Eksport zakłócony a zbiory wysokie
Jan Peters z Markt Pro podczas webinaru „Morze Czarne jako punkt zapalny” określa obecną sytuację jako dramatyczną. Jego zdaniem pod względem zagrożenia dla dostaw do Afryki Północnej przypomina ona kryzys z 2022 roku. Przyczyna problemów jest jednak inna.
– Morze Czarne nie zostało ponownie zaminowane. Uszkadzane są natomiast infrastruktura i instalacje eksportowe w portach. Rosja atakuje ukraińskie obiekty eksportowe, a Ukraina jednocześnie uderza w rosyjską infrastrukturę eksportową. W rezultacie zakłócony zostaje cały system przepływu zboża przez Morze Czarne – komentuje Peters.
W stabilnych warunkach po rozpoczęciu nowych zbiorów w sierpniu i wrześniu Rosja eksportuje około 4–5 mln ton zbóż miesięcznie. Tymczasem rosyjski eksport w sierpniu wyniósł około 250 tys. ton, czyli mniej niż 5% normalnego miesięcznego poziomu.
Podobne problemy występują po stronie ukraińskiej. Eksport przez Odessę jest mocno ograniczony, a zakłócenia dotyczą także mniejszych portów. Uszkadzane są silosy, elewatory, magazyny, przenośniki i inne elementy systemu przeładunkowego.
Zniszczenie infrastruktury uniemożliwia sprawne dostarczenie zboża do portu i załadunek na statek. Ataki obejmują również mosty i linie kolejowe, które umożliwiają transport ziarna do portów.
Rosja i Ukraina uzyskały wysokie zbiory. Analityk z Markt Pro ocenia, że są to jedne z dwóch największych zbiorów w obu krajach w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Problem polega na tym, że znaczna część zboża przeznaczonego na eksport nie może trafić na światowy rynek.
Ryzyko protestów w Afryce Północnej
Przedłużenie obecnej sytuacji może mieć poważne konsekwencje społeczne. Zdaniem Petersa, jeśli zakłócenia eksportu będą trwały, w ciągu 4–8 tygodni w Afryce Północnej może dojść do gwałtownych protestów i możliwe są niepokoje społeczne. Region jest silnie uzależniony od importu zbóż. Ograniczenie dostępu do dostaw może więc szybko przełożyć się na problemy z zaopatrzeniem i wzrost cen żywności.
W rozwiązanie kryzysu próbują angażować się organizacje międzynarodowe. Sekretarz generalny ONZ António Guterres, wspólnie z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem, ma próbować doprowadzić do rozmów z Władimirem Putinem. Turcja jest szczególnie zainteresowana stabilizacją sytuacji ze względu na swoje położenie i znaczenie Morza Czarnego.
Według Petersa obecnie nie widać jednak gotowości Rosji do podjęcia działań, które mogłyby zatrzymać ataki na ukraińską infrastrukturę portową. Jego zdaniem w rozwiązanie problemu ostatecznie mogą zostać zaangażowane również Stany Zjednoczone.
Aczkolwiek stan rosyjskiej gospodarki wyraźnie się pogarsza, na co wpływa utrata dochodów nie tylko z powodu ograniczenia w eksporcie zbóż, ale także gazu i ropy naftowej. Co prawda, nadal działa jeden gazociąg do Chin, ale wcześniejsze przychody z handlu gazem wyraźnie spadły. W regionie Morza Bałtyckiego Szwecja i inne państwa skandynawskie już ograniczyły lub zatrzymały przewozy tzw. rosyjskiej floty cieni. Do ograniczenia tych przewozów zmierzają także Niemcy.
Koszty blokady eksportu ponoszą tamtejsi rolnicy
Ograniczone możliwości wywozu wywierają presję na ceny i dochody producentów. Szczególnie trudna jest sytuacja ukraińskich rolników. Tamtejsi rolnicy otrzymują obecnie około 130 euro za tonę pszenicy konsumpcyjnej, podczas gdy ceny nawozów pozostają zbliżone do poziomu obserwowanego w Europie Zachodniej.
Rolnicy w Ukrainie muszą dodatkowo funkcjonować w warunkach ciągłych ataków dronów. Według Petersa w niektórych miejscowościach próbują samodzielnie organizować ochronę, wykorzystując samochody terenowe wyposażone w karabiny maszynowe.
Eksporterzy szukają alternatywnych portów
Eksport przez Morze Czarne utrudniają również wysokie składki ubezpieczeniowe. Zniechęcają one część armatorów do kierowania statków do zagrożonych portów.
Eksporterzy, którzy sprzedali rosyjską pszenicę z dostawą do Afryki Północnej w sierpniu i wrześniu, muszą szukać alternatywnych źródeł dostaw. Więcej zboża trafia tam obecnie z państw bałtyckich, w tym z Polski. Ważną rolę odgrywają także Francja i rumuński port Konstanca.
Rumunia ma połączenie z siedmioma państwami za pośrednictwem Dunaju, co ułatwia kierowanie zboża na eksport. Niemcy mogą stać się ważniejszym dostawcą, jeśli możliwości przeładunkowe portów bałtyckich i francuskich zostaną wyczerpane.
Rosja stara się również zwiększać dostawy do portów bałtyckich. W ubiegłym roku fiskalnym przez państwa bałtyckie wyeksportowała do krajów trzecich około 1,5 mln ton zboża. To wolumen porównywalny z rocznym eksportem portu w Rostocku. Łotwa i Litwa domagają się jednak ograniczenia tranzytu rosyjskich produktów rolnych przez swoje terytoria.
Reakcja na rozmowy może być gwałtowna
Zdaniem Petersa, dopóki nie zostanie zawarte porozumienie umożliwiające normalizację sytuacji, ceny zbóż będą pozostawały wysokie, a rynek będzie narażony na dalsze wzrosty.
Jednocześnie rynek może gwałtownie zareagować na informacje o możliwych rozmowach dyplomatycznych, ponieważ sytuacja podażowa na rynku zbóż, poza kukurydzą, jest dobra, co wynika nie tylko z tegorocznych zbiorów, ale także zgromadzonych zapasów.
– Już sama informacja o możliwości rozmów z Putinem mogłaby doprowadzić do spadku cen zbóż na giełdach. Jeszcze silniejszą reakcję wywołałaby wiadomość o postępie negocjacji. Spodziewam się, że spadek cen mógłby być dwucyfrowy – ocenia Peters.
Rosja i Ukarina potrafią improwizować
Peters zaznacza ponadto, że zarówno Rosja, jak i Ukraina mogą improwizować.
– Ukraina ma dużą zdolność do szybkiego improwizowania i odbudowywania instalacji przeładunkowych. Jeżeli dojdzie do przerwania ostrzału portów, fizyczne przywrócenie przepływu towarów może nastąpić stosunkowo szybko – zaznacza Peters.
Jako przykład ukraińskiej pomysłowości analityk opisuje rozwiązanie stosowane w mniejszych portach, których infrastruktura również została ostrzelana. Aby ponownie umożliwić załadunek zboża na statki, wykorzystywano kilka ułożonych na sobie blach falistych. Zboże wysypywano na tak przygotowaną prowizoryczną konstrukcję, po czym zsuwało się ono bezpośrednio do statku. Przykład ten ma pokazywać, że nawet poważne uszkodzenia infrastruktury nie muszą oznaczać całkowitego zatrzymania eksportu, ponieważ Ukraińcy potrafią szybko tworzyć rozwiązania zastępcze.
Stosunkowo szybko odbudowywać uszkodzone obiekty portowe i improwizować są w stanie także Rosjanie. Aczkolwiek szybkość i siła ukraińskich ataków wyraźnie zaskoczyły Rosję. Szczególnie problematyczne jest to, że Ukraina za pomocą dronów może powodować poważne szkody w obiektach ważnych dla eksportu zbóż.
Kluczowy problem sprowadza się więc do odpowiedzi na pytanie, jak długo utrzymają się zakłócenia eksportowe i kiedy pojawi się sygnał polityczny mogący gwałtownie zmienić sytuację cenową.
Sprzedać połowę pszenicy
Analityk uważa, że rolnicy powinni zachować ostrożność i wcześniej zaplanować sprzedaż. W obecnej sytuacji rekomenduje sprzedaż około 50% zbiorów z 2026 roku.
Na ceny zbóż wpływa nie tylko sytuacja militarna, lecz także popyt. Duże przetargi mogą szybko wchłonąć znaczne ilości towaru i zmienić układ na rynku.
Peters wskazuje m.in. na zapotrzebowanie Iraku na pszenicę oraz sytuację w Iranie, który ogłosił przetarg na 800 tys. ton, ale później go odwołał, najpierw bowiem nie było wystarczającej liczby ofert, a gdy wpłynęły, były za drogie.
Rzepak korzysta z wysokiego popytu
Sytuacja na rynku rzepaku różni się od sytuacji na rynku zbóż. Europa jest importerem netto olejów roślinnych i surowców białkowych. Około połowy wykorzystywanych w Europie olejów i surowców pochodzi z rynku globalnego. Połowa z nich to soja z Ameryki Południowej i USA.
Niemiecki przemysł biodiesla, spożywczy i techniczny w dużej mierze korzysta z importu. Znaczna część nasion rzepaku pochodzi z Ukrainy. Niemcy bowiem, w przeciwieństwie do Polski, nie wprowadziły zakazu importu zbóż i rzepaku z Ukrainy.
Ukraiński rzepak trafia do Europy koleją przez granice rumuńską i polską. Następnie jest przeładowywany lub transportowany po europejskim rozstawie torów do polskich portów, między innymi w Szczecinie i Gdyni. Stamtąd trafia do olejarni w Rostocku, Hamburgu i innych regionach Niemiec.
Peters ocenia, że rynek rzepaku bardziej sprzyja producentom niż rynek zbóż. Popyt ze strony sektora biodiesla pozostaje wysoki, a producenci mogą akceptować wyższe ceny surowca dzięki dobrym marżom.
Podaje przykład prezydenta Trumpa, który starając się pomóc amerykańskim rolnikom, zwłaszcza uprawiającym soję, wprowadził przepisy zwiększające dodatek oleju sojowego do paliw o ponad 20%. Doprowadziło to do wzrostu ceny soi w Chicago do niemal rekordowego poziomu ponad 440 dolarów/t, co wpływa na niedobór olejów roślinnych w sektorze sojowym. Podobna sytuacja ma miejsce w Malezji i Indonezji. Zatem, w ocenie Petersa, oleje roślinne będą nadal deficytowe przez kilka najbliższych miesięcy.
Skoro cena rzepaku jest bezpośrednio determinowana przez oleje roślinne, a rynek olejów roślinnych, zwłaszcza w sektorze biodiesla, jest bezpośrednio uzależniony od ceny ropy naftowej, na rynek rzepaku mają wpływ także wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Analityk z Martk Pro twierdzi, że dla tego konfliktu duże znaczenie będą miały wybory uzupełniające w USA, które odbędą się na początku listopada. Jeśli Trump utrzyma swoją pozycję, może pojawić się gotowość do negocjacji.
Peters uważa, że rozsądne może być sprzedanie 50–75% zbiorów rzepaku i pozostawienie pozostałej części na później.
Pasze białkowe w górę
Analityk zwraca również uwagę na rosnące ceny pasz białkowych. W porcie w Hamburgu śruta sojowa kosztuje prawie 400 euro za tonę. Jeszcze 6–8 tygodni wcześniej jej cena wynosiła około 320 euro.
Zaleca zabezpieczenie dostaw do grudnia, ale odradza zawieranie długoterminowych umów. Jego zdaniem jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie się uspokoi, ceny śruty sojowej mogą spaść do 350, a nawet 330 euro za tonę.
– Rynek soi jest nasycony, dlatego potencjał spadku cen pozostaje duży. W sektorze hodowli zwierząt warto zabezpieczyć dostawy do grudnia, a następnie obserwować sytuację w 2027 roku – ocenia Peters.
