Paweł Kuroczycki, redaktor naczelny TPR, komentuje najnowsze doniesienia z branży rolniczejFot. Ahm
StoryEditorkomentarz naczelnego

Zielony Ład gorszy niż wojna. Rolnicy zapłacą ogromną cenę

04.04.2026., 17:00h
Paweł KuroczyckiPaweł Kuroczycki

Zadziwiające rekordy zakupowe ukraińskich farmerów w cieniu wojny, unijne regulacje groźniejsze niż rakiety oraz widmo blokady morskiej. Czy historyczne sojusze pomogą nam dziś na rynku mleka i dlaczego czas przy KPO gra przeciwko rolnikom?

W lutym nie wspominałem na łamach „Tygodnika Poradnika Rolniczego” o czwartej rocznicy agresji Rosji na Ukrainę, ale wracam do niej teraz, bo w ukraińskich mediach pojawiły się informacje ilustrujące kondycję tamtejszego rolnictwa. Rok 2025 był rekordowy pod względem liczby maszyn rolniczych zarejestrowanych na Ukrainie w ciągu ostatnich pięciu lat. Tak! Nawet przed wojną zarejestrowano u naszego sąsiada mniej maszyn niż w czwartym roku jakże wyczerpującej wojny.

Rekordowa liczba rejestracji maszyn rolniczych na Ukrainie

Na Ukrainie do gospodarstw trafiło 52,8 tys. sztuk sprzętu i narzędzi rolniczych. W porównaniu z rokiem 2024 jest ich o ponad jedną trzecią więcej. Nie wiemy, czy wymieniają tam ciągniki, kombajny i agregaty uprawowe, które wyleciały na minach? Ale co do jednego możemy być pewni – to musi być okres dobrej koniunktury dla ukraińskich farmerów.

Jak widać, przygotowania do wejścia do UE idą tam pełną parą. Na razie agroholdingi liczą, ile będzie ich kosztowała rezygnacja ze środków ochrony roślin, których nie można stosować w Unii. Według niektórych obliczeń utrata rentowności grozi uprawom na około 10 mln ha.

Objęcie ukraińskiego rolnictwa regulacjami Unii Europejskiej spowoduje kryzys gorszy niż atak Rosji w 2022 roku

Zbiory mogą spaść o 14 mln ton, które warte są 4,3 mld dolarów rocznie. Zgodnie z prognozami niektórych ekspertów, wejście Ukrainy do Unii Europejskiej może mieć gorsze konsekwencje dla bezpieczeństwa żywnościowego planety niż wywołana przez Rosję wojna. A przecież nikt tam jeszcze nie policzył, jakie konsekwencje będzie miało wprowadzenie unijnych ograniczeń dotyczących nawożenia, zalewania osuszonych bagien, komplikowania technologii uprawy za pomocą ekoschematów, czy ochrony torfowisk.

Jeśli to wszystko prawda, to wyobraźmy sobie, jakie straty, kontynuowana od kilkunastu lat polityka Unii Europejskiej, spowodowała w rolnictwie na naszym kontynencie? W UE jest niemal 160 mln ha użytków rolnych. Ukraińcy szacują, że negatywne konsekwencje odczują rolnicy gospodarujący na około 40% ich gruntów rolnych. Gdyby taki współczynnik zastosować w Unii, to straty wynikające z ograniczania liczby substancji czynnych w ochronie roślin objęłyby około 64 mln ha, a ich wartość rocznie wyniosłaby ponad 27 mld dolarów, czyli 100 mld zł. A dodajmy do tego wspomniane już ograniczenia w nawożeniu i te wynikające z Zielonego Ładu i strategii „Od wideł do widelca”.

To oczywiście bardzo uproszczone obliczenia, ale chodzi o to, aby pokazać skalę spustoszenia, jakie spowodowało zielone szaleństwo Brukseli. Szaleństwo, które planecie nie przyniesie żadnego efektu, a zniszczy rolnictwo oraz przemysł w Polsce i w Europie.

Wróćmy na chwilę do tematu sprzed tygodnia. Rynek mleka jest doskonałym barometrem nastrojów związanych z blokadą Zatoki Perskiej. Na nowozelandzkiej giełdzie mleczarskiej wzrost był symboliczny (0,1%). Podrożało odtłuszczone mleko w proszku i bardzo nieznacznie masło. Chudy proszek osiągnął cenę 2970 euro/t, czyli niewiele niższą niż ta z listopada 2022 r., ale do rekordu z kwietnia 2022 (4179 euro/t) brakuje ponad 1000 euro.

Zdaniem ekspertów, wynika to nie z realnego zapotrzebowania, a z niepewności i obawy o rosnące koszty transportu w związku z blokadą Zatoki Perskiej. I tak będzie wyglądał rynek żywności w najbliższym czasie. Ajatollahowie zapowiedzieli, że nie przepuszczą statków należących do ich wrogów. I teraz bądź tu mądry, kto dla nich jest wrogiem a kto przyjacielem?

Kilkaset lat temu Polska była sojusznikiem Persji

Polska na przykład przez setki lat była odległym sprzymierzeńcem Persów, bo walczyła z Imperium Otomańskim. Kiedy Jan III Sobieski pokonał Turków pod Wiedniem, perski szach zorganizował z tej okazji uroczyste przyjęcie na cześć posła z Polski, a nawet upił się winem. Nasz król próbował zawrzeć z Persami antyturecki sojusz, ale ostatecznie nie udało się to. Dziś niestety trudno liczyć na to, że ajatollah będzie wznosił toasty z polskim posłem.

Pamiętacie, jaki był szum wokół dotacji z Krajowego Planu Odbudowy? Za te pieniądze kupowano jachty, ekspresy do kawy i takie tam. KPO pomyślany jako wsparcie dla gospodarki po COVID-zie był mocno opóźniony, bo Bruksela wstrzymywała przekazanie Polsce pieniędzy za poprzedniej władzy. Kiedy władza się zmieniła, można było ruszyć z wypłatą dotacji, ale na realizację inwestycji jest bardzo mało czasu, bo terminy odnosiły się do zakończenia pandemii. Wygrani są więc ci, którzy kupowali jachty, przegrywają firmy, np. zajmujące się przetwórstwem żywności, które rzeczywiście chcą inwestować. Są takie przykłady w mleczarstwie. W grę wchodzą duże pieniądze, a czas się kończy. Stąd apel do Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej o przedłużenie terminów zakończenia tych inwestycji choćby do końca roku. Pani minister informowała, że taki wniosek trafił do Brukseli, ale dalsze jego losy nie są znane.

Paweł Kuroczycki

redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
04. kwiecień 2026 17:02