Ekologiczna kukurydza cukrowa rzadko trafia na pola rolników, ponieważ jej uprawa jest znacznie trudniejsza niż tradycyjnej kukurydzy na ziarno. Jednak, jak opisuje niemiecki portal topagrar.com, przy zapewnionym rynku zbytu może być ciekawą alternatywą dla gospodarstw ekologicznych.
Deszcz po siewie? Dla kukurydzy cukrowej to problem
Anton Neudecker prowadzi ekologiczne gospodarstwo w Hohenpolding w Dolnej Bawarii. Zarządza ok. 450 ha gruntów ornych, prowadzi fermę kur niosek, biogazownię oraz pensjonat dla koni. Od kilku lat ok. 20 proc. jego płodozmianu zajmuje ekologiczna kukurydza cukrowa.
Rolnik przyznaje, że jest to jedna z najbardziej wymagających upraw w gospodarstwie.
– W przypadku kukurydzy cukrowej najpierw jest ryzyko, a dopiero potem sama kukurydza – mówi.
Największe problemy pojawiają się już po siewie. O ile plantatorzy zwykłej kukurydzy cieszą się z opadów, o tyle dla kukurydzy cukrowej nawet ok. 30 mm deszczu może oznaczać słabe wschody i konieczność ponownego obsiewu pól.
W tym sezonie Neudecker musiał ponownie obsiać aż jedną trzecią plantacji.
Kukurydzę cukrową trzeba traktować jak warzywo
Jak podkreśla rolnik, ekologiczna kukurydza cukrowa ma niewiele wspólnego z kukurydzą ziarnową.
Nasiona są znacznie bardziej wrażliwe, wymagają odpowiedniej temperatury i wilgotności gleby, a w rolnictwie ekologicznym nie można ich dodatkowo chronić zaprawami chemicznymi. Każdy błąd podczas siewu może oznaczać utratę plantacji.
Walka z chwastami wymaga ogromnej precyzji
Po wschodach kolejnym wyzwaniem jest odchwaszczanie.
W gospodarstwie stosowane są wyłącznie metody mechaniczne – brony i pielniki. Zabiegi trzeba wykonać w idealnym terminie.
Zbyt wczesne pielenie może uszkodzić rośliny, natomiast zbyt późne pozwala chwastom przejąć przewagę. Dlatego prace wykonują wyłącznie doświadczeni operatorzy maszyn.
Szkodniki także dają się we znaki
Na plantacjach pojawiają się również szkodniki, zwłaszcza omacnica prosowianka.
Neudecker zwalcza ją biologicznie, wykorzystując błonkówki pasożytnicze. Do nawożenia stosuje natomiast poferment z własnej biogazowni, aplikowany bezpośrednio w rzędy roślin dzięki zmodyfikowanemu sprzętowi.
Zbiory muszą być idealnie zaplanowane
Największą presję czasu widać podczas zbioru.
Kolby zbiera się w fazie mlecznej, kiedy zawartość cukru jest najwyższa. Surowiec praktycznie nie nadaje się do magazynowania.
Jak podaje topagrar.com, kukurydza musi zostać przetworzona najpóźniej następnego dnia po zbiorze. Dlatego z pola trafia bezpośrednio do zakładu przetwórczego oddalonego o ok. 30 km, gdzie jest pakowana próżniowo i pasteryzowana.
Gotowy produkt trafia następnie do niemieckich supermarketów, m.in. sieci Rewe, Lidl i Aldi.
Kluczowa jest umowa z przetwórcą
Zdaniem niemieckiego rolnika największą zaletą tej produkcji nie są rekordowe zyski, lecz stabilność.
Cena ekologicznej kukurydzy cukrowej ustalana jest w kontrakcie i zależy zarówno od ilości dostarczonego surowca, jak i liczby kolb spełniających wymagania handlowe. To znacznie ogranicza ryzyko związane z wahaniami cen, które w przypadku ekologicznej kukurydzy ziarnowej bywają bardzo duże.
Sieci handlowe wolą lokalną kukurydzę niż import
Jak podkreśla Neudecker, popyt na ekologiczną kukurydzę cukrową jest wysoki.
Niemieckie sieci handlowe chętnie kupują krajowy produkt zamiast sprowadzać go z Hiszpanii czy Francji. Rosnące zainteresowanie dietą roślinną dodatkowo zwiększa zapotrzebowanie na ten produkt.
Zmiany klimatu największym zagrożeniem
Rolnik uważa, że w przyszłości największym wyzwaniem nie będą ceny ani rynek zbytu, lecz coraz częstsze intensywne opady deszczu oraz ryzyko erozji gleby.
Dlatego planuje rozwijać technologie uprawy pasowej oraz siewu i pielenia w mulczu, które mają poprawić ochronę gleby.
Nie dla każdego gospodarstwa
Neudecker zaznacza, że kukurydza cukrowa nie jest uprawą, którą można wprowadzić bez odpowiedniego przygotowania.
Podstawą jest znalezienie przetwórcy jeszcze przed rozpoczęciem produkcji. Równie ważne są doświadczenie, odpowiedni park maszynowy oraz skala gospodarstwa. Jego zdaniem przy niewielkim areale koszty i nakład pracy są zbyt wysokie, aby taka produkcja była opłacalna.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. topagrar.com
