W grudniu 2025 r. strona chińska komunikowała stawki prowizoryczne w przedziale ok. 21,9–42,7%, co praktycznie wycinałoby unijną ofertę z rynku. Teraz Komisja Europejska potwierdziła, że otrzymała z chińskiego Ministerstwa Handlu finalne kalkulacje. Docelowe stawki mają spaść do ok. 7,4–11,7%, przy czym dla wielu firm to ok. 9,5%.
Chiny nałożą cło na rynek mleka rzędu nawet 12%
Na papierze wygląda to jak deeskalacja, a nawet "sukces" Europy. W praktyce jest to raczej przejście z poziomu "blokady" na poziom "stałej kary", która może zadecydować o opłacalności. W handlu żywnością nie wygrywa bowiem ten, kto ma produkt najlepszy, tylko ten, kto potrafi dostarczyć go w stabilnej cenie, w terminie, z właściwą specyfikacją i akceptowalnym ryzykiem walutowym. Jeżeli do tego dochodzi cło rzędu 9–12%, to europejska oferta musi albo zejść z marży, albo przegrać z konkurencją, której te bariery nie dotyczą.
Zobacz też: UE wesprze wielkie fermy mleczne z Ukrainy? "Ceny mleka mocno spadły"
Chińskie cła a polski rynek mleka
W pakiecie chińskich nacisków sprowokowanych sporem o samochody elektryczne, pojawiają się również inne wrażliwe dla Europy kategorie, jak alkohol czy wieprzowina. To sygnał, że żywność staje się narzędziem presji w sporach, których źródło leży poza rolnictwem. Dla polskiego sektora mleczarskiego jest to szczególnie ważne. Nawet jeśli bezpośredni udział Chin w naszej sprzedaży nie jest dominujący, to każda utrata marży lub wolumenu przez dużych unijnych graczy przekłada się na większą presję w Europie i na pozostałych rynkach, gdzie polskie firmy również walczą o kontrakty. To dowód, że "ryzyko polityczne" nie jest dodatkiem do kalkulacji eksportowej, tylko jednym z jej filarów.
Szybki wzrost produkcji mleka w Chinach a presja na ceny mleka surowego
Jeszcze dekadę temu schemat był prosty: gdy Chiny kupowały więcej proszków i serwatki, światowe ceny rosły; gdy kupowały mniej, ceny spadały. Dziś obraz jest bardziej złożony. W Chinach nastąpił szybki wzrost produkcji mleka oparty na industrializacji ferm, a jednocześnie dynamika popytu wewnętrznego wyhamowała. W efekcie rośnie presja na ceny mleka surowego, co z kolei skłania firmy do szukania ujścia w eksporcie, szczególnie w kategoriach, w których najłatwiej "upłynnić" nadmiar: np. mleko w proszku. Ten ruch zmienia postrzeganie Chin z "wiecznego importera równoważącego rynek" na gracza, który może okresowo dokładać podaż do globalnej gry.
Dla Europy oznacza to, że "oddech popytowy" z Chin może być słabszy i rzadszy, a jednocześnie Chiny mogą konkurować z UE na części kierunków eksportowych. Nie chodzi o to, że chiński proszek zasypie świat. Chodzi o to, że sama możliwość jego pojawienia się w newralgicznych momentach cyklu cenowego obniża "sufit" oczekiwań cenowych i utrudnia handel.
Czy ceny mleka w Polsce wzrosną?
W tym samym czasie rynek europejski wchodzi w 2026 rok z mieszanką ostrożnej nadziei i twardych ograniczeń. Indeksy cenowe w Europie zaczęły się stabilizować i w I kwartale 2026 r. rynek może "szukać dna", a nawet odbijać w drugiej połowie roku, o ile podaż w UE zacznie słabnąć, a popyt stopniowo się poprawi. Dla Polski taka faza rynku jest paradoksalnie korzystna, jeśli podejdziemy do niej aktywnie. Stabilizacja daje przestrzeń do porządkowania portfela kontraktów i inwestowania w segmenty o lepszej odporności marżowej, ale tylko pod warunkiem, że nie będziemy próbować "przeczekać" zmian.
Jarosław Malczewski
