Bawół z fryzurą jak Donald Trump
Niezwykły bawół albinos, którego charakterystyczna blond grzywka do złudzenia przypominała fryzurę prezydenta Stanów Zjednoczonych przyciągnął tłumy na farmę w Narajangandź położoną niedaleko stolicy Bangladeszu.
Skąd pomysł na imię?
Jak czytamy na portalu national-geographic.pl, na pomysł nadania bawołowi imienia „Donald Trump" wpadł młodszy brat właściciela gospodarstwa Ziauddina Mridhy. Pomysł szybko podchwycili internauci, a nagrania i zdjęcia bawoła obiegły media społecznościowe, a zwierzę stało się bohaterem zagranicznych serwisów informacyjnych.
W przeciwieństwie do swojego słynnego imiennika nie potrzebował jednak żadnych zabiegów upiększających. Jego jasna skóra była efektem albinizmu – niezwykle rzadkiej cechy występującej u bawołów, które zazwyczaj mają ciemne umaszczenie. Połączenie albinizmu z nietypową grzywą sprawiło, że zwierzę uznano za prawdziwy ewenement.
Popularność miała swoją cenę
Choć internetowa sława przyniosła gospodarzowi rozgłos, odbiła się również na samym zwierzęciu. Setki odwiedzających każdego dnia oznaczały dla bawoła ogromny stres.
Właściciel przyznał, że ciągłe wizyty i zainteresowanie ludzi spowodowały spadek masy ciała zwierzęcia. Z tego powodu zdecydowano się ograniczyć liczbę osób wpuszczanych na teren farmy.
Mimo to wielu mieszkańców Bangladeszu pokonywało dziesiątki kilometrów, by zobaczyć niezwykłego bawoła. Jeden z odwiedzających opowiadał, że jego siostrzeniec płynął łodzią przez godzinę tylko po to, by zrobić sobie zdjęcie z „Donaldem Trumpem". Według niego podobieństwo między zwierzęciem a amerykańskim politykiem było uderzające.
Zobacz też: Skąd się wziął wirus pryszczycy w Niemczech?
Bawół miał zostać złożony w ofierze
Z kolei rmf24.pl podało, że jeszcze zanim stał się gwiazdą internetu, przyszłość bawoła wydawała się przesądzona. Zwierzę zostało sprzedane na rytualny ubój związany ze świętem Eid al-Adha, zwanym także Świętem Ofiarowania.
To jedno z najważniejszych świąt w islamie, upamiętniające gotowość proroka Abrahama do poświęcenia własnego syna w akcie posłuszeństwa wobec Boga. Zgodnie z tradycją wierni składają w ofierze zwierzęta hodowlane, a mięso trafia następnie do rodziny, sąsiadów i potrzebujących.
Właściciel bawoła nie ukrywał, że darzy zwierzę ogromnym uczuciem, jednak, jak podkreślał, obowiązki wynikające z religii były dla niego ważniejsze niż popularność zdobyta w internecie.
Władze zmieniły decyzję. Bawół trafi do zoo
Ostatecznie historia zakończyła się inaczej, niż przewidywano. Gdy zainteresowanie zwierzęciem zaczęło przybierać niespotykane rozmiary, do sprawy wkroczyły władze Bangladeszu.
Minister spraw wewnętrznych Salahuddin Ahmed nakazał odstąpienie od uboju, zwrot pieniędzy osobie, która kupiła zwierzę oraz przeniesienie bawoła do narodowego zoo w Dhace. Oficjalnym powodem interwencji były względy bezpieczeństwa i konieczność opanowania tłumów gromadzących się wokół farmy.
Tak oto internetowa sława uratowała życie zwierzęciu, które jeszcze kilka dni wcześniej miało stać się częścią wielowiekowej religijnej tradycji.
Od internetowej sensacji do ambasadora niezwykłości
Właściciel podkreśla, że „Donald Trump" jest wyjątkowo łagodnym zwierzęciem, wymagającym troskliwej opieki, częstego karmienia i regularnych kąpieli. Teraz jego codzienność będzie wyglądać zupełnie inaczej.
Zamiast zakończyć życie podczas świątecznego uboju, niezwykły bawół zamieszka w zoo w Dhace. Nadal będzie przyciągał uwagę odwiedzających, ale tym razem już bez widma zbliżającej się ofiary.
Ta historia pokazuje, że czasem jedno nagranie opublikowane w sieci może zmienić los zwierzęcia. Nawet jeśli chodzi o 700-kilogramowego bawoła z fryzurą przypominającą najbardziej rozpoznawalną czuprynę świata.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. national-geographic.pl, rmf24.pl
