Spotkanie ws świńAhm, Fb Oopr, Canva
StoryEditorCeny świń

100 zł do każdej świni. Rolnicy przedstawili plan ratunkowy

10.07.2026., 10:30h

Hodowcy świń mówią, że nie mają już czasu na kolejne zapowiedzi. Podczas debaty z udziałem ponad 200 producentów zażądali od rządu natychmiastowego wsparcia – 100 zł do każdej sprzedanej świni oraz pomocy dla gospodarstw utrzymujących lochy. Ostrzegają, że bez szybkich decyzji kolejne fermy będą znikać z rynku.

W tej sytuacji ponad 200 hodowców trzody chlewnej z całej Polski spotkało się 9 lipca podczas internetowej debaty, aby wypracować wspólne stanowisko wobec pogłębiającego się kryzysu i przedstawić rządowi propozycje działań ratunkowych.

Spotkanie odbyło się kilka dni po rozmowach przedstawicieli producentów z ministrem rolnictwa, które – zdaniem uczestników – nie przyniosły konkretnych rozwiązań.

Hodowcy alarmowali, że obecne ceny skupu nie pokrywają kosztów produkcji, a kolejne gospodarstwa stają przed widmem likwidacji stad. Podczas wielogodzinnej dyskusji coraz częściej powtarzał się postulat, który jeszcze kilka miesięcy temu dla wielu rolników był nie do pomyślenia – państwo powinno zrekompensować producentom straty poniesione od początku kryzysu.

image
Hodowcy trzody chlewnej przed gmachem ministerstwa rolnictwa 3 lipca 2026 r.  
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Ponad 200 hodowców biło na alarm. Branża mówi: tak dalej się nie da

Ostatnie tygodnie przyniosły kolejne obniżki cen tuczników. W wielu gospodarstwach sprzedaż świń odbywa się już poniżej kosztów produkcji, a hodowcy przekonują, że sytuacja jest znacznie trudniejsza niż podczas wcześniejszych cyklicznych spadków cen.

W ich ocenie problem nie dotyczy wyłącznie koniunktury na europejskim rynku, ale również sposobu funkcjonowania krajowego rynku wieprzowiny.

To właśnie dlatego zorganizowano otwarte spotkanie online, w którym uczestniczyło ponad 200 hodowców z różnych regionów Polski. Przez kilka godzin producenci wymieniali doświadczenia, przedstawiali propozycje działań i zastanawiali się, jak przekonać rząd do szybkiej interwencji.

image
Janusz Terka, hodowca świń z powiatu piotrkowskiego
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Debatę prowadził Janusz Terka, hodowca trzody chlewnej z powiatu piotrkowskiego. Wśród najbardziej aktywnych uczestników dyskusji był również Hubert Ojdana, a głos zabierali producenci reprezentujący różne modele produkcji – od gospodarstw utrzymujących lochy po hodowców prowadzących tucz otwarty i zamknięty.

Już pierwsze minuty spotkania pokazały, że choć uczestnicy różnią się w ocenie niektórych rozwiązań, wszyscy zgodnie uznają, iż branża znalazła się w najtrudniejszym położeniu od wielu miesięcy.

Janusz Terka: „To już nie wahania cen. To równia pochyła”

Rozpoczynając spotkanie Janusz Terka przypomniał, że obecny kryzys nie pojawił się nagle. – Kryzys, jeżeli chodzi o trzodę, mamy praktycznie od listopada 2025 roku, czyli od momentu pojawienia się ASF w Hiszpanii. Rynek hiszpański ma bardzo negatywny wpływ na to, co dzieje się w Polsce – mówił.

Jak relacjonował, w ostatnich miesiącach hodowcy podejmowali kolejne próby poprawy sytuacji. Najpierw prowadzili rozmowy z największymi zakładami mięsnymi. Przez pewien czas udało się nawet powstrzymać kolejne obniżki cen, jednak negocjacje zakończyły się bez porozumienia.

Zdaniem Terki proponowane warunki współpracy były niekorzystne dla producentów, dlatego nie zdecydowali się ich zaakceptować. Wkrótce potem ceny ponownie zostały obniżone.

Kolejnym krokiem było spotkanie z ministrem rolnictwa. Również ono nie przyniosło oczekiwanego przełomu.

– Ministerstwo nie miało nam do zaproponowania żadnej oferty, która by nas w jakikolwiek sposób satysfakcjonowała – ocenił Terka.

Jak wyjaśniał, resort przedstawił przede wszystkim propozycje dotyczące ubezpieczeń dochodów oraz preferencyjnych kredytów. W opinii uczestników debaty były to jednak rozwiązania odległe i niewspółmierne do skali obecnych problemów.

Prowadzący nie ukrywał rozczarowania reakcją administracji.

– Nie mówimy o jakichś wahaniach, tylko mówimy o równi pochyłej – podkreślał, odnosząc się do pogarszającej się sytuacji producentów świń.

Świnie sprzedają ze stratą. „Każdy kilogram się sprzedaje, problemem jest cena”

Podczas spotkania przedstawiono również obraz rynku, jaki widzą sami hodowcy.

Według danych przytoczonych przez Janusza Terkę średnia cena skupu świń w Polsce wynosi obecnie około 3,60 zł/kg, natomiast przy większych dostawach osiąga około 4 zł/kg. W ocenie uczestników oznacza to sprzedaż znacznie poniżej kosztów produkcji i systematyczne pogarszanie płynności finansowej gospodarstw.

Rolnicy zwracali uwagę, że problemem nie jest brak popytu na wieprzowinę.

– Każdy kilogram wieprzowiny jest zagospodarowany i jest sprzedawany. To jest tylko kwestia ceny, a nie tego, że tego jest za dużo – przekonywał Terka.

Zdaniem uczestników spotkania ciężar obecnego kryzysu został w największym stopniu przerzucony właśnie na producentów świń, podczas gdy kolejne ogniwa łańcucha dostaw nadal zachowują swoje marże.

100 zł do każdej świni? Hodowcy przedstawili własny plan ratunkowy

Najważniejszym punktem debaty była dyskusja nad wspólnym stanowiskiem wobec propozycji ministerstwa rolnictwa.

Jeszcze kilka tygodni temu większość producentów podkreślała, że oczekuje przede wszystkim działań stabilizujących rynek. Dziś coraz więcej z nich uważa jednak, że bez bezpośredniego wsparcia finansowego wiele gospodarstw nie przetrwa najbliższych miesięcy.

Janusz Terka zaproponował, aby państwo wypłaciło producentom 100 zł do każdej sprzedanej świni od początku kryzysu, czyli od listopada 2025 r. oraz uruchomiło dodatkowe wsparcie dla gospodarstw utrzymujących lochy.

– To nie są dopłaty. To jest wyrównanie strat – podkreślał.

Jednocześnie apelował o jedność środowiska. Jego zdaniem pomoc powinna objąć wszystkich producentów, niezależnie od tego, czy prowadzą cykl zamknięty czy otwarty.

– Jeżeli nie wystąpimy jako branża mówiąca jednym głosem, zapomnimy o tym, że rolnicy dostaną jakąkolwiek pomoc rządową – przekonywał.

image
Hubert Ojdana, rolnik z powiatu hajnowskiego w woj. podlaskim 
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Hubert Ojdana: „To już nie dołek. To jest krater”

Jednym z najbardziej emocjonalnych wystąpień podczas spotkania była wypowiedź Huberta Ojdany, hodowcy z powiatu hajnowskiego, który nie krył rozczarowania dotychczasowymi działaniami resortu rolnictwa.

– To nie jest dołek, to jest krater, a w tym kraterze jeszcze są dodatkowo dołki – mówił, obrazując skalę problemów, z jakimi mierzą się dziś producenci świń.

Jego zdaniem pomoc nie może zostać odłożona na kolejne miesiące. – 100 zł do tuczników oraz dopłata do sprzedanych warchlaków – natychmiast, na już, na ten tydzień, nie za miesiąc – apelował.

Hubert Ojdana podkreślał również, że jeśli rząd nadal będzie zwlekał z decyzjami, środowisko powinno rozważyć bardziej zdecydowane formy protestu. W jego ocenie ministerstwo dysponuje instrumentami pozwalającymi zareagować natychmiast, jednak dotychczas z nich nie skorzystało.

To właśnie po tej wypowiedzi dyskusja weszła w najbardziej merytoryczną fazę. Kolejni uczestnicy zaczęli zastanawiać się nie tylko nad wysokością pomocy, ale przede wszystkim nad tym, komu i na jakich zasadach powinna zostać przyznana.

Kto powinien dostać pomoc? O to wybuchła największa dyskusja

Choć uczestnicy spotkania zgodzili się, że sytuacja wymaga natychmiastowej interwencji państwa, ożywioną dyskusję wywołało pytanie, w jaki sposób ewentualna pomoc powinna zostać podzielona.

Pierwsze wątpliwości zgłosiła Ewa Kucharska. Jej zdaniem samo wskazanie dopłat do sprzedanych tuczników i loch nie rozwiązuje problemu.

Dlaczego nie miałaby być dopłata do sprzedanych warchlaków? – pytała, zwracając uwagę na trudności związane z ustaleniem liczby loch w gospodarstwach oraz konieczność stworzenia prostego i przejrzystego systemu wsparcia.

Rolniczka odniosła się również do propozycji przedstawionej wcześniej przez resort rolnictwa. – To jest pomoc sektorowi bankowemu, a nie rolnikom – mówiła o preferencyjnych kredytach, argumentując, że producent i tak musi później spłacić pożyczone pieniądze, podczas gdy problemem pozostaje sprzedaż świń poniżej kosztów produkcji.

Jej wypowiedź spotkała się z dużym poparciem uczestników spotkania. Wielu hodowców podkreślało, że w obecnej sytuacji kredyty nie rozwiązują problemu, lecz jedynie odsuwają go w czasie.

Doraźna pomoc czy naprawa rynku?

Choć większość uczestników popierała pomysł rekompensat, część rolników zwracała uwagę, że nie można ograniczyć się wyłącznie do jednorazowych dopłat.

Adam Kręzel przekonywał, że obecny kryzys powinien stać się impulsem do głębszej dyskusji o funkcjonowaniu całego rynku.

– Może warto byłoby się zastanowić, jakie rozwiązania wypracować, aby ten rynek uzdrowić. Pytanie nie brzmi tylko: zróbmy dopłaty. Pytanie brzmi: co dalej? – mówił.

Nie wszyscy jednak podzielali ten pogląd. Ewa Kucharska przypominała, że o rozwiązaniach systemowych można rozmawiać później, natomiast dziś gospodarstwa potrzebują przede wszystkim natychmiastowej pomocy.

– W tej chwili potrzebujemy prostego i szybkiego rozwiązania – podkreślała.

Ta wymiana zdań dobrze pokazała nastroje panujące podczas debaty. Uczestnicy byli zgodni co do diagnozy problemu, ale różnili się w ocenie działań, które powinny zostać podjęte w pierwszej kolejności.

Tucz kontraktowy znów pod lupą. Rolnicy ostrzegają przed błędami

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów okazał się tucz kontraktowy. Wielu uczestników obawiało się, że źle zaprojektowany program pomocowy mógłby w praktyce bardziej wesprzeć duże firmy organizujące produkcję niż niezależnych hodowców.

Padały propozycje, aby przy konstruowaniu programu wykorzystać dane dotyczące pochodzenia zwierząt, dokumenty zakupu pasz i warchlaków czy faktury sprzedaży tuczników. Część rolników wskazywała również, że wsparcie powinno obejmować przede wszystkim zwierzęta wyprodukowane w Polsce, tak aby publiczne środki nie trafiały pośrednio do zagranicznych systemów produkcji.

Janusz Terka apelował jednak, aby na tym etapie nie dzielić środowiska.

Jak przekonywał, szczegółowe rozwiązania powinny zostać wypracowane przez administrację państwową, natomiast zadaniem hodowców jest przedstawienie wspólnego stanowiska i przekonanie rządu, że pomoc jest konieczna.

„Jeśli zniknie trzoda, ucierpią także producenci zbóż”

Podczas debaty wielokrotnie podkreślano, że skutki obecnego kryzysu wykraczają daleko poza sektor produkcji świń.

Jakub Palczak zwrócił uwagę, że ograniczenie krajowej hodowli będzie miało bezpośredni wpływ na producentów zbóż. – Jeśli trzoda się w Polsce skończy, to zboże nikomu nie będzie potrzebne. Jedna gałąź pociągnie za sobą drugą – ostrzegał.

Podobne stanowisko prezentowali również inni uczestnicy spotkania. Zwracali uwagę, że zmniejszenie pogłowia świń oznacza nie tylko mniejszy popyt na zboża, ale również problemy dla producentów pasz, firm weterynaryjnych, dostawców wyposażenia budynków inwentarskich oraz wielu przedsiębiorstw współpracujących z rolnictwem.

Import świń i wieprzowiny. Hodowcy chcą pełnej jawności

Jednym z najczęściej powracających tematów był również import żywych świń i wieprzowiny.

Część uczestników przekonywała, że rynek powinien być znacznie bardziej przejrzysty. Proponowano publikowanie cotygodniowych raportów pokazujących, ile żywych świń i mięsa trafia do Polski oraz z jakich krajów pochodzą dostawy.

Zdaniem hodowców dopiero pełna transparentność pozwoliłaby rzetelnie ocenić wpływ importu na krajowe ceny i ograniczyć spekulacje dotyczące sytuacji rynkowej.

W dyskusji wielokrotnie wracał również wątek importu z Hiszpanii, który – zdaniem wielu uczestników – dodatkowo pogłębia presję cenową na krajowym rynku. Był to jeden z argumentów powtarzających się zarówno podczas spotkania online, jak i wcześniejszych rozmów hodowców z przedstawicielami ministerstwa rolnictwa.

"To nie jest tylko problem producentów świń"

Jednym z ciekawszych głosów był głos producenta warzyw z Kujaw, który – mimo że sam nie zajmuje się hodowlą trzody chlewnej – zdecydował się wziąć udział w spotkaniu.

– Nie prośmy o żadne dopłaty. To nic nie zmienia. To jest kroplówka. Powalczmy o rozwiązanie, które będzie gwarantowało spokojny byt i rozwój – apelował.

Jego wystąpienie pokazało, że problemy producentów świń są dostrzegane również przez przedstawicieli innych sektorów rolnictwa. Wielu uczestników podkreślało, że podobne trudności dotyczą dziś także producentów mleka, warzyw czy zbóż, a obecny kryzys jest kolejnym sygnałem świadczącym o pogarszającej się sytuacji ekonomicznej gospodarstw.

Hodowcy stawiają rządowi ultimatum. Jeśli nie będzie pomocy, wrócą protesty

Po kilku godzinach dyskusji uczestnicy zgodzili się co do jednego – potrzebne jest wspólne stanowisko całego środowiska i dalsze rozmowy z ministerstwem rolnictwa. Jednocześnie nie brakowało głosów, że jeśli postulaty hodowców ponownie zostaną zignorowane, konieczne będą bardziej zdecydowane działania, w tym protesty.

Internetowa debata pokazała przede wszystkim rosnącą determinację producentów świń.  

Czy rząd zdecyduje się na nadzwyczajne wsparcie dla producentów trzody chlewnej, okaże się w najbliższych tygodniach. Jedno jest jednak pewne – spotkanie z udziałem ponad 200 hodowców pokazało, że branża, mimo różnic dotyczących szczegółowych rozwiązań, jest zdeterminowana, aby wspólnie walczyć o przyszłość krajowej produkcji wieprzowiny.

Krzysztof Zacharuk

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
10. lipiec 2026 10:53