„Położą nam bydło i drób”. Rolnicy z Opolszczyzny ostrzegają
Protest rolników w Warszawie 9 stycznia miał silną reprezentację z województwa opolskiego. Na rogatkach stolicy stanęło 40 ciągników z tego regionu. A do samej Warszawy przyjechał także autobus rolników z powiatu namysłowskiego. Główny postulat? Zatrzymanie umowy handlowej UE–Mercosur.
Mercosur to cios w dwie kluczowe branże
Jak podkreśla w rozmowie z nami Łukasz Smolarczyk, wiceprezes Izby Rolniczej w Opolu, decyzje zapadające w Brukseli mogą mieć dla polskiego rolnictwa długofalowe i dramatyczne skutki.
– Pierwszy postulat to Mercosur. Są też inne, jak Zielony Ład czy umowa z Ukrainą, ale to Mercosur jest teraz kluczowy. Te decyzje wpłyną na przyszłość ogromnie. Położymy bardzo strategiczne dwie branże – mówi.
Chodzi o wołowinę i drób. To właśnie te dwa sektory, dziś będące jeszcze filarem opłacalności wielu gospodarstw jako pierwsze odczują skutki napływu taniej żywności spoza Unii.
– Umową Mercosur położymy branżę wołowiny i branżę drobiu. To są fundamentalne branże dla polskiego rolnictwa. Zapewniają skarmianie zboża paszowego i były w ostatnich latach jednymi z najbardziej rentownych – podkreśla wiceprezes Izby.
„Rolnik nie ma już z czego żyć”
Rolnicy z Opolszczyzny alarmują, że lista nierentownych sektorów rolnictwa systematycznie się wydłuża.
– Coraz więcej branż jest nierentownych. Burak cukrowy jest nierentowny głównie przez import cukru z Ukrainy. Trzoda jest nierentowna, zboża nierentowne, oleiste nierentowne – wylicza Smolarczyk.
– Jeżeli do tego dojdzie jeszcze mleko, drób i wołowina, to nie będziemy mieli żadnego źródła dochodu. To już nie jest zwykły protest, to jest krzyk rozpaczy – dodaje.
„Hipokryzja Unii Europejskiej”
Rolnicy zwracają uwagę na podwójne standardy stosowane przez Unię Europejską.
– Na nas nakłada się elektroniczne rejestry środków ochrony roślin, ewidencje, normy dobrostanowe i środowiskowe. Tymczasem w krajach Mercosuru czy na Ukrainie nie ma żadnych norm dobrostanowych i środowiskowych. Tam mogą pryskać czym chcą, często środkami wycofanymi w Unii 30–40 lat temu – mówi Smolarczyk.
Jego zdaniem to dowód na głęboką sprzeczność w unijnej polityce.
– To pokazuje hipokryzję Unii Europejskiej. Nie potrafię znaleźć innego słowa. Jako rolnicy jesteśmy zwolennikami Unii, ale dziś coraz trudniej nam zobaczyć dla niej ratunek. To, co robią europejscy politycy, wykańcza nie tylko rolnictwo, ale i całą gospodarkę – podsumowuje.
Kamila Szałaj
