Diesel po 9 zł zje zyski ze zbóż i mleka
Drożeją zboża, mleczarnie zaczęły podnosić ceny skupu mleka. Nic tylko się cieszyć. A jednak rolnicy mogą na tym nie skorzystać. Tydzień temu pisałem o wzroście cen skupu mleka, od kilku tygodni w tej rubryce powraca temat suszy w Europie Zachodniej. To wszystko napędza ceny ziarna, jak i mleka (brak paszy). Niestety, są na świecie zdarzenia, które mogą sprawić, że na drożejącym zbożu i mleku rolnicy zyskają znacznie mniej niż by mogli. A chodzi o koszty paliwa, energii, gazu, a co za tym idzie, także nawozów.
Ajatollahowie z Iranu okazali się znacznie odporniejsi niż przewidywali Amerykanie. Kilkudniowa specjalna operacja wojskowa zamieniła się w konflikt, którego końca nie widać. Skąd my to znamy? Głównym efektem tej wojny jest wzrost cen ropy naftowej, która kosztuje teraz mniej więcej 100 dolarów za baryłkę. Przy tej cenie, za litr oleju napędowego na stacjach paliw płacimy niemal 9 zł.
Pamiętacie państwo pewnego polityka, który przekonywał, że litr diesla powinien kosztować tyle co litr mleka?
Co ciekawe, cena ropy nie pobiła swojego historycznego rekordu, który padł w drugiej połowie czerwca 2008 r. Wówczas za baryłkę trzeba było zapłacić 144 dolary. Tylko że wtedy olej napędowy kosztował na stacjach 4,7 zł/l, czyli mniej więcej połowę tego co teraz. No dobrze, ktoś powie, że dolar był po 2 złote, czyli za baryłkę wychodziło 296 zł, ale dziś przy kursie 3,7 zł/dolara baryłka ropy kosztuje 370 zł, czyli 26% więcej, a cena detaliczna diesla niemal podwoiła się. Czyli ktoś nas tu robi w konia.
Orlen, największy polski przetwórca ropy, który dyktuje warunki na polskim rynku należy do państwa. Rząd ma wszelkie narzędzia w ręku, aby obniżyć ceny paliw na polskim rynku. Może to zrobić, tak jak dotychczas, czyli obniżając podatki. Może też wywrzeć nacisk na Orlen, czego byliśmy już świadkami. Pamiętacie benzynę po 4,99 zł/l przed wyborami parlamentarnymi w 2011 roku, kiedy rządził obecny premier? Szkoda, że wybory będą dopiero za rok.
Drogi bak ciągnika nakręca spiralę kosztów
Olej napędowy jest ważny nie tylko dla rolników, diesel płynie także w żyłach całej gospodarki. Drogie paliwa to drogi transport i wzrost cen nie tylko żywności, a więc także inflacji, wyższe odsetki od kredytów itd. Na to wszystko nakładają się rosnące ceny gazu, który kosztuje dziś dwa razy więcej niż przed rokiem i ma to ogromny wpływ na ceny nawozów, kondycję zakładów przetwórczych i opłacalność ich produkcji.
Rolą rządu jest stworzenie zarówno rolnikom, jak i przetwórcom takich warunków, aby mogli przynajmniej zapewnić wyżywienie niespełna 38 milionom Polaków. Zdawanie się na tzw. niewidzialną rękę rynku może skończyć się tak jak w Wielkiej Brytanii, która produkuje tylko 55% potrzebnej jej żywności, a przecież przeciętne gospodarstwo rolne ma tam 80 hektarów, a średni producent mleka dostarcza 2,5 mln litrów surowca rocznie. Mimo takiej struktury brytyjscy rolnicy nie potrafią wyżywić nawet swoich rodaków.
Duży areał nie gwarantuje bezpieczeństwa żywnościowego
W Polsce też tak było, kiedy w drugiej połowie lat 90. nie potrafiliśmy wyprodukować nawet potrzebnego do wyżywienia Polaków zboża i trzeba było pszenicę sprowadzać ze Stanów Zjednoczonych. Ale wówczas średnia powierzchnia gospodarstwa wynosiła ok. 8 ha, czyli dziesięć razy mniej niż teraz w Wielkiej Brytanii. To także dowód na to, że koncentracja, tworzenie większych i wydajniejszych gospodarstw nie zawsze gwarantuje sukces.
Na szczęście wysiłek rolników i przetwórców sprawił, że dziś jesteśmy dużym eksporterem żywności. Nic jednak nie jest dane raz na zawsze. Np. Węgry też kiedyś były dużym eksporterem. Gdy Polska importowała ziarna za 500 mln dolarów rocznie oni eksportowali żywności za 1 mld dolarów. Jednak błędy przy prywatyzacji przemysłu spożywczego sprawiły, że dziś są wyłącznie producentem prostych surowców: pszenicy, kukurydzy i słonecznika, a w tym roku susza odebrała im nawet to. Z 800 tys. ha obsianych kukurydzą żniwa nie odbędą się na 200 tys. ha, bo nie ma tam czego zbierać. To także jest wyzwanie dla rządzących – jak przygotować się na takie klęski.
Dopłata do paliwa tańsza niż oddłużanie gospodarstw
Najprostsza metoda to wzmocnić własnych rolników tak, żeby jeden gorszy rok nie sprawił, że na ich podwórkach pojawią się komornicy. Nad tym trzeba jednak pracować latami, reagować na gorszą koniunkturę, niespodziewany wzrost cen środków produkcji, jak w ciągu minionego pół roku, kiedy na skutek awantury z Iranem podrożała ropa, gaz i nawozy. Chodzi o to, że taniej dziś dać rolnikom dopłatę po 2 zł do litra paliwa, zamiast w przyszłości oddłużać ich gospodarstwa obciążone wielomilionowymi zaległościami.
Paweł Kuroczycki
fot. AHM
