoić ze względu na inne wielkości i różną budowę wymion – twierdzi Rafał Ksobiak.
Tomasz Ślęzak
fot. T. Ślęzak
