Wojciechowski ostro o „rolniku aktywnym”. „Będą kilogramy papierów, nie praca w polu”
Od najbliższej kampanii dopłat bezpośrednich pieniądze mają trafiać tylko do rolników aktywnych zawodowo. W teorii ma to wyeliminować „pseudo-rolników”. Ale w praktyce, zdaniem Janusza Wojciechowskiego, byłego komisarza rolnictwa, uderzy w setki tysięcy gospodarstw w Polsce.
- Ustawa o rolniku aktywnym to dla rolników kilogramy biurokracji. Gromadzenie papierów - to będzie teraz najważniejsza rolnicza aktywność. Będzie płacz i zgrzytanie zębów... - ocenia były komisarz.
Wojciechowski nie zostawia na nowych przepisach suchej nitki. W obszernej opinii, napisanej razem z Grzegorzem Wojciechowskim, skierowanej do prezydenta Karola Nawrockiego, apeluje, by ustawy nie podpisywał.
„Biurokracja plus, rolnictwo minus”
Zdaniem Wojciechowskiego uchwalona ustawa to przykład dokładania rolnikom papierologii zamiast realnego wsparcia. - Biurokracja plus, rolnictwo minus – tak można najkrócej podsumować uchwaloną ustawę - podkreśla.
Jego zdaniem nowe przepisy mogą doprowadzić do zniszczenia setek tysięcy małych i średnich gospodarstw rodzinnych, które nie poradzą sobie z udowadnianiem „aktywności” według urzędniczych kryteriów.
Koniec spokoju dla najmniejszych gospodarstw
Jednym z najważniejszych punktów krytyki jest likwidacja progu 5 tys. euro. Do tej pory rolnicy mieszczący się w tym limicie byli automatycznie uznawani za aktywnych, nie musieli niczego dokumentować i otrzymywali dopłaty. Teraz to się zmienia.
Wojciechowski przypomina, że poniżej 5 tys. euro dopłat mieści się około 88 proc. polskich rolników – głównie właściciele małych i średnich gospodarstw, często dwuzawodowych.
- Dziś te gospodarstwa są wolne od biurokracji. Ustawa przewiduje wtłoczenie ich w trudne i biurokratyczne procedury związane z udowodnieniem aktywności - pisze.
Papier zamiast pracy w polu
Nowa definicja rolnika aktywnego opiera się na kosztach i przychodach, które rolnik ma wykazać i udokumentować. Faktury, rachunki, zestawienia to wszystko ma trafić do systemu, bo za aktywnego rolnika uznani zostaną gospodarze, którzy na każdy hektar użytków rolnych wykażą co najmniej 500 zł kosztów bezpośrednich albo 370 zł przychodu ze sprzedaży produktów rolnych.
Zdaniem Wojciechowskiego to nie jest walka z „fikcyjnymi rolnikami”, tylko produkcja dokumentów.
- Rolnicy zostaną zmuszeni do gromadzenia i przechowywania wielu dokumentów związanych z przychodami i kosztami produkcji w gospodarstwie - podkreśla i dodaje, że zamiast zapowiadanej deregulacji mamy ustawę, która biurokracji ewidentnie dokłada.
Aktywny rolnik. Wojciechowski: to bełkot prawniczy
W opinii bardzo mocno wybrzmiewa też zarzut dotyczący konstrukcji przepisów. Wojciechowski nie owija w bawełnę i część zapisów określa jako nieprzejrzyste i niezrozumiałe.
Jako przykład Wojciechowski podaje przepis przejściowy na 2026 r. Zgodnie z nim w 2026 roku rolnicy, którzy w 2025 r. otrzymali płatności bezpośrednie w wysokości nieprzekraczającej 1125 euro, nie będą zobowiązani do dokumentowania kosztów ani przychodów, aby otrzymać dopłaty. Jego zdaniem przepis jest jednak skonstruowany w tak skomplikowany sposób, że trudno jednoznacznie ustalić, kto i na jakich zasadach będzie mógł z tego odstępstwa skorzystać.
„Powstaje pole do dowolnych interpretacji urzędniczych, co może prowadzić do wielu krzywd”.
Według niego „pseudo-rolnicy” poradzą sobie z nowymi zasadami, natomiast pierwsi wylecą z systemu właściciele niewielkich gospodarstw.
Minister zdecyduje, kto jest aktywnym rolnikiem
Kolejny punkt zapalny to zdaniem Wojciechowskiego ogromne uprawnienia ministra rolnictwa. To w rozporządzeniu ma zostać określone, jakie koszty i przychody są „odpowiednie do wielkości gospodarstwa”.
Wojciechowski ostrzega, że w praktyce oznacza to, iż nie ustawa, a minister zdecyduje, kto dostanie dopłaty, a kto z nich wypadnie
- Swoboda, a w istocie dowolność ministra może być wykorzystana do eliminacji małych i średnich gospodarstw rodzinnych - podkreśla były komisarz.
Wojciechowski: to antyrolniczy charakter ustawy
Autorzy opinii zwracają uwagę na jeszcze jeden szczegół. Minister ma obowiązek „zabezpieczenia przed nieuzasadnionym przyznaniem pomocy”, ale nie ma obowiązku zabezpieczenia rolników przed nieuzasadnioną odmową.
- Ta jednostronność wskazuje na antyrolniczy charakter ustaw - zaznacza.
Oligarchizacja rolnictwa?
Wojciechowski łączy nowe przepisy z wcześniejszymi zapowiedziami politycznymi dotyczącymi kierowania wyższych dopłat do aktywnych rolników. Jego zdaniem taki kierunek oznacza wypychanie z systemu ogromnej liczby małych i średnich gospodarstw i koncentrację wsparcia w rękach 1–2 proc. największych.
- Jest to koncepcja bardzo niebezpieczna, prowadząca do oligarchizacji rolnictwa polskiego - ocenia.
Wojciechoski apleuje do Prezydenta: nie podpisywać
W podsumowaniu Wojciechowski nie zostawia wątpliwości. Jego zdaniem ustawa jest zła, niebezpieczna i uderza w fundament polskiej wsi. Dlatego apeluje do prezydenta o odmowę podpisania ustawy.
Kamila Szałaj
