Głos rolnikaRutkowski, Canva
StoryEditorIzby rolnicze

Dlaczego mleko tak staniało? Rolnik nie ma wątpliwości, co za tym stoi

29.06.2026., 16:00h

Janusz Morawski, podobnie jak wielu innych producentów mleka, odczuwa skutki kryzysu na rynku mleczarskim i jak przyznaje, zniesienie kwot mlecznych było błędną polityką, która rozregulowała rynek, przez co rolnicy borykają się ze spadkami cen w wyniku nadprodukcji białego surowca.

Dlaczego rynek mleka pogrążył się w kryzysie?

Na rynku mleka trwa kryzys, a małe lokalne spółdzielnie też muszą dawać sobie radę, tak jak nasza spółdzielnia Mazowsze w Chorzelach, która specjalizuje się w produkcji serów. Na rynku serów też jest zastój, ale nasza mleczarnia na szczęście sprzedaje towar na bieżąco. Za główną przyczynę kryzysu na rynku mleka i spadku cen surowca w skupie uważam nadprodukcję, która jest pokłosiem zniesienia limitów produkcji mleka tzw. kwot mlecznych. Gdyby kwotowanie utrzymano, to mielibyśmy bardziej stabilną sytuację na rynku i nie byłoby tak dużych wahań cen surowca w skupie – podkreślił Janusz Morawski.

Wypas i własne pasze sposobem na niższe koszty produkcji mleka

Hodowca nie prowadzi zbyt intensywnej produkcji, a w okresie letnim duży udział w żywieniu ma wypas prowadzony na pastwiskach położonych w pobliżu obory.

– Od wiosny nasze krowy korzystają z wypasu, a w trakcie doju dokarmiamy je kiszonką z kukurydzy oraz paszami treściwymi głównie własnej produkcji, a więc są to śruty zbożowe oraz śrutowany groch, jaki sami uprawiamy. Dokupujemy jedynie poekstrakcyjną śrutę rzepakową w celu urozmaicenia źródła białka oraz dodatki mineralno-witaminowe. Na uprawę grochu zdecydowałem się, aby mieć własne źródło białka, co pozwala nam ciąć koszty, wszak pasze białkowe są dość drogie. Wypas to też oszczędność, bo jest to oczywiście stosunkowo tania forma żywienia bydła – wyjaśnił rolnik.

WIZYTÓWKA GOSPODARSTWA:

  • Janusz Morawski ze wsi Smoleń-Poluby (pow. przasnyski, gm. Czernice Borowe) gospodaruje na 30 ha własnych i 30 ha dzierżawy.
  • Uprawia rzepak, pszenicę, kukurydzę, wykę, mieszanki zbożowe, groch, łąki i pastwiska. Utrzymuje ok. 70 sztuk bydła, w tym 36 krów, 30 jałówek i kilka opasów.
  • Mleko dostarcza do Spółdzielni Mleczarskiej Mazowsze w Chorzelach w ilości 200 tys. litrów rocznie.
  • Pełni funkcję członka Rady Powiatowej Mazowieckiej Izby Rolniczej Powiatu Przasnyskiego.

Z czego rolnik zrezygnował, aby ograniczyć wydatki?

Janusz Morawski utrzymuje bydło rasy hf, a przez 30 lat prowadził ocenę użytkowości mlecznej, z której dopiero co zrezygnował. Dlaczego?

Wzrosły znacznie koszty paliwa i nawozów w ostatnim czasie i aby nieco zmniejszyć całościowe koszty produkcji, zrezygnowałem z oceny użytkowości mlecznej, której koszty też nie są takie małe. Trzeba sobie jakoś radzić w tych trudnych czasach dla rolnictwa – powiedział Janusz Morawski.

Kiedy lepiej przeznaczyć kukurydzę na kiszonkę zamiast na ziarno?

Oprócz mleka rolnik sprzedaje rzepak i pszenicę, nieraz, ale nie zawsze, jest to też ziarno kukurydzy.

– Jeśli kukurydza jest dobrze wyrośnięta, to tylko część uprawy zbieramy na kiszonkę, a resztę na ziarno. Natomiast w poprzednim roku kukurydza nie była najlepsza, dlatego całość zebraliśmy na kiszonkę. Ponadto przy niskich cenach ziarna i stosunkowo wysokiej wilgotności ziarna, za sprawą warunków pogodowych, zbiór na ziarno był nieopłacalny. Dlatego wolałem całość zebrać na kiszonkę. Skosiliśmy kukurydzę nieco wyżej niż zazwyczaj, dzięki czemu uzyskaliśmy paszę o bardzo wysokim poziomie skrobi, czyli energii. Ta strategia pozwoliła nam również uzyskać znaczny zapas kiszonki, co może mieć znaczenie, bo obecny rok jest kapryśny, a wiosna sucha, zaś nasze gleby są dość wrażliwe na brak opadów – zaznaczył Janusz Morawski.

Dlaczego młode pokolenie nie chce przejmować gospodarstw?

Rolnik ma dwójkę dzieci w wieku szkolnym, ale żadne z nich się kształci się w kierunku rolnictwa, także ciężko będzie o kontynuację produkcji rolniczej, w tym przypadku na kolejne pokolenia, choć gospodarstwo zostało doinwestowane i doposażone w park maszynowy.

– Młodych od rolnictwa odstrasza nie tylko ciężka praca, ale też coraz niższa opłacalność i otaczająca nas biurokracja. Proszę sobie wyobrazić, że jako rolnik mam jeden numer gospodarstwa w ARiMR, drugi numer gospodarstwa w weterynarii ponieważ sam przygotowuję paszę, a teraz weterynaria wymaga od nas, abyśmy mieli trzeci numer tego samego gospodarstwa w celu obrotu zwierzętami. Jeśli takiego numeru nie wyrobię, to nie będę mógł przemieszczać zwierząt. Jest to dla mnie bezsensu, a mianowicie posiadanie trzech numerów, a załatwianie takich urzędowych spraw jest dla nas czasochłonne i uciążliwe – zakończył Janusz Morawski.

Andrzej Rutkowski

fot. arch. prywatne

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
29. czerwiec 2026 16:02