Rolnicy, którzy w tym roku zbiorą kukurydzę, nie powinni narzekać na ceny skupu. Ceny kukurydzy powinny też wspierać ceny pszenicy paszowejAhm
StoryEditorzboża

Zboża z Rosji i Ukrainy utknęły. Czy ceny skupu w Polsce pójdą w górę?

25.08.2026., 16:00h

Ataki na statki i infrastrukturę eksportową na Morzu Czarnym i Morzu Azowskim ograniczają przepływy zboża z Rosji i Ukrainy. Jednocześnie zbiory zbóż w Unii Europejskiej i Polsce zapowiadają się niższe niż przed rokiem, szczególnie w przypadku kukurydzy. Czy na tej sytuacji mogą skorzystać polscy rolnicy, którzy dysponują potencjałem do sprzedaży ziarna?

Andriej Sizow, dyrektor zarządzający SovE­con i analityk ds. zboża w regionie Morza Czarnego, nie ma wątpliwości co do tego, że przedłużające się zakłócenia ruchu w portach Wielkiej Odessy na Ukrainie mogą spowodować spadki eksportu od 2,5 do 4,5 mln t rosyjskiego i ukraińskiego zboża na rynki globalne miesięcznie. W jego ocenie sama Rosja mogłaby stracić od 5 do 10 mln t eksportu pszenicy do końca roku, podczas gdy całkowite straty w eksporcie zboża w regionie Morza Czarnego, jeśli do końca 2026 roku nie uda się znaleźć rozwiązania, mogłyby sięgnąć około 20 mln  t. W jego ocenie rynek światowy już traci część dostaw z Morza Czarnego, a różnica pomiędzy potencjalnym a rzeczywistym eksportem może się z czasem powiększyć zarówno w Rosji, jak i w Ukrainie.

Przedstawiciel USDA w Kijowie w swoim najnowszym szacunku zredukował już eksport pszenicy z Ukrainy w sezonie 2026/2027 o 3,7 mln t, a kukurydzy o 9 do 14 mln t w stosunku do prognoz z lipca. Miałoby się to przełożyć w przypadku pszenicy na wzrost zapasów z 2,5 do 8,2 mln t, a kukurydzy z 2 do 13,5 mln t. Niektórzy analitycy uważają, że na takie szacunki jest zdecydowanie za wcześnie.

Bez Odessy zboże z Ukrainy nie wyjedzie

Sizow zwraca ponadto uwagę, że chociaż logistyka śródlądowa nadal działa i nie stanowi głównego problemu, to jednak w obu krajach rosną koszty transportu. W Rosji również – z powodu gwałtownego wzrostu cen oleju napędowego.

Wąskim gardłem są porty i morskie punkty dostępu. Cieśnina Kerczeńska łączy Morze Azowskie z Morzem Czarnym. Morze Azowskie jest również połączone z rzeką Don, która z kolei łączy się z Wołgą. Około 25% rosyjskiego eksportu zboża przechodzi przez ten system. Żegluga jest poważnie ograniczona od kilku tygodni, a sytuacja się nie poprawia. Drugim problemem są ograniczenia w funkcjonowaniu terminali głębinowych na Morzu Czarnym, tj. w Noworosyjsku oraz Tamanie. Z kolei dla Ukrainy głównym problemem jest kompleks portowy w Wielkiej Odessie: Odessa, Piwdennyj i Czarnomorsk, które zazwyczaj obsługują ponad 90% ukraińskiego eksportu zboża.

Rynki już skonaumowały blokadę portów

W ocenie Mateusza Pałejki z Agri Commodity Experts wpływ obecnych problemów na ceny już jest widoczny.

– Ze względu na globalny charakter rynku zbóż i bardzo szybki przepływ informacji najwięksi uczestnicy rynku reagują wcześniej niż rolnicy czy inni, mniej aktywni uczestnicy rynku. Oznacza to, że rynki terminowe i ceny zbóż w pewnym stopniu już uwzględniają informacje dotyczące problemów logistycznych na Morzu Czarnym – tłumaczy w rozmowie z „Tygodnikiem”
Pałejko.

image
FOTO: Firmowe

Zdaniem eksperta w tym sensie można powiedzieć, że część obecnego wpływu blokady została już „wyceniona”. Zgadza się on jednak z sugestią Sizowa, że rynek stopniowo dostosowuje się do nowych warunków. W efekcie początkowy impuls cenowy słabnie i nie dochodzi już do równie dramatycznych wzrostów. Pałejko podkreśla, że problem nie przestaje mieć znaczenia dla fundamentów rynku, ale jego wpływ zostaje stopniowo włączony do bieżących oczekiwań uczestników rynku, którzy liczą na rozwiązanie problemu.

Ekspert z SovEcon zwraca też uwagę na to, że wielu dużych importerów niedawno zebrało własne plony. Turcja, jeden z najważniejszych odbiorców rosyjskiej pszenicy i główny nabywca ukraińskiego zboża, prawdopodobnie zbierze jej 23, a może nawet 24 mln t. Stosunkowo dobre zbiory ma również Egipt, który ponadto zakupił znaczne ilości pszenicy po rozpoczęciu konfliktu z Iranem w marcu 2026 roku, dzięki czemu może przyjąć pozycję wyczekującą.

Pszenica jest droższa niż przed rokiem

Zdaniem Mateusza Pałejki, oceniając wpływ tej sytuacji na unijny i krajowy rynek, trzeba rozróżnić sytuację na rynku pszenicy i kukurydzy.

Unia Europejska od wielu lat ma strukturalną nadwyżkę pszenicy, dlatego jako wspólnota musi regularnie eksportować znaczące ilości tego zboża. Głównymi odbiorcami europejskiej pszenicy są kraje Afryki Północnej i państwa arabskie. Na tych rynkach Unia Europejska konkuruje przede wszystkim z Rosją i Ukrainą. Rosja w ciągu ostatnich 20 lat dwukrotnie zwiększyła produkcję pszenicy. Obecnie produkuje ponad 80 mln ton rocznie i wobec tego ma duże nadwyżki, które musi eksportować. Rosyjskie nadwyżki pojawiały się szczególnie intensywnie na początku sezonu, co pozwalało Rosji oferować pszenicę po konkurencyjnych cenach i wymuszało dostosowanie się europejskich producentów i eksporterów. Obecne problemy logistyczne Rosji i Ukrainy mogą więc poprawiać pozycję konkurencyjną Unii Europejskiej na rynku pszenicy, w tym Polski, ponieważ ograniczają dostępność ich zboża na światowych rynkach. Jednocześ­nie europejskie zbiory również będą niższe, choć mimo tego UE nadal będzie miała nadwyżkę pszenicy przeznaczoną na eksport – zaznacza Pałejko.

Pomimo że obecne ceny skupu pszenicy nie są nadal zadawalające dla wielu rolników, już obecnie są one wyższe niż rok wcześniej. Jednocześnie istotna jest kwestia jakości.

– Polska i kraje bałtyckie przez lata korzystały z opinii producentów wysokiej jakości pszenicy konsumpcyjnej, za którą importerzy byli gotowi płacić premie. W ostatnich latach znaczenie jakości jednak osłabło, a podstawowym kryterium stała się cena. Importerzy coraz częściej wybierają po prostu najtańszą pszenicę, a dynamiczny wzrost produkcji rosyjskiej i możliwość oferowania taniego ziarna przyczyniły się do bardzo silnej presji cenowej – podkreśla ekspert z ACE.

Pszenica powinna trzymać cenę

Czy zatem możliwy jest scenariusz, w którym obecne ceny pszenicy okażą się najwyższymi cenami całego sezonu dla polskich i unijnych rolników? Taki wariant mógłby być możliwy, gdyby blokada nie trwała długo, a Rosja i Ukraina powróciłyby z dużą siłą do gry.

Rozmówca z ACE zaznacza, że takiego scenariusza nie można całkowicie wykluczyć, ponieważ prognozowanie w tak niestabilnych warunkach jest w dużej mierze wróżeniem z fusów.

Gdybym jednak miał dziś wskazać najbardziej prawdopodobny kierunek, nie zakładałbym spadku cen. Moim zdaniem bardziej prawdopodobne jest utrzymanie obecnych poziomów albo ich dalszy, choć raczej umiarkowany, wzrost – komentuje Pałejko.

Ekspert z ACE uzasadnia to nie tylko sytuacją na Morzu Czarnym, ale przede wszystkim fundamentami rynku kukurydzy.

– W przeciwieństwie do pszenicy Unia Europejska od lat ma strukturalny deficyt kukurydzy. W tym sezonie wyniesie około 30 mln t. Jednocześnie prognozy tegorocznych zbiorów są coraz bardziej obniżane. Najnowsze prognozy na 2026 wskazują na zbiory na poziomie poniżej 50 mln. Szczególnie trudna jest sytuacja we Francji, gdzie oczekiwane są jedne z najniższych zbiorów od około 30 lat. Również w Polsce przewidywane są zbiory niższe o ponad 1 mln  t. W skali całej Unii Europejskiej produkcja ma być o ponad 10 mln t niższa niż w poprzednim roku. Chociaż poprzedni sezon był rekordowy, skala tegorocznego spadku oznacza poważne pogłębienie deficytu, który trzeba będzie pokryć importem – zaznacza Pałejko.

Zachodnia Europa tradycyjnie uzupełniała niedobory zakupami zarówno z Ameryki Północnej, jak i Ameryki Południowej. W tym kontekście sytuacja na Morzu Czarnym nabiera dodatkowego znaczenia, ponieważ ograniczenie eksportu z Ukrainy i Rosji może zmniejszyć dostępność jednego z istotnych źródeł surowca, podczas gdy sama Unia Europejska będzie w tym sezonie potrzebowała dużych ilości kukurydzy z importu.

Nasza kukurydza będzie miała wzięcie

Polska znajduje się w wyjątkowej sytuacji na tle Unii Europejskiej. Jest jednym z niewielu państw Wspólnoty z bardzo wyraźnie dodatnim bilansem kukurydzy. Krajowe zużycie wynosi około 4–4,5 mln t rocznie, podczas gdy produkcja w ostatnich latach wynosiła średnio około 10 mln t. W tym sezonie prognozowana produkcja ma być niższa i wynieść niespełna 9 mln  t, jednak Polska nadal pozostanie znaczącym eksporterem netto – zwraca uwagę Pałejko.

Zdaniem eksperta jest to dobra wiadomość dla polskich rolników, ponieważ nadwyżka kukurydzy nie musi być zagospodarowana wyłącznie na rynku krajowym. Trafia przede wszystkim na rynek unijny, a głównymi odbiorcami polskiej kukurydzy są Niemcy, a od kilku lat również Węgry.

– Ta sytuacja to kolejny dowód na to, że ceny zbóż w Polsce są mocno powiązane z rynkiem międzynarodowym – „ceny zbóż w Polsce nie zaczynają się w Polsce”. Nawet przy nadwyżce krajowej wynoszącej około 4,5 mln  t kukurydzy, jej ceny kontraktowe na żniwa są obecnie najwyższe od lat, co pokazuje, że o polski towar konkurują odbiorcy z wielu rynków – przekonuje Pałejko.

image
Rolnicy, którzy w tym roku zbiorą kukurydzę, nie powinni narzekać na ceny skupu. Ceny kukurydzy powinny też wspierać ceny pszenicy paszowej
FOTO: Magdalena Szymańska

Kukurydza ma potencjał do wzrostu

Co więcej, przy tak dużych brakach, w ocenie eksperta, kukurydza ma przede wszystkim potencjał do dalszego wzrostu cen. Ma to również znaczenie dla pszenicy, szczególnie z punktu widzenia przemysłu paszowego.

– Jeżeli kukurydza pozostanie droga, trudno oczekiwać, aby ceny pszenicy mogły znacząco się od niej oddalić. Relacja cen obu zbóż musi bowiem zostać zachowana ze względu na możliwość wzajemnego zastępowania ich w produkcji pasz – zaznacza ekspert.

Jego zdaniem obecne warunki ponownie pokazują, że może opłacać się kupować kukurydzę w okresie żniw, suszyć ją i przechowywać przez większą część roku.

–W sierpniu cena kukurydzy na rynku spotowym, zwłaszcza w porcie, sięga już około 1000 zł/t. Dla porównania, rok wcześniej mokrą kukurydzę można było kupować średnio po około 500 zł/t przed kosztami suszenia. Osoby, które wówczas kupiły surowiec na cały rok, obecnie mogą więc uzyskiwać bardzo korzystne ceny.

Taka strategia może być szczególnie korzystna dla gospodarstw dysponujących włas­ną infrastrukturą, w tym suszarnią. Z wyjątkiem okresu pandemicznego, w perspektywie około ostatnich dziesięciu lat strategia polegająca na zakupie kukurydzy, wysuszeniu jej i przetrzymaniu do drugiej części sezonu zazwyczaj się opłacała. Kukurydza bowiem wraz z upływem sezonu ma tendencję do wzrostu wartości – podpowiada Mateusz Pałejko.

Zboże z tranzytu nie może zostać w Polsce

Producenci zbóż w Polsce obawiają się, w związku z problemami z eksportem ukraińskiego zboża przez Morze Czarne, nasilenia tranzytu ukraińskiego zboża przez Polskę.

W ocenie eksperta z ACE pewne obawy są naturalne i częściowo uzasadnione, jednak z jego informacji wynika, że Ukraina obecnie stara się radzić sobie z eksportem swojego zboża również innymi drogami. Wskazuje przede wszystkim na możliwość kierowania ukraińskich towarów przez Mołdawię i Rumunię.

– Nie obawiałbym się też szczególnie samej przepustowości polskiej infrastruktury portowej. Największe ryzyko wiąże się z możliwością pozostania części ukraińskiego zboża w Polsce zamiast jego rzeczywistego wyeksportowania. Jeżeli Polska miałaby zgodzić się na większy tranzyt ukraińskich zbóż, konieczne byłyby więc odpowiednie mechanizmy zwiększonej kontroli. Kluczowe jest, aby transport miał faktycznie charakter tranzytowy i aby zboże przejeżdżało przez Polskę, a nie trafiało na nasz rynek – komentuje Pałejko.

Chęci do zakupu ziarna nie brakuje

Ekspert z ACE zwraca jedno­cześnie uwagę, że sytuacja w polskich portach w tym roku wygląda wyraźnie lepiej niż w poprzednich latach. W ubieg­łym roku porty były stosunkowo słabo wykorzystywane pod względem eksportu zbóż, co wynikało przede wszystkim ze słabszego poziomu krajowego eksportu. Obecnie natomiast pojawiają się informacje o wyraźnie zwiększonej aktywności eksportowej. Dostępne moce przeładunkowe są wykorzystywane, a polski eksport zbóż jest znacznie intensywniejszy.

– Większa aktywność eksportowa jest powiązana również z sytuacją cenową. Ceny zbóż w okresie żniw są obecnie nieco lepsze niż rok wcześniej, co zwiększa zainteresowanie sprzedażą ze strony rolników. Jednocześnie aktywność wykazują kupujący. Obserwują sytuację na światowym rynku i obawiają się dalszych wzrostów cen, dlatego są bardziej skłonni do zakupów – podsumowuje Mateusz Pałejko.

Magdalena Szymańska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
25. sierpień 2026 16:02