Rafał StachuraAndrzej Rutkowski
StoryEditorCo dalej z Polską Federacją?

Rafał Stachura: w PFHBiPM jest coraz mniej hodowców

03.01.2024., 14:00h
Usunięcie z szeregów PFHBiPM dwóch największych związków – Mazowieckiego oraz Podlaskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka – postanowił skomentować Rafał Stachura, który jako pierwszy głośno mówił o potrzebie zmian w Polskiej Federacji. Z Rafałem Stachurą rozmawia Andrzej Rutkowski.

Był pan pionierem walki o zmiany w statucie Federacji oraz o jawność i przejrzystość jej działalności?

Jako prezes Lubelskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka oraz członek zarządu Federacji, jesienią 2016 roku dopatrzyłem się wraz z innymi członkami zarządu nieprawidłowości względem hodowców. Zauważyliśmy, w jaki sposób są wydatkowane pieniądze i jakie sumy trafiały do podległej spółki Polska Federacja Sp. z o.o., w tym, jakie kwoty trafiały do konkretnych osób. Chcieliśmy to ukrócić oraz zmienić statut PFHBiPM, który niestety pozwala na sytuację, która zrodziła się teraz, że dwa z największych związków zostały wykluczone z Polskiej Federacji. Oczywiście nie na zasadzie, że popełniły jakieś wielkie wykroczenia, tylko domagają się przejrzystości i jawności, czyli tego, o co my walczyliśmy już wcześniej. Dlaczego nikt z prezydium Federacji nie zająknął się o usunięciu tych związków, gdy prezesem PZHBiPM był Krzysztof Banach a MZHBiPM Sylwester Mierzejewski? Zresztą, nasz Lubelski Związek też chcieli wyrzucić z Federacji, dlatego tak mocno nie walczyłem o kolejną kadencję prezesury, będąc osobą zaangażowaną w walkę o zmiany w Federacji.

Jakie zmiany w statucie PFHBiPM są najbardziej potrzebne?

Statut Polskiej Federacji niestety jest tak sformułowany, że można dosłownie kupczyć stanowiskami. Dlatego wtedy, gdy domagaliśmy się zmian, prezydent Leszek Hądzlik został wybrany na następną kadencję w zamian za stanowisko wiceprezydenta dla Andrzeja Steckiewicza – prezesa W-MZHBM, który wcześniej był jak najbardziej oponentem prezydenta Hądzlika, a nagle zmienił front i okazał się jego sprzymierzeńcem. Tak naprawdę Walny Zjazd Delegatów wybiera tylko prezydenta oraz członków zarządu. Natomiast dopiero potem prezydent dobiera sobie dwóch wiceprezydentów i sekretarza. Czyli na 7 osób w prezydium 3 wskazuje prezydent. Tak nie powinno być. Zarówno wiceprezydenci, jak i sekretarz Federacji powinni być wybierani w bezpośrednich wyborach na Walnym Zjeździe przez delegatów. Wtedy uniknęlibyśmy kupczenia stanowiskami. W tym kierunku chcieliśmy zmienić statut Federacji. Inną potrzebną zmianą w statucie jest zapis, że członkiem zarządu Federacji może być tylko czynny hodowca, czyli taki, który prowadzi własne gospodarstwo bądź też gospodarstwo będące spółką Skarbu Państwa czy też prywatną spółką i jest bezpośrednio zaangażowany w produkcję i żyje z hodowli oraz z mleka. Niezbędne jest też, żeby o wysokościach wynagrodzeń prezydium decydował zarząd, a nie jego prezydium i muszą to być wynagrodzenia jawne, a nie są, bo włodarze Federacji nie przekazują takich danych do KRS-u, a według prawa powinni. Jeśli panowie utworzą sobie własną spółkę, to mogą zarabiać ile chcą, ale jeśli jest to firma należąca do hodowców, to hodowcy nie tylko mają prawo, ale muszą wiedzieć, jakie są w niej zarobki. Kolejna dobra zmiana to wybór dyrektora biura przez zarząd Federacji, a nie przez prezydium.

Poruszył pan temat usunięcia dwóch dużych związków z Federacji, ale historia ma ciąg dalszy, bo próbuje się je zastąpić nowo powstałymi związkami.

No właśnie, na łono Federacji przyjmuje się dwa nowe związki – jeden z województwa mazowieckiego, a drugi z podlaskiego. Te pseudozwiązki, bo jak inaczej nazwać związki liczące po kilkanaście osób, ładnie nazywa się regionalnymi i daje się im po 3 delegatów na walne, co jest niezgodne ze statutem. Wszak statut wyraźnie mówi, że związki posiadające poniżej 100 członków mogą mieć tylko 1 delegata na walne. To jest farsa, że wyrzucone związki liczące po kilka tysięcy osób zastępuje się związkami, w których znajdują się właściwie tylko ich założyciele. To kogo oni niby reprezentują?

Wielu hodowców pół żartem, pół serio zwraca uwagę, że zarząd Polskiej Federacji zaczyna przypominać klub emeryta.

W Polskiej Federacji mamy niestety problem mentalny; jeśli nie doprowadzimy do zmiany całego zarządu, to nic nie wskóramy. Na obecną chwilę w zarządzie Federacji na ponad 30 członków kilkunastu nie ma nic wspólnego z produkcją mleka. Są to osoby, które kiedyś prowadziły gospodarstwa lub pracowały w państwowych spółkach, a teraz są na emeryturach. Oczywiście, chwała im za ich dorobek, ale oni powinni tworzyć grupę doradczą w Federacji, a nie czynny zarząd. Mamy też w zarządzie osoby pracujące na uczelniach. Dlatego wytworzyła się sytuacja, że o hodowli decydują w dużej mierze osoby, które tak naprawdę nie żyją z hodowli. Ogólnie w Federacji jest coraz mniej hodowców, a coraz więcej działaczy. Polska Federacja ma do rozporządzenia od 120 do 150 mln zł rocznie, pochodzących m.in. z naszych obór i z budżetu państwa, bez jakiegokolwiek nadzoru i bez realnego wpływu normalnych hodowców. To właśnie o to przez tyle lat walczyliśmy, żeby hodowcy mieli wpływ na podział środków finansowych i na to, w jakim kierunku zmierza Federacja. Przypomnę, że przecież w 2015 roku dyrektor biura PFHBiPM Stanisław Kautz otrzymał ponad 730 tys. zł brutto wynagrodzenia za funkcję w spółce Polska Federacja. Rzecz rozeszła się po kościach, ale były to pieniądze wypracowane na hodowcach. Ile dziś zarabia dyrektor biura oraz prezydent i wiceprezydenci – tak naprawdę nie wiemy. Bo panowie skrzętnie to ukrywają przed hodowcami.

Wyrzucono z Federacji dwa duże związki, jednak zagłosowali za tym również hodowcy, bo tacy jeszcze są w zarządzie Federacji, zatem hodowcy występują przeciwko hodowcom?

I to jest najbardziej przykre. Niestety, wśród tych, którzy głosowali za usunięciem Podlaskiego Związku, był też prezes naszego Lubelskiego Związku Hodowców Bydła. O podjęciu tak ważnej decyzji, jak głos w tej sprawie, nie poinformował nas – hodowców z Lubelszczyzny. Wszak zdecydowana większość z nas nie ma zastrzeżeń ani do hodowców z Podlasia, ani do ich związku. Nie powinno tak być, bo ja jako prezes zawsze ważne decyzje podejmowane na zarządzie Federacji konsultowałem z innymi hodowcami z zarządu Lubelskiego Związku, aby było to stanowisko całego związku, a nie moje prywatne. Uważam, że jeśli nasz prezes nie odbył takich konsultacji z nami, bo nie miał czasu, a decyzję podjęto nagle, to nie powinien zająć jednoznacznego i tak daleko idącego stanowiska. Dopóki są hodowcy, którzy pozwalają na obecną sytuację w Federacji, a ci, co nie pozwalają, są usuwani, to nic dobrego z tego nie będzie.

Hodowcy z Mazowsza i Podlasia, ale nie tylko, na znak protestu tego, co dzieje się w Federacji, masowo zawieszają ocenę użytkowości mlecznej.

Tak, robią to, bo nie mają innego wyjścia. To ostateczność, do której zostaliśmy zmuszeni, ponieważ władze Federacji nie słuchają hodowców. Władze Federacji teraz zobaczą, że jako Federacja nie zarabiamy na innych, tylko na hodowcach. Natomiast nam hodowcom ocena bezwzględnie jest potrzebna. Na pewno zawieszenie oceny na miesiąc lub dwa nie odbędzie się ze szkodą dla naszych stad. Na dłuższą metę będzie to trudne.

Co sądzi pan o pomyśle utworzenia konkurencyjnej federacji związków zrzeszającej te wyrzucone i te, które chciałyby do nich przystąpić? Bo część hodowców uważa, że Polskiej Federacji nie da się już naprawić.

Federację da się naprawić. Wymaga to czasu i trochę spokoju. Lepiej przysłuży się hodowcom jedna silna organizacja, która będzie reprezentować hodowców i będzie robić nam ocenę użytkowości mlecznej. Z pewnością wymaga to dużo pracy, bo straciliśmy ostatnie 8 lat. Na pewno potrzebne są zmiany w statucie, o których już wspomniałem, by statut był spójny i przejrzysty, aby nie było niedomówień. Nam, hodowcom bezwzględnie potrzebna jest jedna i silna organizacja typu federacja w dwóch celach – do prowadzenia oceny oraz reprezentowania na szczeblu krajowym, jak i międzynarodowym.

Dziękuję za rozmowę.

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
25. czerwiec 2024 00:52