xxx xxArtur Puławski/wygenerowane Przy Użyciu Ai
StoryEditorRynek Mleka

Mleko jest, w sklepie pusto, a rolnik czeka na pieniądze

27.09.2026., 17:00h
Artur PuławskiArtur Puławski

Najpierw znika kilka produktów, później całe rzędy półek zaczynają świecić pustkami. W ukraińskich sklepach pojawiały się kartki wyjaśniające klientom, że towaru nie ma, ponieważ został zniszczony w rosyjskim ataku. Brakowało warzyw, mąki i wody, ale także śmietany, jogurtów oraz serów. Nie dlatego, że rolnicy przestali produkować, a mleczarnie stanęły. Mleko i produkty nadal znajdowały się w gospodarstwach i zakładach, lecz zabrakło miejsca, do którego miały trafić przed rozwiezieniem do sklepów.

Ukraińskie centra dystrybucyjne pod ostrzałem

W nocy z 4 na 5 sierpnia 2026 roku zaatakowano pięć centrów dystrybucyjnych branży spożywczej w rejonie Kijowa. Były to magazyny sieci Novus o powierzchni 50 tysięcy m² oraz cztery obiekty grupy Fozzy, która jest jedną z największych sieci detalicznych na Ukrainie. Wcześniej zniszczono centrum dystrybucyjne zajmujące około 37,5 tys. m² należące największej z sieci handlowych, czyli ATB (1320 sklepów w 352 miejscowościach). Od początku 2026 roku firma straciła trzy duże magazyny. Znane na Ukrainie Fozzy próbowało ratować dostawy, uruchamiając obiekt zastępczy. Działał on jednak zaledwie cztery dni zanim również został trafiony pociskiem. Straty z dwóch wcześniejszych ataków sieć szacowała na ponad 1,25 mld hrywien, czyli około 28 mln dolarów. Tego rodzaju ataki na logistykę sieci handlowych następują właściwie każdego dnia.

Sklep nie jest magazynem towarów

Te zdarzenia odsłoniły to co na co dzień pozostaje niewidoczne. Współczesny sklep nie jest magazynem pełnym zapasów, lecz ostatnim przystankiem dla towaru pozostającego stale w ruchu. To tak zwana logika just in time (dokładnie na czas), czyli nic nie powinno długo leżeć, zajmować miejsca ani powodować zamrażania pieniędzy. Pierwszym ostrzeżeniem właściwie była pandemia COVID-19. Zerwane łańcuchy dostaw zatrzymały wtedy wiele fabryk, ale nie sparaliżowały rynku żywności. Tym razem to co dzieje się na Ukrainie jest uderzeniem dotyczącym bezpośrednio logistyki produktów żywnościowych. Pod koniec sierpnia ukraiński minister polityki rolnej i żywności Taras Wysocki oceniał, że zniszczono, jak zastrzegł, w przybliżeniu około 90% infrastruktury logistycznej żywności wykorzystywanej przez sieci handlowe. Nie oznaczało to, że w kraju zabrakło żywności, ale zabrakło sprawnej drogi pomiędzy producentem a sklepową półką. System, który w spokojnych czasach działa niemal jak zegarek, po utracie kilku wielkich magazynów zaczął gubić rytm. Wystarczyły niedostarczone transporty, aby sklep po kilkudziesięciu godzinach wyglądał tak, jakby jedzenia nie było już nigdzie, a półki świeciły pustkami.

Niezapłacona faktura zaczyna zagrażać następnej partii produkcji

Jest jeszcze kwestia, której klient stojący przed pustą półką nie widzi. Ta zaczyna się od faktury. Mleczarnia kupiła surowiec od rolnika, zużyła energię, folię, kartony i paliwo, wypłaciła pracownikom wynagrodzenia, a następnie dowiozła produkty do centrum dystrybucyjnego. Sieć przyjęła towar, ale pieniądze nie pojawiły się od razu. Na ukraińskim rynku dostawcy czekają na zapłatę zazwyczaj od 30 do 50 dni (chociaż bywa, że nawet 90). Jeśli chcą otrzymać ją wcześniej, zazwyczaj muszą pogodzić się z rabatem wynoszącym przykładowo od 3 do 5%. Przez kilka lub kilkanaście tygodni to producent finansuje więc zawartość sklepowych półek. Gdy magazyn został zniszczony, wraz z przykładowymi jogurtami i serami znikał towar, za którego wyprodukowanie mleczarnia już zapłaciła, ale za który sama jeszcze nie otrzymała pieniędzy. Z punktu widzenia zakładu bombardowanie nie kończyło się zatem na utracie jednej dostawy. Nagle w kasie brakuje pieniędzy na zapłatę za kolejną cysternę mleka, rachunek za prąd i przelew dla gospodarstw. Fizycznie zniszczona paleta zamienia się w niezapłaconą fakturę, a niezapłacona faktura zaczyna zagrażać następnej partii produkcji. To ciąg, który zagraża nie tylko jednemu przedsiębiorstwu, ale przy znacznej skali całemu bezpieczeństwu żywnościowemu państwa. Wbrew pozorom, najbardziej bolesne skutki są rozwleczone w czasie.

Kto zapłaci rolnikowi?

Spory o to, kto ma ponieść tego rodzaju stratę, pojawiły się na Ukrainie już w pierwszym roku pełnoskalowej wojny. W sierpniu 2022 roku wartość nierozliczonych lub kwestionowanych zobowiązań pomiędzy dostawcami a handlem sięgała 4,83 mld hrywien. Około 3,2 mld hrywien dotyczyło towarów przekazanych sieciom już po rozpoczęciu inwazji. Dla handlu odroczona płatność była źródłem finansowania, ale kredytu udzielały mu w praktyce mleczarnie, piekarnie, zakłady mięsne i inni producenci. Po atakach z sierpnia 2026 roku konflikt powrócił w jeszcze ostrzejszej postaci. Według ukraińskich organizacji branżowych sieci handlowe Silpo, Fora i Novus proponowały dostawcom podział strat po połowie. Za produkty przyjęte do magazynu, a następnie zniszczone, producent otrzymałby więc tylko 50% należności. ATB miało proponować przeniesienie na dostawcę całej straty. Dla mleczarni oznaczałoby to konieczność sfinansowania surowca, produkcji i transportu bez otrzymania choćby jednej hrywny za dostarczony nabiał. Branża mleczarska sprzeciwiła się takim warunkom, bo za sformułowaniem: podział ryzyka, kryło się bardzo proste pytanie: kto zapłaci rolnikowi, skoro mleko zostało już odebrane, przerobione i wysłane.

Produkcji mleka nie da się zatrzymać

Ukraińskie sklepy nie zamknęły się wszystkie naraz, a kraj nie pogrążył się w powszechnym głodzie. Towary kierowano innymi trasami, część dostaw przejmowały mniejsze magazyny, a na półkach częściej pojawiały się produkty lokalne. Oferta była skromniejsza, transport wolniejszy, a zakupy stały się nieco bardziej nerwowe. Informacje o brakach skłaniały ludzi do robienia zapasów, przez co produkty znikały jeszcze szybciej. Jak każda wojna i ta obecnie tocząca się za naszą wschodnią granicą pokazuje, jak cienka jest granica między pełną chłodnią a pustą półką. Nie wyznacza jej wielkość produkcji, lecz działający magazyn, przejezdna droga, sprawny komputer i terminowy przelew. Jeden atak potrafi zatrzymać jednocześnie dwa obiegi, zarówno ten towarów, jak i pieniędzy. Sieć nie płaci mleczarni, mleczarnia zaczyna liczyć, czy wystarczy jej na zapłatę rolnikom, a rolnicy następnego ranka znów włączają dojarki, ponieważ produkcji mleka nie da się zatrzymać. W czasach pokoju łańcuch dostaw zorganizowany przez sieci handlowe zachwyca wręcz szybkością i niskimi kosztami. Dopiero w wyniku wojny, ale też i mniej dotkliwych zdarzeń, jak powodzie czy pożary widać, że jego największa siła staje się jego największą słabością.

Kliknij na banner i zapisz się:

Artur Puławski

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
27. wrzesień 2026 17:02