Obora wolnostanowiskowa z roku 2013Andrzej Rutkowski
StoryEditorMleko

Miał 70 krów. Zostawił 50 i zaczął produkować więcej mleka

07.06.2026., 18:00h

Wdrożył maksymalną automatyzację w swoim gospodarstwie mlecznym (doju, żywienia, czyszczenia rusztów), dzięki czemu nie zatrudnia pracowników. Chociaż, jak przyznaje Zbigniew Lisowski, gdyby miał pracownika, to może nie byłby tak zabiegany. Niemniej nie żałuje obranej strategii, ciesząc się, że jest samowystarczalny pod względem siły roboczej, bo zdaje sobie sprawę, jak ciężko jest dzisiaj znaleźć chętnego i wykwalifikowanego do pracy w rolnictwie.

– Od 2013 roku doimy krowy na robocie Lely Astronaut A4, jednym z pierwszych w naszym terenie. Tak jak wtedy powiedziałem, że wystarczy mi jeden robot i będzie obsada krów dostosowana do jednego robota, tak cały czas się tego trzymam. Przy czym nieco zmieniliśmy podejście i teraz doimy na robocie znacznie mniej krów niż na początku. Kiedyś doiliśmy ich nawet 71, teraz 53. Przez te lata znacznie wzrosła wydajność od przeciętnej krowy. Średni dzienny uzysk mleka od krowy wzrósł z 25 do 40 kg. Zatem krów doimy mniej, ale całkowity dzienny uzysk mleka wzrósł z 1800 l do 2100 l. Utrzymujemy mniej krów, które jedzą znacznie mniej paszy, mają więcej przestrzeni, a więc mniejsza jest walka o hierarchię w stadzie, częstotliwość dojów jest większa, no i mleka mamy więcej o 300 l. Czyli idzie mniej paszy, a mleka jest więcej, zatem jest to bardzo ekonomiczna droga, jaką obraliśmy – podkreślił Zbigniew Lisowski

Oczywiście zmniejszyło się zwłaszcza spożycie pasz objętościowych. W paszach treściwych nie będzie już tak dużej oszczędności, aby utrzymać wydajność na wysokim poziomie. Jednak tych też rolnik zużywa mniej. Różnica wynika z samego spadku chociażby potrzeb bytowych 50 krów w stosunku do 70 krów, nawet bez wchodzenia w analizę potrzeb produkcyjnych.

– Wiadomo, że musimy kupować dość dużo pasz treściwych o znaczniej koncentracji zwłaszcza białka, ale i energii. Jednak, moim zdaniem, ta produkcja jest wysoka nie tylko za sprawą treściwych, ale też z powodu tego, że robimy bardzo dobrej jakości pasze objętościowe, czyli sianokiszonkę oraz kiszonkę z kukurydzy – dodał rolnik.

image
Obora wolnostanowiskowa z roku 2013
FOTO: Andrzej Rutkowski

Szybki dój i rozstaw strzyków

Przeciętna krowa doi się 3 razy na dobę, przy czym te w szczycie laktacji znacznie częściej. Aktualna rekordzistka daje dziennie aż 80 kg na dobę, ale to jest sztuka wyjątkowa. Natomiast większość krów w szczycie laktacji produkuje dziennie w granicach 50–60 litrów mleka. Również pierwiastki osiągają już takie wyniki.

– Przez te 13 lat doju automatycznego udało nam się zwiększyć wydajność produkcji mleka, ale nie tylko. Mocno zabiegałem od samego początku o polepszenie szybkości oddawania mleka i to też się udało. Doszliśmy do średniej szybkości oddawania mleka w zakresie 2,8–3 kg na minutę. Co oznacza, że przeciętny dój trwa 5–6 minut, kiedy krowa średnio oddaje 15 litrów. Zaś w boksie udojowym krowa przebywa wtedy ok. 7 minut, wliczając przygotowanie do doju i dezynfekcję poudojową. Irytowało mnie jak kiedyś były krowy, które 10 litrów mleka oddawały w 10–15 minut i blokowały stanowisko udojowe, a przed robotem robiła się kolejka. Teraz nie mamy takich sytuacji – wyjaśnił hodowca.

image
Robot udojowy Lely Astronaut A4 pracuje tu od 13 lat
FOTO: Andrzej Rutkowski

Na zwiększenie szybkości doju wpływ miał oczywiście konsekwentny dobór odpowiednich buhajów.

– Na początku swojej pracy hodowlanej, dobierając buhaje głównie skupiałem się na kilogramach mleka, aby podnieść wydajność mleczną i produkcję, bo wtedy to najbardziej było potrzebne. Mieliśmy średnią wydajność na poziomie 7–8 tys. kg mleka. Natomiast doszliśmy do pułapu ponad 12 tys. kg mleka, co utrzymujemy. W drugiej kolejności poprawiłem szybkość doju. Teraz dobierając buhaje nadal patrzę na szybkość doju, ale jeszcze bardziej zależy mi na poprawie parametrów mleka, czyli udziale białka i tłuszczu, od czego przecież zależy cena mleka w skupie. Niezmiennie cały czas dobieramy oczywiście buhaje, które są polecane do doju automatycznego. Bo zdarzały się takie sytuacje, że trzeba było wybrakować krowę, bo robot miał problem, aby podłączyć ją do doju z powodu nieprawidłowego ułożenia strzyków – wyjaśnił Zbigniew Lisowski.

Inseminacja również mięsnymi

Rolnik sam wykonuje zabiegi inseminacji i korzysta przy tym głównie z nasienia buhajów ze SHiUZ-u Bydgoszcz, ale też WCHiRZ Poznań i Center Gen. Od dwóch lat Zbigniew Lisowski opasa buhajki, będące dodatkiem do produkcji mleka.

– Krowy, które osiągają niższe wydajności mleczne, których nie chcemy utrzymywać w dłuższej perspektywie i po których nie chcemy córek, kryjemy buhajami ras mięsnych. Ale jest to dopiero początek tej drogi. Mamy kilka cieląt po buhaju limousine, a obecnie do inseminacji zakupiłem nasienie angusa. W ten sposób uzyskujemy cielęta mieszańcowe będące bardzo dobrym materiałem do opasu, który dziś jest atrakcyjnym dodatkiem do mleka za sprawą stosunkowo wysokich cen żywca wołowego – powiedział Zbigniew Lisowski.

Pozostałe krowy, można powiedzieć te lepsze i rokujące na przyszłość, hodowca inseminuje oczywiście nasieniem rasy hf i głównie jest to nasienie seksowane, tak aby odsetek urodzeń cieliczek był jak najwyższy.

Małe i świeże porcje TMR-u

Rolnik nie poprzestał tylko na automatyzacji doju. Ponad 6 lat temu zamontował automatyczny system żywienia Lely Vector

– Kluczowym elementem tego systemu jest mobilny i wydajny robot mieszająco-zadający (wózek paszowy MFR), który rozwozi przygotowaną paszę w kuchni paszowej. Rozwozi TMR poszczególnym grupom żywieniowym, których u nas jest aż siedem. Na podstawie kontroli wysokości i ilości paszy na stole paszowym robot decyduje, gdzie w pierwszej kolejności trzeba dowieźć paszę i to się sprawdza bardzo dobrze. Dowozi małe porcje i robi to często, dzięki czemu pasza jest świeża. Ten robot również podgarnia paszę, a więc spełnia dwie funkcje w jednym – zaznaczył Zbigniew Lisowski.

image
Robot Lely Vector
FOTO: Andrzej Rutkowski

U krów według ustawień średnia wysokość paszy musi być zachowana na poziomie 10 centymetrów. Średnia na całej długości stołu. Robot przejeżdża, gdy podgarnia TMR i wtedy mierzy wysokość i wyciąga sobie średnią. Jeżeli jest poniżej 10 cm, to zaraz jedzie do kuchni paszowej, gdzie odbywa się automatyczny załadunek pasz i ich mieszanie, a także ładowanie prądem. Następnie robot rusza rozdać paszę.

Krowy dostają 5 takich rozdań paszy na dobę po 600 kg na rozdanie. Moim zdaniem, jest to rewelacyjne i bardzo praktyczne rozwiązanie, które znacznie ułatwia pracę. Przydatne jest też to, że zarówno system żywienia, jak i doju mogę nadzorować z każdego miejsca za pośrednictwem specjalnych aplikacji w smartfonie – stwierdził rolnik.

image
Załadunek w kuchni paszowej
FOTO: Andrzej Rutkowski

W oborze, która jest na rusztach, czyszczenie posadzki również zostało zautomatyzowane, za co odpowiada robot Lely Discovery.

Podrasowana kiszonka z kukurydzy

– W dawce żywieniowej zadawanej krowom podstawą jest kiszonka z kukurydzy. Z tym, że w ubiegłym roku zrobiliśmy taki eksperyment. A mianowicie, dzień przed koszeniem kukurydzy na kiszonkę skosiliśmy kombajnem ziarno, które następnie było zmielone i uformowane w silosie. Podczas gdy ekipa, bo wynajmuję firmę do usługowego koszenia kukurydzy, kosiła kukurydzę, to my rozsiewaliśmy zmielone ziarno kukurydzy na tę sieczkę tak, żeby podnieść wartość energetyczną – wyjaśnił Zbigniew Lisowski.

W ten sposób rolnik uzyskał bardzo wysoki udział skrobi – 42% w suchej masie, a sucha masa jest na poziomie 35%. Rolnik dba również o wysoką jakość i jednorodność podawanej sianokiszonki.

– Drugi pokos traw zbieramy bardzo szybko po pierwszym w odstępie 3–4 tygodni. W ten sposób trawa jest młoda i ma dużo białka. Otwieramy silos z pierwszym pokosem i na wierzch dokładamy drugi pokos i całość znowu okrywamy. Dzięki czemu pasza jest jednorodna, a poziom białka wysoki – 20,5% w suchej masie – podkreślił Zbigniew Lisowski.

image
Nowoczesne technologie dużymi krokami wchodzą do obór mlecznych. Między innymi są to różne aplikacje na urządzenia mobilne, pozwalające nadzorować pracę instalacji udojowych czy też automatycznych systemów żywienia, bez względu na to, gdzie rolnik się znajduje
FOTO: Andrzej Rutkowski

Konkurencja uzdrowiła rynek

Od ponad pół roku stado Zbigniewa Lisowskiego objęte jest oceną użytkowości mlecznej świadczoną przez e-Ocena Polska.

– Nie chcę popadać w euforię, ale jestem zachwycony tym, że powstała taka spółka jak e-Ocena. Z tego względu, że ja bardzo lubię konkurencję i uważam, że jest to zdrowe dla rynku, żeby nie było monopolu z jedną firmą gigant, która dyktuje wszystkim swoje warunki. Rynek krów mlecznych w Polsce jest tak ogromny, że spokojnie wystarczy ich dla dwóch, a nawet trzech firm świadczących usługę oceny użytkowości. Konkurencja wpływa korzystnie na podniesienie jakości usług za stosunkowo przystępną cenę, co działa na korzyść wszystkich hodowców zarówno tych w e-Ocenie, jak i w PFHBiPM. Słyszę od kolegów hodowców, że właśnie dzięki e-Ocenie Polska Federacja bardziej się stara. Bo wiadomo, że tam w Federacji jest dużo hodowców i takie mają prawo, ale ważne jest też, że teraz każdy hodowca ma prawo wyboru – podkreślił Zbigniew Lisowski.

Parametry dostarczane przez ocenę użytkowości mlecznej, na które rolnik najbardziej zwraca uwagę, to poziom komórek somatycznych, białka i tłuszczu u poszczególnych sztuk oraz ocena zbilansowania żywienia, czyli to czy poziom białka i energii w paszy jest na prawidłowym poziomie, czy też trzeba skorygować.

image
Zbigniew Lisowski
FOTO: Andrzej Rutkowski

WIZYTÓWKA GOSPODARSTWA:

  • Zbigniew Lisowski wraz z żoną Moniką prowadzi gospodarstwo wyspecjalizowane w produkcji mleka. Rolnicy z Myślina (pow. żuromiński, gm. Bieżuń) gospodarują na 65 ha. Uprawiają kukurydzę i trawy.
  • Utrzymują 130 sztuk bydła, w tym 60 krów (53 w doju i 7 zasuszonych). Mleko dostarczają do Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Sierpcu w ilości 650 tys. litrów rocznie.

Zachęcam hodowców do korzystania z usług e-Oceny, bo im więcej klientów będą mieli, tym będą mogli świadczyć jeszcze lepsze usługi w coraz niższych cenach. Wiem, że już teraz te ceny są niższe niż u konkurencji, pomimo tego, że e-Ocena nie ma jeszcze żadnego dofinansowania z budżetu. To jest istotne, bo konkurencja ma takie dofinansowanie. Warto byłoby również, aby mleczarnie obie firmy traktowały jednakowo i wszystkich hodowców również jednakowo i jak dopłacają do oceny w Federacji, to aby również dopłacali do oceny w e-Ocenie. Nie można dzielić rolników na lepszych i gorszych – zakończył Zbigniew Lisowski.

Andrzej Rutkowski

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
07. czerwiec 2026 18:03