Co dalej ws. konsultacji społecznych ws. ustawy Prawo łowieckie?Fb/ IrwŁ, Roman Fritz, Koło Łowieckie Leśników "dzik" W Przemyślu/ Canva
StoryEditorPrawo łowieckie

Jeden budynek i aż 150 ha z ograniczeniami. Rolnik boi się, że zostanie sam z dzikami

12.10.2026., 10:00h

Trwa burza wokół projektu zmian Prawa łowieckiego w zakresie m.in. zwiększenia odległości oddawania strzałów w pobliżu zabudowań ze 150 do 700 metrów. – To będzie katastrofa nie tylko dla myśliwych, ale i dla rolników – mówi Grzegorz Antoniuk, rolnik z woj. łódzkiego.

Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre – czy na pewno?

Trwają konsultacje społeczne w sprawie obywatelskiego projektu zmian Prawa łowieckiego. Jest to inicjatywa komitetu „UWAGA! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre”., który 6 października br. został skierowany przez marszałka do pierwszego czytania.

Rolnicy obawiają się konsekwencji przyjęcia proponowanych zmian. W ich ocenie najbardziej niepokojący jest pomysł dotyczący zwiększenia odległości oddawania strzałów w pobliżu zabudowań ze 150 do 700 metrów.

Rolnik z woj. łódzkiego: „To będzie katastrofa”

Sprawę komentuje rolnik z woj. łódzkiego Grzegorz Antoniewski, którego zdaniem, jeśli inicjatywa spotka się z aprobatą posłów, może dojść do katastrofy.

– To będzie katastrofa nie tylko dla myśliwych, ale i dla rolników. Przy obszarze 700 metrów z jednej strony zabudowania i 700 metrów z drugiej strony zabudowania robi się prawie 1,5 km i okazuje się, że w niektórych przypadkach z polowań będzie wyłączone ok. 70% powierzchni obwodów łowieckich – mówi.

Koła będą rezygnowały z dzierżawy obwodów, a skąd rolnik weźmie odszkodowanie?

W ocenie Antoniewskiego może dojść do sytuacji, w której koła będą rezygnowały z dzierżaw obwodów łowieckich, a rolnicy zostaną sami ze szkodami powodowanymi przez dziką zwierzynę i nie będą się mieli do kogo zwrócić o odszkodowanie.

– Odszkodowań nie będzie, chyba że będzie je wypłacać państwo, w co wątpię – dodaje.

Gospodarstwa będą do likwidacji?

Antoniewski ostrzega, że po przyjęciu nowych przepisów, w sytuacji, w której na danym obszarze wystąpi ASF, nic nie będzie można zrobić, a gospodarstwa będą musiały zostać zlikwidowane.

– Jeżeli się okaże, że jest ASF, nic z tym nie zrobimy. Gospodarstwa będą do likwidacji. (…) Walczymy o naszą wieś, o nasze wspólne dobro. Gospodarstw i rolników jest coraz mniej i zaraz nie będzie ani gospodarstw, ani gospodarki łowieckiej. Będzie po prostu dramat. Musimy się razem zebrać i zawalczyć o naszą wolność i o nasze ziemie – kończy.

Czytaj dalej pod WIDEO:

Fritz: „Kto ochroni rolników i ich uprawy?”

Obywatelski projekt zmian w prawie łowieckim skrytykował w Sejmie również poseł Konfederacji Roman Fritz, który wskazał nie tylko na możliwe ograniczenie obwodów łowieckich, ale również wzrost kosztów szkód.

– Pytam, kto ochroni miasta przed rosnącą liczebnością dzikiej zwierzyny na terenach, gdzie odstrzał zostanie zablokowany? Kto ochroni rolników i ich uprawy? Ograniczacie myśliwym możliwość przeciwdziałania szkodom, a w istniejących obwodach nadal każecie kołom łowieckim za te szkody płacić. Tam, gdzie odpowiedzialność przejdzie na państwo, rachunek dostaną podatnicy – mówił.

Komentował również kwestię bezpieczeństwa i udziału w polowaniach osób dorosłych bez uprawnień.

– Mówicie o bezpieczeństwie, a jednocześnie chcecie zakazać polowań nocnych, także tych z użyciem noktowizji i termowizji, które pomagają rozpoznać cel. Ograniczacie wznoszenie ambon i zwyżek na obszarach chronionych, choć strzał z góry skierowany ku ziemi może być znacznie bezpieczniejszy. Do tego zakaz udziału osób dorosłych bez uprawnień w polowaniu. Gdzie tu rozsądek? Jak ci ludzie mają się uczyć przed otrzymaniem uprawnień? – pytał poseł.

Czytaj dalej pod WIDEO:

PZŁ zrobił analizę – 75 % terytorium Polski zostanie wyłączone z obszaru obwodów łowieckich?

Polski Związek Łowiecki nie pozostał bierny w sprawie pomysłu na nowelizację ustawy Prawo łowieckie i przeprowadził analizę, z której jednoznacznie wynika, że z godnie z obecnymi przepisami obwód łowiecki musi mieć co najmniej 3 tys. ha i być terenem, na którym można prowadzić polowania. Tymczasem okazuje się, że po wprowadzeniu zmian co najmniej 75 proc. terytorium Polski mogłoby zostać wyłączone z obszarów, na których można polować.

Obecnie obwody łowieckie zajmują ok. 28,5 mln ha, czyli 91,5 proc. powierzchni kraju. Związek oszacował skalę zmian, zaznaczając na mapie tereny położone w promieniu 700 m od zabudowań, podkreślając jednak, że rzeczywisty zasięg wyłączeń może być jeszcze większy, ponieważ projekt obejmuje wszystkie budynki, nie tylko mieszkalne. Chodzi również o obory, chlewnie, magazyny, garaże oraz obiekty opuszczone i nieużytkowane, natomiast w przypadku budynków użyteczności publicznej odległość miałaby być liczona od granicy działki.

Zgoda właściciela budynku nie rozwiązuje problemu?

Co prawda projekt przewiduje możliwość strzelania bliżej budynków, ale tylko za pisemną zgodą ich właścicieli. Odległość mogłaby wtedy zostać zmniejszona do 150 m, ale wyjątek nie obejmowałby budynków użyteczności publicznej.

Według PZŁ w praktyce takie rozwiązanie może być trudne do zastosowania, ponieważ myśliwy musiałby uzyskać osobną zgodę właściciela każdego budynku znajdującego się w promieniu 700 m od miejsca, w którym chce oddać strzał, a jeśli budynek ma kilku współwłaścicieli, zgodę musieliby wyrazić wszyscy, a co więcej, można byłoby ją cofnąć.

Projekt nie określa dokładnie, jak myśliwy miałby udowodnić podczas polowania, że posiada wymagane zgody, ani jak organy kontrolne miałyby je sprawdzać. Nie wyjaśnia również, co stanie się z nimi po zmianie właściciela budynku.

W ocenie PZŁ na terenach z rozproszoną zabudową, typową dla wielu polskich wsi, myśliwy mógłby potrzebować zgód nawet kilkunastu lub kilkudziesięciu osób. Brak choćby jednej uniemożliwiałby oddanie strzału w danym miejscu, a myśliwy ryzykowałby też odpowiedzialność za wykroczenie, jeśli pojawiłyby się wątpliwości dotyczące zgody.

Jeden budynek oznacza ponad 150 ha w strefie ograniczeń

Jak wyliczył PZŁ, obszar o promieniu 700 m wokół jednego budynku to ok. 153,9 ha, a dla porównania średnia powierzchnia gospodarstwa rolnego w Polsce wynosi, według przywołanych danych ARiMR, ok. 11,5–12 ha.

Problem może być szczególnie poważny w mniejszych obwodach łowieckich, ponieważ minimalna powierzchnia takiego obwodu to 3 tys. ha, a jak wylicza PZŁ, już 20 odpowiednio rozmieszczonych budynków może sprawić, że na całym tym obszarze nie zostanie ani jedno miejsce, w którym można legalnie polować.

Związek zastrzega także, że nie przeprowadził szczegółowej analizy pozostałych 25 proc. powierzchni Polski, aby ustalić, czy można tam wyznaczyć obwody spełniające wszystkie ustawowe wymagania, ponieważ podział województw na obwody należy do sejmików województw i odbywa się w ramach wieloetapowej procedury.

Izby rolnicze apelują o udział w konsultacjach społecznych

Na oddanie głosu w konsultacjach społecznych w sprawie zmian w ustawie Prawo łowieckie pozostało 6 dni. Wielkopolska Izba Rolnicza oraz Izba Rolnicza Województwa Łódzkiego apelują do rolników i mieszkańców wsi o wypełnianie ankiety dostępnej pod linkiem znajdującym się TUTAJ.

– Ochrona upraw przed szkodami wyrządzanymi przez dziką zwierzynę może stać się znacznie trudniejsza, a konsekwencje odczują gospodarstwa rolne – napisała IRWŁ.

Koła Łowieckie apelują o udział w konsultacjach społecznych

O udział w konsultacjach społecznych apelują również koła łowieckie. Koło Łowieckie Leśników "Dzik" w Przemyślu za pośrednictwem Facebooka, pokazało, czym może się skończyć wprowadzenie zwiększenia odległości polowania do 700 metrów od zabudowań. 

– Jeśli planowane zmiany w prawie łowieckim wejdą w życie, w takich miejscach myśliwi nie będą mogli już prowadzić polowań. Grunt zostanie wyłączony zgodnie z nowymi przepisami, a rolnik zostanie ze szkodami całkowicie sam sobie. Kto wtedy ochroni nasze gospodarstwa i plony? – napisali myśliwi.

image
"Spójrzcie na to zdjęcie. To kukurydza zniszczona przez dziki, a pole znajduje się zaledwie kilkaset metrów od ludzkich domów (w strefie poniżej 700 metrów od zabudowań)" - napisali w poście na Facebooku myśliwi z Koło Łowieckie Leśników "Dzik" w Przemyślu.
FOTO: Koło Łowieckie Leśników "dzik" W Przemyślu/Facebook

Rolnicy pilnują kukurydzy po nocach – już 150 metrów to problem

O tym, jak problematyczne może okazać się zwiększenie możliwości oddawania strzałów do 700 metrów świadczy przypadek rolnika z woj. mazowieckiego, o którym pisaliśmy w artykule: Liczył na 13 t/ha. Teraz po nocach pilnuje kukurydzy. „Wszystkiego mi się odechciewa”. Z uwagi na urbanizację terenu i bliską odległość pól uprawnych od budynków mieszkalnych, a także obwodnicy, myśliwi mają kolokwialnie mówiąc, związane ręce, ponieważ nie mogą oddać strzału w odległości mniejszej niż 150 m. 

Oznacza to, że obecne przepisy i tak ograniczają możliwości polowania myśliwych, o czym pisaliśmy a w artykule: Rolnik pilnuje kukurydzy po nocach. Myśliwi mają związane ręce? Prezes koła odpowiada. Mimo że dziki wyrządzają szkody w uprawach rolnika, tak naprawdę niewiele można z tym zrobić, ponieważ żerują zbyt blisko budynków mieszkalnych. Jeśli więc nowe przepisy zostaną przyjęte, sytuacja rolnika wspomnianego wyżej, a także wielu innych, może okazać się bez wyjścia i doprowadzić do upadku gospodarstw rolnych. 

oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. FB/IRWŁ, Roman Fritz, PZŁ

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
12. październik 2026 11:12