Ziemniaki po 15–20 groszy za kilogram. Rolnicy alarmują: sortownie nie odbierają
Ceny ziemniaków jadalnych są bardzo niskie, a rolnicy alarmują o poważnych problemach ze sprzedażą. W niektórych regionach kraju za kilogram oferuje się zaledwie 15–20 groszy, a część sortowni w ogóle nie chce odbierać towaru. Producenci pytają, czy ministerstwo rolnictwa zamierza coś z tym zrobić?
„Ziemniaki jadalne po 15 groszy. Nie ma komu sprzedać”
O dramatycznej sytuacji mówi Zbigniew Gołda, rolnik z woj. pomorskiego z Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników. Jak relacjonuje, nawet bardzo niska cena nie gwarantuje dziś sprzedaży.
– Na chwilę obecną nie ma możliwości sprzedaży tych ziemniaków, zaznaczam, jadalnych ziemniaków, nawet po 15 groszy – mówi.
Rolnik podkreśla, że problem dotyczy także gospodarstw współpracujących od lat z tymi samymi odbiorcami.
– Właściciel sortowni, z którą współpracuję od wielu lat, powiedział wprost, że nie jest w stanie odebrać ode mnie ziemniaków, bo sam ma ogromne problemy ze zbytem – relacjonuje.
"Rolników nie stać nawet na utylizację tego ziemniaka"
Zdaniem Gołdy sytuację pogarsza napływ towaru z zagranicy, a brak sprzedaży oznacza dla rolników ogromne koszty.
– Rolników nie stać nawet na utylizację tego ziemniaka. Uprawa, która powinna przynosić zysk, powoduje dziś potężne straty – dodaje.
Rolnik pyta więc o reakcję rządu. – Czy jako rolnicy możemy liczyć na pomoc ze strony ministerstwa rolnictwa? Na razie ministerstwo rozkłada ręce – mówi.
"Myślę, że minister przyjąłby kilkaset ton ziemniaków"
Gołda rzucił też pomysł dotyczący nadwyżek ziemniaków. Skoro nie ma gdzie ich sprzedać, zaproponował, by trafiły… do ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego.
– Z tego co wiem, minister ma dosyć spore podwórko. Myślę, że przyjąłby kilkaset ton ziemniaków – mówi Zbigniew Gołda, sugerując symboliczne wysypanie plonów.
Rolnik spod Wielunia: sortownie nie kupują
Podobnie sytuację opisuje Krzysztof Nowakowski, producent ziemniaków z okolic Wielunia. Jak przyznaje, sprzedaż jest dziś bardzo trudna, a ceny są wyjątkowo niskie.
– Sortownie w ogóle nie kupują ziemniaka. Taka jest prawda. Rozmawiałem z nimi nawet dzisiaj i mówią wprost, że nie mają gdzie tego towaru sprzedać, więc nie chcą go przyjmować – mówi rolnik.
Według niego realne stawki rynkowe są dziś bardzo niskie, choć nieco wyższe niż mówią rolnicy z Pomorskiego.
– Około 20 groszy za kilogram to są ceny, które w tej chwili funkcjonują. Te 15 groszy może być za niesortowany towar, ale za sortowany ziemniak powyżej 45 mm to mniej więcej 20 groszy, co oczywiście nadal jest bardzo mało – wyjaśnia.
"Samo przechowywanie kosztuje około 20 tys. zł miesięcznie"
Nowakowski podkreśla, że utrzymanie zapasów w chłodniach generuje ogromne koszty.
– Mam ziemniaki zagazowane w chłodniach. Samo ich przechowywanie kosztuje mnie około 20 tys. zł miesięcznie, więc każdy tydzień zwłoki to kolejne duże pieniądze – mówi.
W jego gospodarstwie w magazynach wciąż znajduje się około 2 tys. ton ziemniaków.
Rolnik zwraca też uwagę na jeszcze jeden problem rynku – nie każda odmiana znajduje dziś nabywców.
– W obecnej sytuacji nie wszystkie odmiany są handlowe. Na trudnym rynku liczą się tylko topowe odmiany, które znają odbiorcy i które dobrze się sprzedają. Z innymi jest dziś bardzo ciężko – zaznacza.
Konsumpcja spada, restauracje kupują mniej ziemniaka
Zdaniem rolnika jednym z głównych powodów kryzysu jest spadek popytu na żywność, szczególnie w gastronomii.
– Ludzie dziś szukają oszczędności i często ograniczają wydatki na jedzenie. Konsumpcja ziemniaka spada, a branża HoReCa, czyli restauracje, bary, hotele sprzedaje dużo mniej niż wcześniej – mówi Nowakowski.
To właśnie gastronomia była jednym z ważniejszych odbiorców ziemniaków, zwłaszcza tych przeznaczonych na frytki.
– Kiedyś restauracje brały duże ilości. Teraz sprzedaż w gastronomii praktycznie leży, więc automatycznie spada też zapotrzebowanie na ziemniaki – dodaje.
"Zebraliśmy ziemniaki jadalne z 5 ha, a nie sprzedaliśmy nawet jednego worka"
Są też gospodarstwa, które nie sprzedały praktycznie nic. O dramatycznej sytuacji mówił nam niedawno także Mariusz Cywiński, rolnik z Mazowsza. Jak przyznał, mimo zbioru ziemniaków z kilku hektarów nie udało się sprzedać ani jednej partii.
– Zebraliśmy ziemniaki jadalne z 5 ha, a nie sprzedaliśmy nawet jednego worka – mówi rolnik. – Na same opryski przeciw zarazie, stonce i chwastom oraz na nawozy wydałem około 30 tys. zł. Nie liczę paliwa ani pracy naszej rodziny.
Jak dodaje, podobną sytuację ma wielu producentów w okolicy.
– Sąsiad zebrał ziemniaki z 25 ha i również nic nie sprzedał. W tej sytuacji najprawdopodobniej przeznaczę swoje ziemniaki na kompost – przyznaje Cywiński.
Ekspert o cenach ziemniaków: problem dotyczy całej Europy
Jak tłumaczy Wiesław Dzwonkowski z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, niskie ceny ziemniaków nie są problemem wyłącznie Polski. – Te katastrofalnie niskie ceny występują również w Europie Zachodniej. To efekt nadprodukcji i specyfiki rynku ziemniaków – wyjaśnia ekspert.
Jak dodaje, wystarczy niewielka nadwyżka podaży, aby ceny gwałtownie spadły. – Jeżeli produkcja przekroczy zapotrzebowanie choćby o około 10 procent, ceny mogą spaść nawet do kilkunastu euro za tonę – mówi.
Ekspert podkreśla też, że spada spożycie ziemniaków. – Jednostkowa konsumpcja ziemniaków systematycznie maleje, a na rynku jest coraz więcej alternatywnych produktów – zaznacza.
Import ziemniaków nie jest głównym problemem
Wbrew opiniom części rolników, według danych handlowych Polska nie jest zalewana importem ziemniaków. – Eksport ziemniaków z Polski w II połowie 2025 roku był około dwa i pół razy większy niż import – wskazuje Dzwonkowski.
Z danych GUS wynika, że w ubiegłym roku najwięcej polskich ziemniaków trafiło na Ukrainę – ponad 58 tys. ton. Duże ilości wyeksportowano także do Mołdawii, Rumunii, Włoch i Niemiec.
Ekspert przyznaje jednak, że mimo rosnącego eksportu rynek pozostaje trudny. – Po prostu mamy w tym sezonie za dużo ziemniaków w stosunku do możliwości ich zagospodarowania – podsumowuje.
Rolnicy liczą, że ceny ziemniaków kiedyś odbiją
Producenci przyznają, że w takiej sytuacji wielu z nich będzie zmuszonych ograniczyć produkcję w kolejnych latach. Jednocześnie część gospodarstw nadal planuje sadzenie, licząc na poprawę cen w przyszłości.
– Rolnicy godzą się nawet z produkcją na granicy kosztów, licząc, że ceny kiedyś odbiją – mówi Wiesław Dzwonkowski.
Kamila Szałaj
