Kontynuując rozpoczęty temat rozrodu, prezentujemy kolejne praktyczne wskazówki i zalecenia eksperta, których udzielił podczas VII edycji Akademii Zdrowej Krowy zorganizowanej przez firmę Kiervet.
Progesteron w rozrodzie krów
W swoim wykładzie dr Michał Plewik podkreślał ogromną wagę zrozumienia roli progesteronu.
– Jego wysoki poziom równoznaczny jest z fazą lutealną i informuje nas, że krowa jest po owulacji i jej organizm przygotowuje się na utrzymanie ewentualnej ciąży. Z kolei przy niskim poziomie progesteronu możemy spodziewać się rui lub problemów z cyklicznością (np. przedłużający się okres bez wykazywania objawów rui). Pamiętajmy, że progesteron jest narzędziem, a nie magiczną pigułką na wszystkie problemy rozrodu. Samo jego podawanie nie rozwiąże kłopotów z rozrodem jeśli zawodzi żywienie, dobrostan czy profilaktyka okołoporodowa. Trzeba wiedzieć po co i na jakim etapie cyklu stosujemy progesteron, a nie dawać bo "tak się robi" – przestrzegał prelegent, dodając, że suplementacja progesteronu ma sens między innymi w programach synchronizacji rui i u krów z zaburzeniami cyklu.
Badanie ginekologiczne 30 dnia po
Dr Plewik podzielił się z hodowcami praktyczną zasadą, by nie czekać do 100. dnia, ale już około 30. dnia po wycieleniu zacząć oceniać krowy, planować programy rozrodowe, przygotowywać jałówki do pierwszej inseminacji. Tak więc po upływie 30 dni od porodu, każda krowa powinna zostać zbadana ginekologicznie USG, by ocenić stan macicy (czy dobrze się oczyściła, czy nie ma stanów zapalnych); stan jajników (czy rozpoczęły cykl, czy są pęcherzyki, czy pojawiło się ciałko żółte). Każde zwierzę powinno również przejść ocenę kondycji ciała BCS i ewentualnych problemów metabolicznych.
Na tej podstawie hodowca powinien podjąć decyzję. O tym, czy krowa wchodzi do konkretnego programu synchronizacji, czy też czekamy na naturalną ruję, ale z określonym terminem kontroli (np. kontrola za 2–3 tygodnie).
– Odkładanie decyzji na późniejsze czas powoduje wydłużanie okresu międzywycieleniowego, zwiększanie się grupy krów niecielnych oraz spadek opłacalności, gdyż krowa w szczycie laktacji nie jest szybko zacielana.
Nasienie – tylko seksowane
Dr Michał Plewik wielokrotnie podkreślał, jak bardzo ważna w rozrodzie jest jakość nasienia.
– Nawet najlepiej poprowadzony program, perfekcyjnie żywione stada i świetne zarządzanie stadem nie zrekompensują słabego nasienia. Wybierając je do rozrodu należy zwracać uwagę na: sprawdzonego dostawcę, parametry jakościowe oraz dobór buhajów do celu hodowlanego. Oszczędzanie na "każdej słomce" może okazać się najdroższym elementem całego programu rozrodowego.
Opierając się na własnych doświadczeniach z obór, w których pracuje, dr Michał Plewik jednoznacznie stwierdził, że w dobrze zarządzanych obiektach nie wyobraża sobie już pracy bez nasienia seksowanego.
– Trzeba je traktować jako standard w hodowli ukierunkowanej na postęp genetyczny i produkcję wartościowych jałówek. Skuteczność zacieleń nasieniem seksowanym na poziomie 70% jest jak najbardziej realna, pod warunkiem jednak, że jałówki będą dobrze zsynchronizowane (jako młode zwierzęta nie są obciążone laktacją i zwykle są w lepszym stanie metabolicznym niż krowy w wysokiej laktacji). W przypadku zacielania takim nasieniem krów, warunkiem sukcesu jest dobre przygotowanie ich do zabiegu, ich dobra kondycja, brak gorączek, powikłań po porodzie, wygojona macica i brak przewlekłych zapaleń. Zarówno u jałówek, jak i u krów ważnym elementem powodzenia jest wysoki poziom wykonania inseminacji, czyli prawidłowy czas inseminacji, właściwa technika podania nasienia, zachowanie czystości i prawidłowego obchodzenia się
ze słomkami.
– Spełnienie tych warunków sprawia, że około 70% skuteczności staje się osiągalnym celem dla wielu obór, a nie tylko dla nielicznych "pokazowych" gospodarstw – ocenił ekspert, który rekomendował również, by patrzeć na nasienie seksowane jako na strategię dla stada, którym kryjemy najlepsze krowy i jałówki. One zaś rodzą kolejne pokolenie jałówek o wysokiej wartości hodowlanej, których nadwyżki możemy sprzedać. Sztuki słabsze kryte są nasieniem buhajów mięsnych, rodzą cielęta opasowe, które można dobrze
sprzedać.
Choroby rujnują rozród
Dr Michał Plewik zwrócił też uwagę na chorobę niebieskiego języka (Bluetonqe), która przynosi konkretne straty finansowe. Jak mówił, z obserwacji zwierząt, które przeszły chorobę wynika, że te, które zachorowały i przeżyły, zazwyczaj nie wracają do wcześniejszego poziomu wydajności. W kwestii rozrodu rośnie też liczba problemów z zacieleniem, wydłuża się okres międzywycielniowy oraz więcej krów jest brakowanych z powodu słabego rozrodu.
– Preparaty do polewania (pour-on) przeciw owadom nie zapewniają skutecznej ochrony przed Bluetonqe. Mogą jedynie częściowo ograniczyć uciążliwość kuczmanów, które chorobę przenoszą. Jedynym, realnym narzędziem ochrony jest szczepienie, a szczepionki przeciw Bluetonque są dostępne i dlatego warto tworzyć (oczywiście w konsultacji z lekarzem weterynarii) i realizować regularny program szczepień. Szczepieniem najlepiej objąć całe stado lub przynajmniej grupy najbardziej narażone, jak: wysoko cielne krowy i jałówki. Preparaty owadobójcze należy traktować wyłącznie jako dodatek, a nie alternatywę dla
szczepień.
Beata Dąbrowska
