Rolnicy walczą, żeby nie dopłacać do każdej świni. ”Nie już o zysk”M. Balcerzak
StoryEditorgłos rolnika

„Co mam dziś produkować, żeby normalnie żyć?” Rolnik pyta ministra

09.07.2026., 18:00h

Ceny świń znów runęły. Jeszcze kilka lat temu hodowcy planowali inwestycje i rozwój. Dziś walczą o to, by nie dopłacać do produkcji. – Co mam produkować, żeby normalnie żyć? – pyta ministra rolnik spod Tucholi.

Hodowca: "Nie chodzi już o to, żeby dużo zarobić. Chodzi o to, żeby nie dopłacać do produkcji"

Jeszcze kilka lat temu producent trzody chlewnej, mimo trudnych okresów, mógł planować przyszłość. Były lepsze i gorsze ceny, ale po dobrej sprzedaży można było odłożyć pieniądze, spłacić zobowiązania i pomyśleć o inwestycjach.

Dzisiaj wielu hodowców mówi już nie o rozwoju, ale o przetrwaniu.

– Nie chodzi już o to, żeby dużo zarobić. Chodzi o to, żeby nie dopłacać do produkcji – mówi Mariusz Balcerzak, producent trzody chlewnej z gminy Gostycyn, w powiecie tucholskim woj. kujawsko-pomorskiego.

Jak podkreśla, obecna sytuacja hodowców jest wyjątkowo trudna.

– Człowiek cały czas myśli: może za tydzień cena się odbije, może będzie lepiej. Ale przychodzi kolejny tydzień i gospodarstwa są coraz bardziej pogrążone.

Jego zdaniem problem nie dotyczy tylko jednej ceny skupu. To cały system, w którym koszty rosną szybciej niż możliwości zarobku.

9 zł za kilogram było możliwe. Dzisiaj rolnik walczy o przetrwanie

Pan Mariusz pamięta czasy, gdy rynek trzody wyglądał zupełnie inaczej.

– Trzy, cztery lata temu były momenty, że tuczniki sprzedawałem nawet po 9 złotych za kilogram  – przypomina.

Nie oznacza to jednak, że taka cena była stałym standardem.

– Średnio było 7, 8, czasem 5 złotych. Ale człowiek wtedy mógł coś zrobić. Mógł zarobić, mógł zainwestować, poprawić gospodarstwo – dodaje.

Dzisiaj, jak mówi, problemem nie jest brak rekordowych zysków. Problemem jest brak bezpieczeństwa.

– Te 7,5–8 złotych za kilogram byłoby ceną, przy której można byłoby normalnie funkcjonować. Nie chodzi o wielkie pieniądze. Chodzi o to, żeby człowiek nie dokładał – stwierdza.

Cena sprzedaży to nie jest zarobek producenta trzody 

W dyskusji o cenach trzody nie można pomijać najważniejszej rzeczy - pełnych kosztów produkcji.

Ludzie patrzą: rolnik dostał tyle i tyle za kilogram. Ale nikt nie patrzy, ile wcześniej trzeba było wydać – podkreśla Balcerzak.

A tych wydatków jest coraz więcej. Producent wymienia paszę, energię, weterynarię, w tym szczepienia, utrzymanie budynków, kredyty, inwestycje.

– Ja liczyłem koszty bez mojej pracy. Bo na koniec i tak wychodzi, że tej swojej pracy praktycznie nie ma za co policzyć – zauważa.

Nawet własne zboże nie gwarantuje opłacalności

Jednym z argumentów często pojawiających się w rozmowach o trzodzie jest możliwość ograniczenia kosztów poprzez produkcję własnej paszy. Pan Mariusz właśnie tak prowadzi gospodarstwo.

Świnie karmię własnym zbożem – mówi.

I zaraz dodaje, że: – Jeżeli gospodarstwo, które ma własne zboże, ma problemy z opłacalnością, to co mają powiedzieć ci, którzy muszą wszystko kupować? 

Dobrostan pomaga, ale nie rozwiązuje problemu

Pan Mariusz korzysta z dopłat dobrostanowych. 

– Mam świnie na ściółce. Korzystam z tego programu – oznajmia.

Jednocześnie podkreśla, że dopłaty nie mogą zastąpić normalnego rynku.

– To pomaga, ale nie sprawia, że nagle produkcja zaczyna się opłacać - podkreśla.

W jego ocenie rolnicy potrzebują przede wszystkim stabilności.

– Człowiek musi wiedzieć, że jak inwestuje pieniądze, to ma szansę je odzyskać. Ten brak pewności na rynku sprawia też, że wielu hodowców boi się inwestować – zaznacza.

Rolnicy z niepokojem patrzą na Niemcy, bo kolejne spadki cen trzody uderzają w gospodarstwa

Hodowcy trzody chlewnej z uwagą obserwują sytuację na europejskim rynku, szczególnie w Niemczech, gdzie kolejne zmiany cen szybko przekładają się na polskie realia.

Mariusz Balcerzak nie ukrywa obaw, że dalsze obniżki mogą być ciosem dla wielu gospodarstw, które już teraz walczą o utrzymanie opłacalności. 

Jego obawy szybko znalazły potwierdzenie – po spadku notowań niemieckiej giełdy VEZG o 10 eurocentów polskie ubojnie również obniżyły stawki skupu. Na 9 lipca ceny tuczników w wadze żywej wynosiły od 3,50 do 4,60 zł/kg, a za świnie w klasie E płacono 5,30–5,50 zł/kg.

Producent podkreśla, że problemem nie jest już tylko jeden trudny miesiąc, ale pytanie, ilu hodowców wytrzyma kolejne lata presji cenowej.

To już jest naprawdę rozkładanie gospodarstw do maksimum – komentuje Balcerzak.

Rolnik: „Produkujemy żywność, a jesteśmy pod kreską”

Dla gospodarza największym paradoksem jest to, że rolnicy wykonują pracę niezwykle ważną społecznie, ale coraz częściej nie mogą utrzymać się z własnej produkcji.

My produkujemy żywność. To jest normalna firma. Tylko że my odpowiadamy za wszystko: za zwierzęta, za jakość, za bezpieczeństwo – wylicza.

Dlatego wielu producentów kończy działalność.

Jeżeli cały czas będziemy dokładać, to kolejni hodowcy będą rezygnować – ocenia.

Pytanie do ministra rolnictwa: jaka gałąź daje dziś przyszłość?

Zdaniem hodowcy problem trzody chlewnej jest częścią większego kryzysu. Młodzi ludzie patrzą na gospodarstwa swoich rodziców i widzą stres, ryzyko oraz brak stabilności. Dlatego najważniejsze pytanie, jakie chciałby zadać ministrowi rolnictwa, brzmi:

– Która gałąź polskiego rolnictwa jest dzisiaj taką, w którą człowiek może wejść i mieć pewność, że będzie mógł normalnie żyć? – pyta.

Bo jeśli rolnik nie będzie mógł zarobić na produkcji żywności, problemem nie będzie już tylko cena tucznika. Problemem będzie to, kto tę żywność będzie w Polsce produkował.

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
09. lipiec 2026 18:02