Mercosur albo Zielony Ład: Czas na trudny wybór
Unia Europejska ma dziś szansę, jakiej wcześniej nie było. Umowa o wolnym handlu z krajami Mercosur to doskonała okazja do porzucenia Zielonego Ładu wraz z przyległościami. Skoro Komisja Europejska dobiła targu z Brazylią, Argentyną, Paragwajem i Urugwajem, to może wreszcie dogada się z własnymi rolnikami. Rezygnacja z Zielonego Ładu w zamian za ratyfikację umowy z Ameryką Południową. Nie wiązałbym wielkich nadziei ze skierowaniem umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE. Stanowisko niemieckiego rządu jest jednoznaczne – bez względu na to co TSUE wymyśli, umowa i tak musi wejść w życie, bo sytuacja geopolityczna tego wymaga.
Co nas zatem czeka? Między bajki można wsadzić opowieści o drobiazgowych kontrolach przyjeżdżającej do nas zza oceanu żywności. Tam stosują 4–5 razy więcej pestycydów niż w Europie i czy dziś ktoś neguje jakość brazylijskiej śruty sojowej i soi? Oczywiście, że nie! A rocznie sprowadzamy kilkadziesiąt milionów ton tych surowców. Tak będzie z resztą towarów, raz uchylonej furtki nie domkniemy.
Koniec złudzeń o powrocie na stare rynki
Rzeczywiście przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Zmiana układu sił na świecie pociągnie za sobą zmiany w Europie i w Polsce, a my świata nie zmienimy, będziemy musieli się dostosować. Umowną datą, kiedy te procesy przyspieszyły był 2014 r., kiedy Rosja po raz pierwszy zaatakowała Ukrainę. Rosyjskie wojsko zestrzeliło malezyjski samolot i rozpoczął się ciąg zdarzeń, których konsekwencje ponosimy do dzisiaj. Najpierw embargo na import żywności z UE do Rosji spowodowało głęboki kryzys w unijnym rolnictwie, zwłaszcza w mleczarstwie. Nie łudźmy się, że kiedykolwiek wrócimy na tamten rynek sprzedając tyle co przed 2014 r. Rosjanie zainwestowali miliardy w produkcję mleka, świń, warzyw i owoców, które wcześniej importowali z Zachodu. Dziś już nawet eksportują mleko w proszku i wieprzowinę.
Równolegle swoją pozycję na świecie zaczęli wzmacniać Chińczycy. Tak ze 25–30 lat temu tzw. chińszczyzna oznaczała plastikowe barachło, które rozpadało się, kiedy człowiek wziął je do ręki. Dziś importujemy z Chin samochody, ciągniki, ładowarki a w Brukseli mówią o ściąganiu chińskich inwestycji do Europy, bo dzięki temu dostaniemy dostęp do ich technologii. Chiny to także największy na świecie importer żywności. Dobrze wiedzą, kiedy i jak uderzyć, żeby Unię zabolało. Kiedy Bruksela wprowadziła cła na samochody elektryczne z Chin, Pekin rozpoczął postępowania antydumpingowe. Jak przyszła pora, to bez skrupułów wprowadził cła na wieprzowinę. A z cłami na mleko czekał aż na europejskim rynku na dobre rozkręci się kryzys.
Żywność jako nowa broń w globalnej zimnej wojnie
Do całego tego bałaganu przed rokiem wskoczył Donald Trump, który bez żadnych ceregieli wzmacnia pozycję Stanów Zjednoczonych w globalnej rozgrywce. Robi to zarówno kosztem wrogów, jak i sprzymierzeńców (cła na żywność z Europy). W tej nowej zimnej wojnie śmiercionośna broń – czołgi, bombowce i rakiety – jest ważna, ale handel i gospodarka są jeszcze ważniejsze. Żywność w hierarchii celów znajduje się zaraz za paliwami i tzw. pierwiastkami ziem rzadkich. Dziś nie chodzi o to, kto na kogo więcej bomb zrzuci, ale o to, kto na kim więcej zarobi. Właśnie dlatego musimy w Polsce i w Europie zadbać o większą konkurencyjność nie tylko producentów samochodów i samolotów, ale także żywności, bo to ograniczenia jej importu są pierwszym orężem, po które sięgają obce rządy w starciu z Unią Europejską.
Hamulec europejskiej gospodarki
Nie poprawimy naszej konkurencyjności brnąc dalej w Zielony Ład, raportowanie celów klimatycznych i równości płci w rolnictwie. Nie będziemy konkurencyjni mając najdroższą na kuli ziemskiej energię, która wraz z rozwojem jej odnawialnych źródeł stanie się jeszcze droższa. Tu potrzeba polityki przemysłowej, która zapewni tanią energię producentom i przetwórcom żywności funkcjonującym dziś przy minimalnej rentowności. Po co pompować wyniki państwowych spółek zajmujących się dystrybucją energii zwiększając w ten sposób koszty produkcji żywności i napędzając inflację. Jeśli w ten sposób doprowadzimy do upadku tej produkcji, to i tak żywność będziemy mieli jedną z najdroższych na świecie, bo przyjedzie ona spoza Unii.
Europa obciążona kosztami tworzonymi przez unijną biurokrację jest dziś jak bokser, który sam sobie przywiązał jedną rękę na plecach. A reszta świata bije dwoma rękami, nogami i kamieniami. W takiej konkurencji nie mamy żadnych szans, czeka nas nokaut w pierwszej rundzie. Europa, która kiedyś skolonizowała cały niemal świat, sama stanie się amerykańsko-chińską kolonią. Chińczycy będą nam sprzedawać przysłowiowe kolorowe paciorki, a Ameryka (także ta z Mercosur) nas nakarmi. Ale czy o taką sprawiedliwość dziejową chodzi? Na pewno nie Polsce.
* * *
Szanowne Czytelniczki i Czytelnicy, 13 lat temu do domu Ojca odszedł Wiesław Nogal, współtwórca, wraz z Krzysztofem Wróblewskim, „Poradnika Rolniczego” oraz „Tygodnika Poradnika Rolniczego”. Los tak sprawił, że nie zobaczył pierwszego numeru naszej gazety. Cześć jego pamięci!
