Produkty oferowane w sklepie rolniczym są droższe niż w lokalnych marketach, ale dzięki jakości znajdują bez problemu klientówMagdalena Szymańska
StoryEditorreportaż

Zamiast sprzedaży świń i bydła – chleb i boczek. Tak zarabia to gospodarstwo

12.04.2026., 16:00h

Do sklepiku rolniczego prowadzonego przez rodzinę Walterów trafia się, będąc skuszonym nie tylko ładnym tradycyjnym obejściem, ale przede wszystkim zapachem świeżego chleba i dojrzałego boczku. Jesteśmy w Karyntii, w dolinie rzeki Möll, w południowej Austrii, a o tym, jak to wszystko się zaczęło i jak się kręci, opowiada nam Christina Walter, która wraz z mężem Davidem jest już piątym pokoleniem, które gospodarzy na tej ziemi.

Od fryzjerki do sommelierki chleba – jak pasja zmieniła losy gospodarstwa?

Zmianę podejścia do czerpania dochodów z chowu świń i bydła zapoczątkowali moi dziadkowie. Zmusiły ich do tego kwestie finansowe. Trudno im było utrzymać rodzinę ze sprzedaży żywca, wykształcili więc córkę Katharinę – moją mamę – na fryzjerkę. Mój tato Helmut, kiedy przyszedł tutaj na gospodarstwo, jeszcze się uczył, a po szkole pracował w mleczarni. W gospodarstwie ciągle były utrzymywane zwierzęta. Dziadkowie nie chcieli rezygnować z hodowli. Wspólnie z moimi rodzicami podjęli pierwsze próby produkcji boczku, kiełbas i salami. Jak już zaczęło im to dobrze wychodzić, poszli z nimi na rolniczy lokalny targ. Ich produkty przypadły klientom do gustu. W pewnym momencie klienci zaczęli przychodzić już bezpośrednio do nas do gospodarstwa i tak właśnie rozpoczęła się nasza działalność tutaj – opowiada Christina Walter.

Architektura z duszą: za co Walterowie otrzymali prestiżową nagrodę?

Christina przejęła gospodarstwo wraz z mężem pięć lat temu. Oboje z mężem ukończyli studia rolnicze. David zajmuje się przetwórstwem mięsnym, a pasją Christiny jest pieczenie chleba. Ukończyła nawet szkolenie na sommelierkę chleba. Piekarnia to jej królestwo.

image
Dzięki współpracy z lokalnymi rolnikami w rolniczym sklepie są dostępne także inne produkty poza mięsnymi i chlebem
FOTO: Magdalena Szymańska

Piekarnia i sklep znajdują się w tym samym budynku co dom rodzinny Walterów. Projekt rewitalizacji i przebudowy domu został nagrodzony w 2020 roku. Doceniono utrzymanie tradycji oraz szacunek, z jakim wkomponowano go w historyczną zabudowę gospodarstwa.

W odległości zaledwie kilku kroków od domu znajduje się tradycyjny budynek inwentarski, w którym zwierzęta utrzymane są na głębokiej ściółce. Opodal, w nowym budynku, znajduje się mała masarnia.

Ostatnia droga bez stresu – dlaczego ubojnia na miejscu ma znaczenie?

Jesteśmy dumni z tego, że nasze zwierzęta nie muszą być przewożone daleko na ubój. Odbywa się on bezpośrednio tutaj i przebiega właściwie bezstresowo, ponieważ osoby, które zawsze się opiekowały zwierzętami, doprowadzają je do końca – przekonuje nasza rozmówczyni.

– Pracujemy w sposób bardzo przyjazny dla środowiska i z poszanowaniem dobrostanu zwierząt. Latem zarówno bydło, jak i świnie wypędzane są na łąki alpejskie. Tam mają spokój. Odwiedzamy je raz dziennie. Musimy to robić, żeby nie stały się płochliwe i nie straciły z nami kontaktu. Mamy świnie rzadkiej wytrzymałej rasy szwabska-hallińska, która jest doskonale przystosowana do życia na zewnątrz – wyjaśnia Christina.

David ubija świnie jesienią, po letnim sezonie wypasu. Ich mięso charakteryzuje się większą zawartością tłuszczu i doskonale nadaje się do produkcji boczku. Tłuszcz jest jędrny i śnieżnobiały, a dzięki powolnemu, łagodnemu wzrostowi i dostępności zielonki charakteryzuje się wyjątkową jakością.

Pozostało 66% tekstu
Dostęp do tego artykułu mają tylko Prenumeratorzy Tygodnika Poradnika Rolniczego.
Żeby przeczytać ten i inne artykuły Premium wykup dostęp.
Masz już prenumeratę? Zaloguj się
Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
12. kwiecień 2026 16:02