Wojciech Marciniak podkreśla, że przejście na cykl zamknięty pozwoliło uniezależnić się od rynku, a ubojnia bazuje wyłącznie na tucznikach pochodzących z gospodarstwaDominika Stancelewska
StoryEditorZwierzęta

„Lochy były zapasione”. Wtedy rolnik zdecydował: czas na technologię

31.05.2026., 15:00h

Historia gospodarstwa i ubojni Wojciecha oraz Renaty Marciniaków nie zaczęła się od chlewni. Pierwszą działalnością była niewielka ubojnia i skup świń od okolicznych rolników. To właśnie z tamtych doświadczeń zrodziła się później decyzja o budowie własnego zaplecza produkcyjnego i przejściu na zamknięty cykl chowu.

Początki firmy sięgają połowy lat 90. Wojciech Marciniak z zawodu jest rzeźnikiem. Po ukończeniu szkoły pracował przez kilka lat z ojcem w lesie jako drwal. Dopiero po przeprowadzce do Kościana wrócił do wyuczonego zawodu. Najpierw jako pomocnik przy skupie żywca, później już bezpośrednio przy produkcji. Gdy właścicielka zakładu, w którym pracował, zamknęła działalność, wraz ze wspólnikiem zdecydowali się uruchomić własną firmę. Początkowo była to bardzo mała skala produkcji.

– Zaczynaliśmy od ubijania dziesięciu, piętnastu świń dwa, trzy razy w tygodniu. Wszystko budowało się stopniowo. Po trzech latach działalności przenieśliśmy się do Manieczek, gdzie wydzierżawiliśmy dawny zakład po kombinacie rolnym. Obiekt był w fatalnym stanie technicznym i wymagał kompletnej odbudowy – wspomina Marciniak.

Zakład modernizowano etapami, dostosowując g...

Pozostało 93% tekstu
Dostęp do tego artykułu mają tylko Prenumeratorzy Tygodnika Poradnika Rolniczego.
Żeby przeczytać ten i inne artykuły Premium wykup dostęp.
Masz już prenumeratę? Zaloguj się
Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
31. maj 2026 15:02