Sąd zwrócił uwagę, że żądanie całkowitego usunięcia trzody chlewnej jest radykalneT. Ślęzak/ Canva
StoryEditorInterwencja

Miał 50 świń i święty spokój. Wszystko zmieniło się po przeprowadzce nowych sąsiadów

31.05.2026., 17:30h

Spór o niewielką hodowlę świń trafił do sądu i przerodził się w poważny konflikt sąsiedzki. Rolnik z powiatu tczewskiego, który od lat utrzymuje około 50 sztuk trzody, musi bronić się przed pozwem i żądaniami likwidacji produkcji. Sprawdzamy, o co dokładnie chodzi i jakie stanowisko zajmuje sąd.

image
FOTO: Tomasz Ślęzak
image
Sąd zwrócił uwagę, że żądanie całkowitego usunięcia trzody chlewnej jest radykalne
FOTO: T. Ślęzak/ Canva

W Sądzie Rejonowym w Tczewie w kwietniu odbyła się rozprawa z powództwa sąsiadów, którzy złożyli pozew o zaprzestanie emisji wynikającej z prowadzenia produkcji trzody chlewnej i 60 tys. zł zadośćuczynienia. Pozwanym jest rolnik, który trzyma 50 świń. Areał gospodarstwa to 5 ha. Zwierzęta są utrzymywane w kilku starych budynkach, jednak rolnik spełnia wszystkie wymogi dobrostanu. Pan Janusz, ze wsi położonej na terenie powiatu tczewskiego, w swoim gospodarstwie utrzymuje trzy lochy. Kupuje także warchlaki do dalszego tuczu. Produkcją trzody zajmuje się od ponad 20 lat. Ze względu na posiadany areał oraz wielkość budynków, nie może mieć więcej zwierząt.

Rolnik do czasu nikomu nie przeszkadzał

Rolnik przez lata prowadził skromne gospodarstwo, które nikomu nie przeszkadzało. Z sąsiadami zawsze żył dobrze. Od wschodu jego gospodarstwo graniczy z działką, na której znajduje się dom małżeństwa wychowującego dwoje małych dzieci. Od zachodniej strony przez wiele lat sąsiadował z działką, która należała do starszej kobiety. Sąsiadka kilka lat temu zmarła. Jej spadkobiercy wystawili na sprzedaż nieruchomość. Kupił ją mężczyzna w przeszłości mieszkający w tej wsi. Jego rodzice do dzisiaj w niej mieszkają i bardzo dobrze znają pana Janusza. Mężczyzna musiał wiedzieć, że na sąsiedniej działce prowadzona jest niewielka produkcja trzody. W kwietniu 2023 r. kupił nieruchomość, na której znajdował się wyeksploatowany budynek. Wyremontował go i wraz z partnerką wprowadził się. Od tego momentu spokojne życie pana Janusza zupełnie się zmieniło. Gospodarstwo było kontrolowane przez liczne instytucje. Interweniował Powiatowy Inspektorat Weterynarii. Rolnik otrzymywał zalecenia wprowadzenia zmian, jednak w wyniku przeprowadzonej kontroli okazało się, że świnie mają zapewnione warunki odpowiedniego dobrostanu, mimo że przebywają w starych budynkach.

Sąsiad wraz z partnerką wystąpili do sądu, żądając zaprzestania emisji odorów oraz 60 tys. zł zadośćuczynienia. Powództwo dotyczy także usunięcia świń z budynku położonego przy granicy działek, założenia ekranu o wysokości 4 m przy granicy z nieruchomością powodów oraz zakazu składowania obornika przy granicy działek.

Uciążliwość zapachowa pojawiła się rzadko i była znikoma

Sąsiadujący z panem Januszem małżonkowie zeznali w sądzie, że gospodarstwo nigdy nie powodowało żadnych problemów. Uciążliwość zapachowa, jeśli występowała, to tylko czasami i była znikoma. Mecenas pozwanego pytał czy możliwe było prowadzenie wszystkich czynności życiowych, w tym także rekreacyjnych, spotkań towarzyskich przy grillu. Zeznali, że było to możliwe a produkcja tuczników nie była uciążliwa.

Sąd zapytał strony czy wyrażają wolę zawarcia ugody i ustalenia jej warunków bez prowadzenia postępowania.

– Były próby zawarcia ugody. Mieliśmy spotkanie w izbie rolniczej. Ze strony pozwanego nie ma na tyle dobrej woli, aby doszło do polubownego załatwienia sprawy. Pozwany deklaruje, że na ogrodzenie założy folię, więc to nie przyczyni się do zredukowania emisji tego smrodu. Próby spełzły na niczym – oświadczył pełnomocnik powodów.

Sędzia z początku zapytał, czy jest więc możliwość składowania obornika w innym miejscu.

– Przez trzy lata, kiedy działka została zakupiona wszystkie działania były prowadzone po to, aby przestał być on rolnikiem we wsi, w której mieszka. Powodowie chcą doprowadzić do tego, aby zakazano mu prowadzenia działalności rolniczej – zwrócił uwagę pełnomocnik pozwanego.

Sąd został poinformowany, że rolnik może przykryć pryzmę obornika plandeką. Przesunięcie pryzmy obornika w głąb działki już nastąpiło. Problem dotyczy jednak tego, że działka jest wąska. Obornik można składować tylko na działce rolnej. W pobliżu swojego gospodarstwa ma jedną o niewielkiej powierzchni.

image
porady prawne

Gmina zabrała ziemię pod drogę. Czy rolnik dostanie odszkodowanie?

– Mamy wąską działkę i dalej pryzmy obornika przesunąć już się nie da. Powód wychował się w tej wsi i wiedział, co kupuje. Wysoki sądzie to jest tak jak kupić dom przy autostradzie i potem zmuszać zarządcę drogi do zburzenia drogi – powiedział mecenas pozwanego.

Sąd poinformował strony, że będzie musiał rozstrzygnąć tę sprawę. Niezależnie od treści orzeczenia może być tak, że strony okopią się na swoich zupełnie odmiennych stanowiskach. Brak porozumienia prowadzić może do wieloletniego sporu. Dlatego też należy zastanowić się nad zakopaniem topora wojennego i pomyśleć, w jaki sposób uregulować te trudne sprawy i relacje.

Strona pozwana przyznała, że jest gotowa stworzyć ogrodzenie w postaci płotu. Jednak taki o wysokości 4 m, którego domagają się powodowie, wiązałby się z koniecznością opracowania projektu technicznego i pozwolenia na budowę. Sąd zapytał, czy powodowie dopuszczają możliwość prowadzenia dalszej działalności przez pozwanego.

– Jak najbardziej dopuszczam taką możliwość tylko niech pozwany trzyma świnie w budynkach murowanych. Wiedziałem, że ma świnie, ale nie wiedziałem, że trzyma je w blaszaku, jakiejś szopie przypominającej szałas. Tak to można nazwać, bo tam zbite jest to z paru desek i trzymane są świnie – powiedział powód.

Według niego to właśnie z tych budynków miał wydobywać się odór, który kieruje się w stronę ich działki i domu. Usunięcie z nich świń spowodowałoby wypracowanie ugody.

– Powód nie jest inspekcją weterynaryjną, aby decydować, w jakim typie budynków można trzymać zwierzęta. Rolnik miał szereg kontroli, które swoją drogą, to powód zlecił składanymi donosami. Te kontrole nic nie wykryły, nie stwierdziły nieprawidłowości – powiedział mecenas rolnika.

Na pierwszej rozprawie do ugody nie doszło

W odpowiedzi powód wyraził raz jeszcze swoje wątpliwości, co do staranności kontroli, w efekcie sąd stwierdził, że „z uwagi na odmienne stanowiska stron do ugody w chwili obecnej nie dojdzie”.

Potem rozpoczęło się przesłuchiwanie powołanych świadków. Jako pierwsza zeznawała siostra powódki. Powiedziała, że wielokrotnie przebywała z wizytami. Na działce dominował uporczywy smród, nie można było przebywać na zewnątrz, a odór był tak silny, że zachodziła obawa o zdrowie małych dzieci. W przestrzeni dominowały zaś chmary owadów zwłaszcza much oraz szczury. Podobne zeznania złożył mężczyzna, który powiedział sądowi, że wykonuje zawód rolnika jednak nie prowadzi produkcji zwierzęcej.

Świadkowie roztoczyli obraz odorowego armagedonu, strefy skażenia zagrażającej zdrowiu ludzi i środowisku. Inwazja szczurów i owadów. To wszystko było zaś spowodowane przez stado 50 szt. świń.

Druga rozprawa wlała nadzieję w serca rozsądnych

Druga rozprawa odbyła się w pierwszej połowie maja. W sądzie pojawiło się kilkunastu rolników, którzy w ten sposób chcieli udzielić wsparcia oskarżonemu. Sąd zapytał strony o możliwość zamontowania ogrodzenia, które mogłoby ograniczyć emisję uciążliwych zapachów. Strony zgodziły się na to. Postępowanie zostało zawieszone na trzy miesiące. W tym czasie oskarżony ma wykonać dodatkowe zabezpieczenie. Pomoc w jego wykonaniu zapowiedzieli sąsiedzi i inni rolnicy.

Tomasz Ślęzak

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
08. lipiec 2026 14:35