Przymrozki uszkodziły kwiaty rzepakuM. Oronowicz
StoryEditorPrzymrozki

Rzepak po przymrozku wygląda jak stracony. A plon może jeszcze zaskoczyć

22.06.2026., 13:30h

Przymrozek potrafi mocno poturbować rzepak, ale z oceną strat nie warto się spieszyć. Eksperci IUNG tłumaczą, kiedy roślina może się jeszcze podnieść, dlaczego fatalny wygląd plantacji nie zawsze oznacza stracony plon i jak oceniać szkody także w zbożach, kukurydzy oraz roślinach bobowatych.

Przymrozki w rzepaku, zbożach, kukurydzy i bobowatych. Jak ocenić straty?

Wiosenne przymrozki to jedna z tych szkód, które najtrudniej jednoznacznie ocenić. Czasem roślina wygląda źle, ale później się regeneruje. Innym razem uszkodzenie widać dopiero po kilku dniach albo dopiero wtedy, gdy okazuje się, że roślina nie zawiązała łuszczyn, strąków czy kolb.

Podczas szkolenia IUNG-PIB w Puławach eksperci tłumaczyli, na co zwracać uwagę przy ocenie strat w rzepaku, zbożach, kukurydzy i roślinach bobowatych.

Już na początku mocno podkreślono, że nie da się wszystkich szkód mierzyć jedną prostą miarą. Każde pole jest inne, a na skutki przymrozków wpływa nie tylko sama temperatura, ale też faza rozwoju roślin, kondycja plantacji, odmiana, wilgotność gleby, wiatr i ukształtowanie terenu.

– Każdy rok jest inny pod względem warunków pogody i to decyduje, że ocena uszkodzeń w kontekście ich wpływu na plon też każdego roku jest specyficzna – mówił prof. Jerzy Grabiński z IUNG-PIB.

Najpierw trzeba spojrzeć na kondycję plantacji

Zdaniem prof. Grabińskiego podstawą oceny szkód jest stan roślin przed wystąpieniem stresu. To bardzo ważne zwłaszcza w rzepaku ozimym i zbożach ozimych. Dobrze rozwinięta, odżywiona plantacja łatwiej znosi niskie temperatury i ma większą szansę na regenerację.

– Wielkość strat powstałych wskutek stresu zależy w dużym stopniu od kondycji wyjściowej roślin – podkreślał profesor.

W przypadku rzepaku duże znaczenie ma to, jak rośliny weszły w zimę. Powinny mieć dobrze rozwiniętą rozetę, silną szyjkę korzeniową i nie być nadmiernie wybujałe. Ważne są też nawożenie, termin siewu, obsada, zwalczanie szkodników i zastosowanie regulatora wzrostu.

– Roślina niedożywiona, tak jak i człowiek, łatwiej podlega różnym stresom – zaznaczał prof. Grabiński.

To oznacza, że przy ocenie szkód nie wystarczy wejść w pole i policzyć uszkodzone rośliny. Trzeba też ustalić, czy plantacja była dobrze prowadzona i czy rzeczywiście główną przyczyną strat był przymrozek, a nie wcześniejsze błędy agrotechniczne, słaba obsada, szkodniki albo niedobory składników pokarmowych.

Rzepak po przymrozkach. Pęknięcia, skręcenia i pochylenia

Najwięcej uwagi w części dotyczącej zbóż i rzepaku poświęcono właśnie rzepakowi. To w tej uprawie skutki przymrozków mogą być najbardziej widoczne i najbardziej dyskusyjne.

Jednym z typowych objawów uszkodzeń przymrozkowych są pęknięcia na łodygach. Nie każde pęknięcie musi automatycznie oznaczać duże straty, ale jest sygnałem, że roślina została osłabiona.

– Takie pęknięcie blokuje przepływ wody, składników pokarmowych. Jest także bezpośrednim źródłem ewentualnego zakażenia – mówił prof. Grabiński.

Dlatego w takich sytuacjach znaczenie może mieć ochrona fungicydowa. Uszkodzona tkanka jest bowiem łatwiejszą drogą do infekcji. Jednocześnie ekspert przestrzegał przed zbyt szybkim przeliczaniem każdego pęknięcia na konkretny procent straty.

– Na temat wielkości tych uszkodzeń bałbym się prognozować już straty w plonie, bo widziałem takie plantacje, na których te uszkodzenia wystąpiły na dość dużą skalę, a potem plony były całkiem wysokie – zaznaczał.

Drugim częstym objawem po przymrozkach jest pochylenie roślin, zwisające kwiatostany, wygięcia pędów czy charakterystyczne skręcenia. W tym roku, jak wskazywał prof. Grabiński, takie objawy były bardzo powszechne.

– Samo pochylenie nie musi mieć wręcz żadnego wpływu na plon – mówił.

I tu zaczyna się najważniejszy problem. Pochylenie roślin może być skutkiem przymrozku, ale może być też związane ze szkodnikami, na przykład żerowaniem chowacza w pędzie. Dlatego nie wolno oceniać plantacji tylko „z góry”.

– Jeżeli chcemy stwierdzić, czy to przymrozek spowodował takie pochylenie, trzeba po prostu rozkroić kilka pędów – radził prof. Grabiński.

Przymrozek czy słodyszek? To trzeba dobrze rozróżnić

Jednym z najbardziej dyskusyjnych tematów była ocena, czy uszkodzenia w rzepaku spowodował przymrozek, czy słodyszek. Oba czynniki mogą prowadzić do strat w pąkach i późniejszego braku łuszczyn, ale objawy nie są identyczne.

Przy słodyszku trzeba szukać śladów żerowania. Czasem potrzebna jest lupa. Jeśli widać nagryzienia albo jeszcze żerujące chrząszcze, można podejrzewać, że to właśnie szkodnik odpowiada za część strat.

Przy przymrozku obraz jest inny. Pąki są zszarzałe albo zbrązowiałe. Takie przebarwienia są bardziej charakterystyczne dla uszkodzeń mrozowych.

– Jeżeli chodzi o przymrozek, to przy ocenie stosunkowo wczesnej widzimy zszarzałe, zbrązowiałe pąki i one wyraźnie wyglądają inaczej – tłumaczył profesor.

Najważniejsze jest jednak połączenie objawów na roślinie z przebiegiem pogody. Jeśli rzeczywiście wystąpiły niskie temperatury, a w łanie masowo widać S-owate wygięcia, skręcenia i pęknięcia, wtedy mróz staje się głównym podejrzanym.

– Jeżeli takie sytuacje występują, to znaczy, że słodyszek być może tak, ale tak naprawdę główne znaczenie miał tutaj mróz – podkreślał prof. Grabiński.

Pięterko przymrozkowe w rzepaku

Bardzo ważnym pojęciem przy ocenie szkód w rzepaku jest tzw. pięterko przymrozkowe. To charakterystyczny poziom w łanie, na którym brakuje łuszczyn albo widać wyraźne przerwy w ich zawiązaniu. Taki układ może wskazywać, że w konkretnym momencie kwitnienia rośliny trafiły na niską temperaturę.

Największe ryzyko redukcji plonu występuje wtedy, gdy przymrozek uderza w rzepak w fazie pełni kwitnienia.

– Największe ryzyko redukcji plonu rzepaku po przymrozkach występuje w fazie pełni kwitnienia – mówił prof. Grabiński.

W praktyce oznacza to, że trzeba patrzeć nie tylko na pojedynczą roślinę, ale na cały łan. Jeżeli na wielu roślinach widać podobny poziom uszkodzeń, można mówić o pięterku przymrozkowym. Problem w tym, że w dobrze rozwinięty rzepak trudno wejść, zwłaszcza kiedy ma już wykształcone łuszczyny.

– Piętro przymrozkowe na pewno jeszcze jest widoczne. Problem polega tylko na tym, że w taki rzepak, który już wytworzył łuszczyny, dość trudno jest wejść – wskazywał profesor.

Dodał też ważną uwagę praktyczną: jeśli w rzepak da się wejść bardzo łatwo, może to samo w sobie świadczyć o słabszym potencjale plonowania. W mocnym łanie, który ma szansę dać wysoki plon, poruszanie się jest dużo trudniejsze.

Jeden przymrozek nie zawsze oznacza katastrofę

Rolnicy często pytają, czy jeden silny przymrozek wystarczy, żeby spowodować duże straty. Według prof. Grabińskiego nie zawsze. Dużo groźniejsze są spadki temperatur powtarzające się przez kilka kolejnych dni.

– Bardzo rzadko zdarza się, żeby przymrozek jednorazowy, nawet rzędu minus 6, minus 5 stopni, spowodował takie duże straty – mówił ekspert.

Inaczej jest, gdy niska temperatura wraca przez kilka nocy z rzędu.

– Na ogół jeżeli powtarza się taka sytuacja przez kilka dni, to wtedy ta strata już wystąpi prawie na pewno – podkreślał prof. Grabiński.

W ocenie strat trzeba więc patrzeć nie tylko na najniższą temperaturę, ale także na czas trwania przymrozku i liczbę takich nocy. Ważne jest również, czy plantacja była osłabiona suszą. Profesor zwracał uwagę, że nie tylko przymrozek i szkodniki mogą powodować opadanie zawiązków. Podobny efekt może dać także niedobór wody.

– Sama niedostępność wody też może powodować, że taka łuszczyna, która już zostaje zapylona, jednak w pewnym momencie zostaje odrzucona przez roślinę – zaznaczał.

Zboża zwykle znoszą przymrozki lepiej niż rzepak

W przypadku zbóż wiosenne uszkodzenia przymrozkowe są – według prof. Grabińskiego – znacznie rzadsze i zazwyczaj mniej groźne dla plonu niż w rzepaku.

Typowy objaw to zasychanie końcówek liści. Roślina może wyglądać gorzej, ale nie oznacza to jeszcze dużych strat.

– Uszkodzenia zbóż przez wiosenne przymrozki są stosunkowo rzadkie – mówił profesor.

Dodał, że zasychanie końcówek liści może być widoczne, ale jego wpływ na plon jest z reguły niewielki.

– Wpływ takiego zamierania końcówek na plon jest względnie nieduży – zaznaczał.

Według wykładowcy przymrozki rzędu minus 5–6 stopni zwykle nie są dla zbóż jarych szczególnie szkodliwe. Większy problem może pojawić się przy odmianach niedostosowanych do polskich warunków, zwłaszcza bardzo wczesnych.

– Roślina po to, żeby przetrwać stres, musi być dostosowana do warunków wzrostu w danym kraju, czyli de facto rośliny powinny być zarejestrowane w Polsce – podkreślał prof. Grabiński.

Przy ocenie strat liczy się potencjał plonowania

Eksperci zwracali uwagę, że samo stwierdzenie uszkodzeń nie wystarczy. Trzeba jeszcze ocenić, jaki plon plantacja mogła realnie wydać. Inaczej wygląda bowiem 10% strat na polu, które mogło dać 8 ton pszenicy, a inaczej na polu, którego potencjał wynosił 4 tony.

– Czym innym jest 5% strat przy plonie 8 ton, a czym innym przy 4 tonach – mówił prof. Grabiński.

W przypadku zbóż za realne, wysokie i opłacalne plony można przyjmować poziom 7–8 t/ha, choć w bardzo dobrych warunkach osiągalne są również wyższe wyniki. W rzepaku średnie plony w Polsce są dużo niższe, ale dobrzy producenci ubezpieczają plantacje na poziomie powyżej 4 t/ha.

– Jeżeli mówimy o producentach, którzy żyją z produkcji rzepaku, to plony należy traktować jako takie, które są ubezpieczane na poziomie powyżej 4 ton z hektara – wskazywał profesor.

Dlatego przy szacowaniu szkód trzeba patrzeć na całość: odmianę, nawożenie, ochronę, obsadę, stan łanu i przebieg pogody. Samo zdjęcie uszkodzonej rośliny nie wystarczy.

Bobowate: przymrozek zależy od fazy rozwojowej

W drugiej części szkolenia prof. Jerzy Księżak omawiał wpływ przymrozków na rośliny bobowate i kukurydzę. Tu również najważniejszy wniosek był prosty: nie ma jednej temperatury granicznej dla wszystkich upraw i wszystkich sytuacji.

– Nie ma wskaźników, nie ma wzorców, nie ma takiego porównania, do czego moglibyśmy to wykorzystać – mówił prof. Księżak.

Przy bobowatych znaczenie ma rejon uprawy, położenie pola, osłonięcie od wiatru, zagłębienia terenu, ale przede wszystkim faza rozwojowa roślin.

– Zupełnie inna wrażliwość jest roślin w momencie kiełkowania i wschodów niż na przykład w okresie kwitnienia – tłumaczył.

Bardzo ważny jest też czas trwania przymrozku. Krótki spadek temperatury nad ranem może dać mniejsze szkody niż wielogodzinne wychłodzenie od wieczora do rana.

– Jak w tym roku czy w ubiegłym słyszymy, że niskie temperatury występują już o 10 wieczorem i są do 6 rano, to działanie tych niskich temperatur jest bardzo długie i uszkodzenia roślin są zdecydowanie silniejsze – mówił prof. Księżak.

Łubin, groch, bobik i wyka nie reagują tak samo

W bobowatych duże znaczenie ma sposób kiełkowania. Łubiny, soja i fasola wyciągają liścienie na powierzchnię gleby. Są więc bardziej narażone na uszkodzenia, zwłaszcza gdy są wysiane płytko. Bobik, groch i wyka zostawiają liścienie pod powierzchnią gleby, dlatego można je siać głębiej, a to częściowo chroni je przed chłodem.

– Te gatunki, które wysiewamy płytko, w momencie pęcznienia, gdy wystąpią duże spadki temperatury, jeżeli są liścienie pod powierzchnią 1–2 cm i zamarzanie gleby jest 2–3 cm, wówczas takie nasiona niestety nie skiełkują – wyjaśniał prof. Księżak.

Groch i bobik na początku wegetacji mogą znosić dość silne przymrozki. Ale tylko wtedy, gdy są jeszcze małe.

– Na początku okresu wegetacji, kiedy groch czy bobik mają wysokość 5–7 cm, mogą znieść te przymrozki nawet do minus 5 stopni – mówił ekspert.

W późniejszych fazach odporność spada. Gdy rośliny mają ponad 20 cm, mogą już przemarzać przy około minus 2,5 stopnia. W fazie kwitnienia wystarczy jeszcze mniejszy spadek.

– W fazie kwitnienia już wystarczy przymrozek 2 stopni i już mogą rośliny ginąć, przemarzać – podkreślał prof. Księżak.

Łubin jest szczególnie wrażliwy w okresie pęcznienia i w fazie liścieni. Później, w fazie kilku liści, rośliny są już bardziej odporne.

Soja: ryzykowne są liścienie, pąki i kwitnienie

Osobno omówiono soję, bo jest to roślina o dużych wymaganiach cieplnych. Rolnicy coraz częściej sieją ją wcześniej, zwłaszcza w cieplejszych rejonach kraju. To może pomóc w uzyskaniu lepszych i bardziej wyrównanych wschodów, ale zwiększa ryzyko wejścia roślin w przymrozki.

– Trzeba się liczyć z tym, że jeżeli wystąpią niskie temperatury, to soja może być uszkadzana – ostrzegał prof. Księżak.

Najbardziej wrażliwe fazy to liścienie oraz okres przed kwitnieniem i kwitnienie. Chłód może ograniczać zawiązywanie strąków, powodować zrzucanie kwiatów i zniekształcenia strąków.

– Gdy jest chłód, gdy temperatury są poniżej 10 stopni, rośliny mogą nie wejść w fazę kwitnienia, nie zawiązują strąków, zrzucają kwiaty, a strąki są zniekształcone – mówił ekspert.

W warunkach kontrolowanych niewielki przymrozek nie zawsze niszczył spęczniałe nasiona soi. Ale przy większych spadkach temperatury straty mogły być bardzo duże.

– Temperatura minus 8 stopni może zniszczyć wszystkie pęczniejące nasiona – wskazywał prof. Księżak.

Kukurydza po przymrozkach. Nie zawsze trzeba zaorywać

Kukurydza także jest rośliną ciepłolubną. Przestaje rosnąć, gdy temperatura spada poniżej 10 stopni. Przy temperaturach poniżej 5 stopni rośliny żółkną, fioletowieją i wyraźnie chorują. Nie oznacza to jednak automatycznie konieczności likwidacji plantacji.

– Bardzo często takie rośliny, a prawie zawsze takie rośliny przeżywają. Ma to wpływ na produkcyjność, natomiast nie powoduje to zniszczenia takiego łanu i nie ma potrzeby zaorywania takiej plantacji – mówił prof. Księżak.

Najbardziej wrażliwe okresy to wschody i szpilkowanie oraz faza od około sześciu liści. Do fazy 5 liści stożek wzrostu znajduje się jeszcze pod powierzchnią gleby, więc często nie zostaje uszkodzony, mimo że liście wyglądają źle.

– W okresie od 1 do 5 liści stożek znajduje się pod powierzchnią gleby i te rośliny nie są uszkadzane – wyjaśniał ekspert.

Jak sprawdzić, czy kukurydza przeżyje? Trzeba rozciąć roślinę i ocenić stożek wzrostu. – Jeżeli stożek jest jasny, kremowy, żywy, to są szanse, a nawet na pewno tak będzie, że rośliny przeżyją – mówił prof. Księżak.

Gorzej, jeśli tkanki są brązowe, miękkie i wodniste. – Jeżeli są brązowe, miękkie, wodniste, to znaczy, że roślina zamarła – wskazywał.

Ekspert zalecał też, aby nie spieszyć się z oceną bezpośrednio po przymrozku. Objawy trzeba obserwować po kilku dniach. Ważna jest również ostrożność z herbicydami.

– Po przymrozkach nie jest dobrze stosować herbicydy, dlatego że wtedy rośliny są i tak osłabione. Dobrze poczekać mniej więcej 7–10 dni – radził prof. Księżak.

Najgorzej w zagłębieniach i na przeciągach

Przy wszystkich uprawach bardzo ważne jest położenie pola. Przymrozek nie działa tak samo na wierzchowinie i w obniżeniu terenu. W zagłębieniach zimne powietrze potrafi zalegać długo, przez co uszkodzenia są silniejsze. Z kolei na otwartych przestrzeniach i w miejscach, gdzie tworzą się przeciągi, rośliny również mogą ucierpieć bardziej.

– W takie doliny, jak wejdzie niska temperatura, wejdzie przymrozek, pozostaje bardzo długo i uszkadza zdecydowanie silniej rośliny niż na przestrzeni odkrytej – mówił prof. Księżak.

Dlatego przy szacowaniu strat trzeba oglądać nie tylko rośliny, ale też całe pole. Szkody mogą być placowe. Mogą być większe w obniżeniach, przy lesie, na odsłoniętych fragmentach albo tam, gdzie wiatr dodatkowo wychładzał rośliny.

Nie ma prostej tabeli strat

Najważniejszy wniosek ze szkolenia jest taki, że ocena szkód przymrozkowych wymaga ostrożności. Nie wystarczy zobaczyć pożółkłych liści, pęknięć czy pochylonych pędów i od razu wpisać konkretny procent strat. Trzeba sprawdzić fazę rozwojową, odmianę, obsadę, stan roślin przed przymrozkiem, przebieg pogody, czas trwania chłodu, wilgotność gleby, obecność szkodników i potencjał plonowania.

– Oceny są bardzo często indywidualne, bardzo subiektywne, bardzo trudne i dlatego trzeba je wykonywać z bardzo dużą ostrożnością i delikatnością – podsumował prof. Księżak.

Kamila Szałaj

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
22. czerwiec 2026 13:32