– Mamy niespełna 200 biogazowni rolniczych, podczas gdy nasze zasoby są porównywalne, a nawet nieco większe niż w Niemczech, gdzie działa około 11 tys. takich instalacji. Oznacza to, że przed nami stoi ogrom pracy. W obecnych realiach rolnictwo energetyczne powinno rozwijać się równolegle z produkcją zwierzęcą i roślinną. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że rolnictwo, a szczególnie produkcja zwierzęca, jest w Europie jednym z głównych źródeł emisji metanu – mówił prof. Jacek Dach z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu podczas webinaru „Energia z biogazu szansa dla polskiego rolnictwa” zorganizowanego przez Top Agrar Polska.
Od obornika do metanu
Jak wskazywał ekspert, Polska jest największym producentem obornika w całej Unii Europejskiej. Razem z pomiotem wytwarzamy rocznie blisko 120 mln ton odchodów, co nie ma odpowiednika w żadnym innym kraju członkowskim. W Europie Zachodniej dominuje produkcja gnojowicowa, a emisje metanu z gnojowicy są wielokrotnie niższe niż z obornika.
– Gdy formujemy pryzmę obornika, bakterie rozpoczynają rozkład materii organicznej już w pierwszych godzinach – powstaje dwutlenek węgla, woda i ciepło, a temperatura w pryzmie rośnie. W miarę jak tlen zostaje zużyty, zaczyna się wydzielanie CO₂ i podtlenku azotu. CO₂ w tym procesie nie jest traktowany jako gaz cieplarniany, bo jest szybko pobierany przez rośliny. Jednak po kilkudziesięciu godzinach wnętrze pryzmy staje się beztlenowe i wtedy powstaje metan – gaz o silnym działaniu cieplarnianym, podobnie jak podtlenek azotu – tłumaczył prof. Dach.
ETS 3 może nas zniszczyć
Od 2027 r. w Unii ma zacząć obowiązywać system ETS 3, czyli opodatkowanie emisji metanu i podtlenku azotu.
– Przy obecnej cenie uprawnień do emisji CO₂ (w ETS 2 – 82 euro/t), przeliczenie kosztów na metan i podtlenek azotu daje stawki wręcz astronomiczne: dla metanu około 9,5 tys. zł za tonę, a dla podtlenku azotu blisko 100 tys. zł. O ile mówi się o rocznym przesunięciu wdrożenia ETS 2 (opłaty za emisje CO₂), o tyle nic, przynajmniej na razie, nie wskazuje na to, by przełożono wejście w życie ETS 3 na 2028 r. Wprowadzenie tego systemu może mieć ogromnie negatywne skutki dla polskiej produkcji zwierzęcej – przestrzegał prof. Dach.
Według naukowca, hodowcy muszą więc już dziś myśleć o inwestycjach w biogazownie, czy to własne, czy we współpracy z innymi gospodarstwami albo o zapewnieniu odbiorcy, który wykorzysta ich obornik jako substrat. Według założeń ETS 3, odchody przetworzone w biogazowniach będą zwalniały z opłat emisyjnych.
– Inwestycje biogazowe są również ważne dla eksporterów żywności oraz dostawców do międzynarodowych sieci handlowych. Decydujący staje się bowiem ślad węglowy produktów, które Komisja Europejska zamierza stosować jako narzędzie, a raczej pałkę, wobec producentów i eksporterów żywności. Polska od lat rozwija eksport dzięki dobrej, zdrowej żywności produkowanej z mniejszym użyciem chemii czy antybiotyków niż w Europie Zachodniej. Jednak po wprowadzeniu regulacji dotyczących śladu węglowego nasza konkurencyjność może drastycznie spaść – przestrzegał profesor z UP.
Z czerwonego na zielony ślad węglowy
Profesor wyliczył, że w ubiegłym roku każda kWh energii elektrycznej w Polsce wiązała się z emisją 727 g CO₂. W Niemczech było to prawie o połowę mniej, a we Francji, Szwajcarii czy krajach skandynawskich – zaledwie 25–45 g CO₂ na kWh. Jeśli w Polsce do wyprodukowania 1 litra mleka potrzebna jest 1 kWh, to taki litr mleka ma ślad węglowy na poziomie 727 g CO₂. W tej sytuacji polskie mleko nie wygra konkurencji z produktem z Niemiec czy Francji. Podobnie będzie z drobiem – naszym głównym hitem eksportowym. Wysoka emisyjność energii zużywanej w produkcji sprawi, że drób będzie miał czerwony, czyli bardzo wysoki ślad węglowy, przez co stanie się nieatrakcyjny na rynku europejskim.
– W Niemczech działa 11 tys. biogazowni, najczęściej przy hodowlach, i są one zasilane energią z własnego biogazu, co daje energię o ujemnej emisyjności, bez etapu składowania odchodów. Dodatkowo transport w Niemczech w dużej mierze przestawia się na bio-CNG albo bio-LNG, który ma zerową lub ujemną emisyjność. W rezultacie niemiecki kurczak, mimo że produkowany z użyciem większej ilości chemii, otrzyma „zielony” ślad węglowy. Już w 2022 r. Lidl wysyłał do dostawców listy, że oczekuje produktów neutralnych klimatycznie. Dlatego nie mamy wyboru – musimy przetwarzać odchody zwierzęce i obniżać ślad węglowy, nawet jeśli obornik jest cenny dla gleby. Przy uwzględnieniu kosztów metanu i podtlenku azotu stanie się on bowiem najdroższym nawozem. Należy myśleć o zmianach w płodozmianie i stosowaniu pofermentu – tłumaczył ekspert.
Trzeba wykorzystać czas korzystnych cen
Obecnie w Polsce obowiązują najwyższe w UE stawki gwarantowane za energię produkowaną przez biogazownie o mocy 50–499 kW, tj. 974 zł/MWh przez 15 lat dla biogazu oraz 504,5 zł/MWh w gazie (1362 zł w prądzie) dla biometanu gwarantowane przez 20 lat. Trzeba jednak mieć świadomość, że stawki te mogą spaść – im większe zainteresowanie, tym większa presja na ich obniżenie ze strony URE.
W ostatnim czasie dzięki nowelizacji prawa energetycznego ułatwiono uzyskiwanie warunków przyłączenia, zwłaszcza dla biogazowni szczytowych. Jak wskazywał prelegent, dzięki zmianom w prawie takie biogazownie można budować w większości Polski, nawet tam, gdzie fotowoltaika zablokowała moce przyłączeniowe. Biogazownia szczytowa pracuje bowiem np. 16 godzin na dobę, a w ciągu dnia, gdy fotowoltaika obciąża sieć, dodatkowa membrana w zbiorniku na poferment magazynuje biogaz. Gdy produkcja PV spada, silnik zostaje uruchomiony i instalacja wykorzystuje zgromadzony gaz.
Prof. Jacek Dach jest zwolennikiem nieco większych biogazowni. W jego ocenie, biogazownie o mocy poniżej 50 kW są zwykle nieopłacalne, wymagają ogromu pracy i formalności, a przychody z nich są znikome. Jedynie w gospodarstwach opartych na rusztach i gęstej gnojowicy mogą mieć sens. Znacznie bardziej opłacalne są instalacje od 100 kW wzwyż.
– W Polsce z pewnością powstanie wiele biogazowni o mocy 100–250 kW. Choć doradzamy rolnikom łączenie sił i budowę większych instalacji, np. 250 czy 500 kW. Praktyka pokazuje jednak, że w Polsce współpraca między rolnikami bywa trudna – mówił prof. Dach.
W opinii prelegenta, biogazownia sama w sobie nie powinna powodować uciążliwych zapachów – to instalacja gazowa, która musi być w pełni szczelna. Problemem może być jedynie bałagan lub niewłaściwe przechowywanie substratów wokół obiektu.
Czy do produkcji biogazu konieczny jest obornik?
– W zasadzie każde gospodarstwo, które jest w stanie zebrać biomasę z kilkudziesięciu czy kilkuset hektarów, np. słomę – każdy jej rodzaj świetnie nadaje się na substrat, może myśleć o budowie biogazowni. Prowadziliśmy liczne próby też m.in. z kiszonką z kukurydzy i liści buraków, to doskonałe surowce. Kiszonka kukurydziana daje ok. 127 m³ metanu na tonę, co przy dzisiejszych cenach prądu odpowiada ok. 520–530 zł wartości energii. Słoma zbożowa może dać ok. 260–261 m³ metanu, czyli ok. 1060 zł w przeliczeniu na energię elektryczną. Do tego dochodzi wartość ciepła. W tego typu biomasie brakuje jednak mikroelementów, więc trzeba czasami dodać trochę obornika, gnojowicy, rozcieńczyć substraty pofermentem lub uzupełnić skład mikroelementami – tłumaczył ekspert z UP.
Naukowiec radził, aby decydując się na wykonawcę mieć na uwadze takich, którzy stosują nowoczesne, ale i sprawdzone technologie. Nie poleca technologii navarro, popularnych w Niemczech.
– Wydajność współczesnych rozwiązań jest o klasę wyższa od tej technologii i jej wariantów sprzed kilkudziesięciu lat. Nowoczesne biogazownie nie wymagają separatorów frakcji stałej, podczas gdy w klasycznych instalacjach niemieckich są one powszechne, bo fermentacja jest mało efektywna – tłumaczył prof. Dach.
Przemyśl dotacje
Choć dotacje oferowane przez programy czy to finansowane przez NFOŚ, czy Unię Europejską mogą ułatwić decyzje o budowie biogazowni, ekspert ogólnie nie jest zwolennikiem takiego wsparcia. Nie chodzi tutaj bynajmniej jedynie o konieczność wykorzystywania wyprodukowanej energii na własne potrzeby, czego wymagają unijne programy uruchamiane w ramach Planu Strategicznego dla WPR 2023–2027.
– Trzeba pamiętać, że dotacje należy „odpracować”. Jeśli inwestor otrzyma np. 10 mln zł, a biogazownia wyprodukuje 4000 MWh rocznie przez 15 lat, łącznie będzie to 60 tys. MWh. Dotacja rozkłada się wtedy na ok. 160 zł/MWh. Oznacza to, że zamiast pełnej stawki za dostarczoną do sieci energię elektryczną w wysokości 974 zł/MWh inwestor realnie otrzyma ok. 810 zł/MWh. Dotacja działa więc jak pożyczka, którą spłaca się poprzez obniżoną cenę energii – tłumaczył prof. Dach.
W ocenie eksperta warto zastanowić się nad kredytem, ponieważ obecnie banki są zainteresowane finansowaniem takich inwestycji. Uważają je bowiem za stabilne, przewidywalne i korzystne dla środowiska.
Magdalena Szymańska
fot. M. Szymańska; AHM
