Kurnik należący do rodziny Smiesznych. W kwietniu weterynaria nakazała likwidację stad z powodu rzekomego pomoru drobiu. Rolnicy do dziś nie otrzymali odszkodowania.R.smieszny
StoryEditorInterwencja

Kazali wybić 60 tys. kur. Minęło 200 dni, a rolnik nie dostał ani złotówki

28.10.2026., 20:00h

Stracili blisko 60 tys. kur, a straty szacują na 900 tys. zł. Małżeństwo rolników z powiatu aleksandrowskiego od ponad pół roku nie dostało ani złotówki odszkodowania za stada zlikwidowane z powodu rzekomego pomoru drobiu. Rolnik musiał zawiesić działalność, wierzyciele żądają pieniędzy i zaczynają się już zajęcia komornicze. Dlaczego weterynaria tak długo zwleka z wypłatą?

Zlikwidowano trzy stada drobiu. Rolnicy zostali bez odszkodowania

Wszystko zaczęło się w kwietniu 2026 roku. W  gospodarstwach Radosława i Aleksandry Smiesznych w Chrustach i Rudunkach, w powiecie aleksandrowskim (woj. kujawsko-pomorskie), doszło do masowych padnięć drobiu. Rolnicy są małżeństwem, ale każde z nich prowadzi odrębne gospodarstwo.

10 kwietnia w jednym ze stad padło kilka tysięcy brojlerów. Następnego dnia na miejsce przyjechał lekarz weterynarii, a 12 kwietnia Inspekcja Weterynaryjna pobrała próbki do badań. W kolejnych dniach potwierdzono obecność wirusa rzekomego pomoru drobiu (ND) i nakazano likwidację stad.

Nakazy likwidacji objęły trzy kurniki, w tym stado kontaktowe, w którym – jak podkreśla rolnik – nie stwierdzono zakażenia. Smieszny twierdzi, że proponował skierowanie zdrowych brojlerów do ubojni pod nadzorem weterynaryjnym. Samochody czekały na odbiór drobiu, jednak Inspekcja nie wyraziła zgody. Zdaniem rolnika takie rozwiązanie pozwoliłoby ograniczyć straty. Ostatecznie rodzina straciła około 60 tys. sztuk drobiu, a Radosław Smieszny szacuje straty na blisko 900 tys. zł.

Od tamtych wydarzeń minęło już ponad sześć miesięcy. Jest 28 października, a rolnicy nadal nie otrzymali odszkodowania.

– Straszne, bo wierzyciele wszyscy dzwonią, pytają, kiedy zapłacę – mówi Radosław Smieszny w rozmowie z naszą redakcją.

Mieli dostać 280 tys. zł. Decyzje uchylono i pieniądze nie trafiły do rolników

Pierwsze decyzje odszkodowawcze Powiatowy Lekarz Weterynarii w Aleksandrowie Kujawskim wydał 22 czerwca. Według Radosława Smiesznego rodzinie przyznano łącznie około 280 tys. zł. To znacznie mniej niż straty, które wyliczył rolnik. Małżeństwo odwołało się od decyzji.

5 sierpnia Kujawsko-Pomorski Wojewódzki Lekarz Weterynarii uchylił decyzję dotyczącą Aleksandry Smiesznej i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Podobne rozstrzygnięcie zapadło w sprawie jej męża.

Z dokumentów, z którymi zapoznała się nasza redakcja, wynika, że ani w przypadku Radosława Smiesznego, ani jego żony Aleksandry nie zakwestionowano prawa do odszkodowania. Spór dotyczy wysokości przyznanych kwot oraz zastosowanych potrąceń.

Wojewódzki lekarz weterynarii uznał, że trzeba dokładniej wyjaśnić okoliczności strat, ustalić liczbę zwierząt objętych odszkodowaniem i rozpatrzyć zgłoszone przez rolników dowody. Sprawy wróciły więc do powiatowego inspektoratu. Dla rodziny oznaczało to kolejne miesiące bez pieniędzy.

Ponad 6,7 tys. padłych kur. Rolnicy nie zgadzają się z wyliczeniem strat

Jednym z powodów sporu jest przyczyna padnięcia w jednym z kurników 6736 sztuk drobiu w gospodarstwie Aleksandry Smiesznej. Inspekcja Weterynaryjna wiązała te padnięcia z awarią wentylacji i wzrostem temperatury w kurniku. Pełnomocniczka rolniczki, adwokat Karolina Wilamowska, zwraca jednak uwagę, że w stadzie wykryto wirusa rzekomego pomoru drobiu.

W piśmie z 27 października prawniczka domaga się ponownego zbadania, czy zakażenie mogło być przyczyną lub jedną z przyczyn padnięć. Wnioskuje także o opinię niezależnego specjalisty. To ważne, ponieważ od ustalenia przyczyny śmierci ptaków zależy, czy i na jakiej podstawie można przyznać za nie pieniądze.

Osobne zastrzeżenia dotyczą pomniejszenia odszkodowań za nieprawidłowości w systemie IRZplus oraz zarzucane niewykonanie nakazów weterynaryjnych.Prawnicy rodziny przekonują, że każde pomniejszenie musi mieć konkretne uzasadnienie. Podkreślają też, że Radosław i Aleksandra Smieszni prowadzą oddzielne gospodarstwa, dlatego nie można automatycznie przypisywać jednemu z nich uchybień drugiego.

Rolnik kwestionuje sposób zabezpieczenia próbek. Weterynaria odpiera zarzuty

Radosław Smieszny zgłasza również poważne zastrzeżenia dotyczące pobierania i zabezpieczania próbek 12 kwietnia. Jak twierdzi, w jego obecności materiału nie zabezpieczono w kopertach bezpiecznych, a próbki z trzech stad przewożono razem w lodówce turystycznej.

image
Lodówka turystyczna, w której przewożono próbki pobrane z trzech stad drobiu. Rolnik ma zastrzeżenia do sposobu ich zabezpieczenia.
FOTO: R. Smieszny

Rolnik podkreśla też, że na miejscu nie sporządzono protokołów, a dokumentację, w tym wyniki badań i protokoły sekcji, otrzymał dopiero 25 maja, po pisemnym wezwaniu.

– W protokołach nie było żadnych numerów kopert bezpiecznych. Wycinki z numerami tych kopert znalazłem dopiero, kiedy pojechałem sprawdzić akta w wojewódzkim inspektoracie w Bydgoszczy – relacjonuje Smieszny.

Rolnik chce wyjaśnienia, kiedy i w jaki sposób zabezpieczono próbki oraz czy można jednoznacznie ustalić, z którego stada pochodził badany materiał. Jego zastrzeżenia znalazły się również w pismach pełnomocników.

O odniesienie się do tych zarzutów poprosiliśmy Powiatowego Lekarza Weterynarii w Aleksandrowie Kujawskim. Lek. wet. Dariusz Hołody zapewnił nas, że próbki pobrano, zabezpieczono i przetransportowano zgodnie z obowiązującą instrukcją Głównego Lekarza Weterynarii. Jak zaznaczył, laboratoria w Puławach i we Włocławku nie zgłaszały zastrzeżeń do stanu ani sposobu zabezpieczenia otrzymanego materiału.

Powiatowy lekarz weterynarii poinformował również, że zarzuty rolnika zostały poddane weryfikacji, a Inspekcja odniesie się do nich w nowej decyzji.

Dlaczego odszkodowania nadal nie wypłacono? Weterynaria wyjaśnia

Zapytaliśmy powiatowego lekarza weterynarii, dlaczego po ponad pół roku rolnicy nadal nie dostali pieniędzy. Dariusz Hołody tłumaczy, że po odwołaniach pełnomocnicy rodziny zgłosili kolejne wnioski dowodowe. Jak podaje, w piśmie z 3 sierpnia wskazano ponad 30 dodatkowych dowodów, które wymagały rozpatrzenia.

W ramach ponownego postępowania przeprowadzono między innymi badania związane z sekwencjonowaniem genomu wirusa w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym w Puławach. Odpowiedź z instytutu wpłynęła 28 września.13 października przesłuchano strony oraz lekarza weterynarii opiekującego się stadami. Według powiatowego lekarza weterynarii postępowanie dowodowe zakończono 19 października. Nowe decyzje mają zostać wydane do 30 października.

Zapytaliśmy również, dlaczego rolnikom nie wypłacono choćby części odszkodowania.

– Aby wypłacić należne odszkodowanie niezbędne jest uprawomocnienie się decyzji przyznającej takie odszkodowanie. Decyzji takiej jeszcze nie ma – odpowiedział Dariusz Hołody.

Wyjaśnił, że prowadzone są dwa oddzielne postępowania dotyczące małżonków i wszystkich trzech stad. W jego ocenie do czasu prawomocnego zakończenia obu spraw nie można wypłacić żadnej części odszkodowania.

Wojewódzki lekarz weterynarii: ponaglenia były nieuzasadnione

O powody tak długiego oczekiwania zapytaliśmy także Kujawsko-Pomorskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii w Bydgoszczy. Chcieliśmy wiedzieć, czy można wypłacić rolnikom część pieniędzy, skoro w jednej z decyzji wskazano, że samo prawo do odszkodowania nie jest sporne.

W odpowiedzi z 26 października urząd stwierdził, że przepisy nie regulują wprost możliwości ani zakazu częściowej wypłaty odszkodowania. Zaznaczył jednak, że najpierw trzeba prawidłowo ustalić wszystkie okoliczności sprawy. Wojewódzki lekarz weterynarii potwierdził również, że otrzymał ponaglenia dotyczące długości postępowań. Uznał je za nieuzasadnione.

W odpowiedzi dla redakcji podkreślił, że rozumie sytuację rolników. Jednocześnie zaznaczył, że nawet trudne położenie rodziny nie zwalnia urzędu z dokładnego wyjaśnienia sprawy, ponieważ odszkodowania wypłacane są z pieniędzy publicznych.

„Wierzyciele dzwonią, pytają, kiedy zapłacę”. Rolnik musiał zawiesić działalność

Dla Radosława Smiesznego przedłużające się postępowanie oznacza nie tylko oczekiwanie na decyzję. Rolnik stracił możliwość dalszego prowadzenia własnej produkcji.

– Ja moją działalność całkowicie zawiesiłem i utraciłem kredyty kupieckie – mówi.

Wyjaśnia, że gospodarstwo prowadzi obecnie tylko jego żona. Produkcję udało się wznowić dzięki pomocy kontrahentów, którzy zgodzili się odroczyć płatności.

– Żona prowadzi, ja mam zawieszoną działalność – podkreśla Smieszny.

Jak mówi, pieniądze z bieżącej produkcji przeznaczane są przede wszystkim na utrzymanie gospodarstwa i regulowanie zobowiązań.

– Wszystko idzie na bieżąco na spłaty  – tłumaczy.

Rolnik mówi o problemach finansowych. Inspekcja: może sobie kupić pisklaki

Powiatowy lekarz weterynarii potwierdził naszej redakcji, że już w kwietniu małżeństwo zgłaszało brak pieniędzy na uśmiercenie i utylizację drobiu oraz dezynfekcję. Dlatego część prac wykonano zastępczo na koszt Skarbu Państwa. Dariusz Hołody zwrócił jednak uwagę, że Aleksandra Smieszna wznowiła produkcję w obiekcie, w którym wcześniej działalność prowadził jej mąż. Wstawy drobiu odbyły się 6 sierpnia i 5 października. Zdaniem powiatowego lekarza weterynarii może to świadczyć o tym, że rolnicy mają środki na zakup piskląt i dalsze prowadzenie działalności.

Radosław Smieszny przedstawia jednak inne wyjaśnienie. Jak mówi, bez kredytowania ze strony firmy Animex i lokalnej ubojni nie udałoby się wznowić produkcji. W praktyce rodzina prowadzi tylko część działalności i robi to dzięki odroczonym płatnościom, jednocześnie spłacając wcześniejsze zobowiązania. 

Minęło 200 dni, pieniędzy nie wypłacono. Rolnik ma nóż na gardle

Od pobrania próbek 12 kwietnia do 28 października minęło 199 dni. Przez ten czas rolnicy stracili stada, otrzymali pierwsze decyzje odszkodowawcze, odwoływali się od nich i składali ponaglenia. Po ponad pół roku nadal nie dostali ani złotówki.

Radosław Smieszny jest w coraz trudniejszej sytuacji finansowej. Musiał zawiesić działalność, stracił kredyty, a wierzyciele domagają się spłaty zobowiązań.

– Już powoli wchodzą zajęcia komornicze – mówi rolnik.

Pytamy ministerstwo i GLW, jak to możliwe

Jak to możliwe, że Inspekcja Weterynaryjna nakazuje likwidację stad, a rolnicy przez ponad sześć miesięcy nie otrzymują odszkodowania? Przecież przez ten czas muszą spłacać kredyty, regulować rachunki i utrzymywać gospodarstwa. Dlatego redakcja „Tygodnika Poradnika Rolniczego” zwróciła się do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Głównego Lekarza Weterynarii z prośbą o pilne wyjaśnienie sprawy.

Pytamy, dlaczego wypłata trwa tak długo i czy można ją przyspieszyć lub przekazać rolnikom choćby część należnych pieniędzy.  Do sprawy wrócimy po otrzymaniu odpowiedzi z ministerstwa i Głównego Inspektoratu Weterynarii oraz po wydaniu nowych decyzji.

Kamila Szałaj

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
28. październik 2026 20:02