Lennardt Pahls prowadzi gospodarstwo razem z ojcem i wspólnikiem. Utrzymują 450 krów mlecznych i produkują ok. 6 mln kg mleka rocznie. Jak sam przyznaje, gospodarstwo nie ma dodatkowych źródeł dochodu, dlatego wszystko zależy od ceny mleka.
– Gdy ceny mocno się wahają, całe ryzyko spada na gospodarstwo – tłumaczy hodowca.
Na czym polega zabezpieczanie ceny mleka?
To właśnie dlatego zainteresował się zabezpieczaniem ceny mleka na giełdzie, czyli tzw. hedgingiem. Chodzi o to, by wcześniej ustalić cenę części mleka, które gospodarstwo sprzeda w przyszłości. Dzięki temu rolnik może ograniczyć skutki nagłych spadków cen.
W praktyce nie wygląda to jednak tak, że mleko trafia na giełdę. Hodowca nadal sprzedaje je normalnie do mleczarni. Giełda służy jedynie do finansowego rozliczenia różnicy cen.
Jeżeli rolnik zabezpieczy cenę mleka na poziomie 50 centów za kilogram, a później mleczarnia zapłaci tylko 40 centów, wtedy różnicę rekompensuje mu zysk z rynku finansowego. Ale działa to także odwrotnie. Jeśli cena mleka wzrośnie powyżej ustalonego poziomu, wtedy rolnik oddaje różnicę w rozliczeniu giełdowym.
Dlatego celem takiego działania nie jest osiągnięcie najwyższej możliwej ceny, ale zapewnienie sobie stabilniejszego dochodu i większej przewidywalności.
Czym właściwie jest swap?
Niemiecki hodowca korzysta głównie ze swapów. To może brzmieć skomplikowanie, ale w rzeczywistości chodzi po prostu o umowę dotyczącą ceny mleka. Rolnik i instytucja finansowa ustalają konkretną cenę na przyszłość, a później rozliczają jedynie różnicę między ceną ustaloną a rzeczywistą ceną rynkową.
Dlaczego nie warto zabezpieczać wszystkiego naraz?
Pahls przekonał się jednak, że nie warto zabezpieczać zbyt dużej ilości mleka jednorazowo. Na początku działalności zabezpieczył 20% produkcji po 51 centów za kilogram. Później okazało się, że rzeczywista cena mleka wyniosła 53 centy. W efekcie musiał oddać część pieniędzy w rozliczeniu kontraktu.
Dziś działa ostrożniej i zabezpiecza produkcję etapami. Zwykle obejmuje to od 5 do 10% mleka jednorazowo. Dzięki temu może reagować na zmiany rynku i nie „zamyka” całej produkcji po jednej cenie.
Bywa jednak, że takich transakcji zbiera się więcej. W połowie 2025 roku ceny kontraktów na kolejny rok były przez dłuższy czas wysokie. Wtedy niemiecki rolnik stopniowo zabezpieczył aż 70% planowanej produkcji po średniej cenie 50,3 centa za kilogram. W tym samym czasie mleczarnia płaciła około 38 centów.
To nie spekulacja, ale ochrona gospodarstwa
Hodowca podkreśla, że dziś nie traktuje giełdy jako sposobu na spekulację czy próbę „trafienia” najwyższej ceny. Najważniejsze jest dla niego bezpieczeństwo finansowe gospodarstwa. Zanim podejmie decyzję, analizuje koszty produkcji, sytuację na rynku i planowane inwestycje. Jeśli cena daje satysfakcjonujący zysk, wtedy zabezpiecza część mleka.
Jak sam mówi, trzeba pogodzić się z tym, że później ceny mogą jeszcze wzrosnąć. Ale równie dobrze mogą gwałtownie spaść.
Stabilniejszy dochód ułatwia planowanie inwestycji
Dzięki takiemu podejściu gospodarstwo może spokojniej planować przyszłość. Rolnik już wcześniej wie, jakiej ceny może się spodziewać przynajmniej za część swojej produkcji. To ułatwia podejmowanie decyzji inwestycyjnych i zmniejsza ryzyko problemów finansowych przy spadkach cen mleka.
Choć cały system wymaga nauczenia się zasad działania rynku i założenia specjalnego rachunku handlowego, niemiecki hodowca twierdzi, że późniejsza obsługa nie jest bardzo czasochłonna. Według niego najtrudniejszy jest pierwszy krok i zrozumienie mechanizmu działania zabezpieczeń.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. topagrar.com
