Elewarr przygotowuje się do odbudowy eksportu zbóż i wskazuje Chiny jako jeden z najbardziej obiecujących rynków zbytu. Prezes spółki Marcin Roszczyk podkreśla jednak, że sam eksport nie wystarczy, aby trwale poprawić sytuację cenową w kraju. Jego zdaniem potrzebne jest także aktywne wykorzystanie rezerw państwowych, które mogłyby stabilizować rynek.
Polskie zboże pojedzie do Chin?
Zdaniem Marcina Roszczyka rynek chiński może odegrać istotną rolę w zagospodarowaniu nadwyżek zbóż z Polski, zwłaszcza w ramach współpracy z podmiotami o charakterze państwowym.
– To bardzo duży rynek. Jeśli po stronie chińskiej zapada decyzja, to później realizacja przebiega sprawnie i według ustalonych zasad. Dlatego traktujemy Chiny jako kierunek strategiczny i perspektywiczny i prowadzimy rozmowy, by zacząć wysyłać tam polskie zboże – mówi prezes Elewarru.
Zaznacza jednak, że rozmowy wymagają czasu, a formalności między instytucjami państwowymi muszą zostać dopięte. Elewarr równolegle przygotowuje się logistycznie do obsługi większych dostaw.
– Chińczycy mówią o dużych ilościach. To dla nas wyzwanie organizacyjne, ale też szansa na stały odbiór w dłuższym czasie. Niewykluczone, że jeszcze w tym sezonie, przed żniwami, uda się wysłać tam większą partię naszej pszenicy – dodaje.
Jednocześnie spółka analizuje inne kierunki eksportu – Afrykę Zachodnią oraz Azję Południowo-Wschodnią. Roszczyk przyznaje, że w tych regionach Elewarr dopiero buduje swoją pozycję.
– Zaczynamy praktycznie od zera jako eksporter bezpośredni. To wymaga czasu, rozmów i konsekwentnego działania – podkreśla.
Eksport zbóż wpływa na ceny w skupie
Prezes Elewarru podkreśla, że poziom cen zbóż w Polsce pozostaje silnie uzależniony od możliwości sprzedaży surowca na rynkach zagranicznych oraz od relacji cenowych kształtowanych na światowych giełdach. To właśnie one w dużej mierze decydują o opłacalności eksportu.
– W sytuacji braku korzystnych warunków eksportowych trudno oczekiwać wyraźnych wzrostów cen na rynku krajowym. Poziom cen, jakie możemy zaoferować rolnikom, jest ściśle powiązany z marżą możliwą do uzyskania w portach docelowych – wskazuje.
Jak zaznacza, krajowy rynek oczekuje dziś na silniejszy impuls popytowy. Może nim być zarówno otwarcie nowych kierunków sprzedaży, jak i czynniki zewnętrzne, pozostające poza wpływem uczestników rynku, takie jak sytuacja geopolityczna czy warunki pogodowe, w tym ewentualne susze lub wymarznięcia upraw.
Współpraca z RARS sposobem na podniesienie cen zbóż
Marcin Roszczyk wskazuje, że istotnym elementem stabilizowania rynku mogłoby być zacieśnienie współpracy z Rządową Agencją Rezerw Strategicznych (RARS). Jego zdaniem Elewarr powinien powrócić do swojej pierwotnej misji, dla której został powołany, i w większym stopniu pełnić funkcję podmiotu wspierającego równowagę rynkową. Obecnie – jak ocenia – rola ta nie jest realizowana w pełnym zakresie.
Chodzi o to, aby magazyny Elewarru były wykorzystywane do przechowywania zboża w ramach rezerw państwowych. Dawałoby to spółce stały, przewidywalny przychód, a jednocześnie możliwość aktywniejszego działania na rynku.
– Jeśli mamy stały dochód z przechowywania rezerw, możemy więcej kupować w momentach, gdy ceny spadają. To daje realną możliwość stabilizowania rynku – mówi prezes.
Zwraca uwagę, że obecnie rynek działa w prostym modelu: skup, szybka sprzedaż i niewielka marża. W takiej sytuacji spółka nie ma narzędzi, aby realnie wpływać na poziom cen.
– Bez zaplecza w postaci rezerw państwowych działamy jak zwykła firma handlowa. Rezerwy zmieniają tę sytuację – podkreśla.
Według Roszczyka, gdyby Elewarr mógł ściślej współpracować z RARS i skupować większe ilości zboża w okresach nadpodaży, ograniczyłoby to gwałtowne spadki cen.
– Sam fakt, że na rynku pojawia się podmiot gotowy kupić większy wolumen, stabilizuje sytuację. To jasny sygnał dla rynku – mówi.
Szacuje, że gdyby poprzez Elewarr skupowano rocznie 400–500 tys. ton zboża w okresach presji podażowej, ceny w skupach mogłyby wzrosnąć o kilkadziesiąt złotych na tonie.
– Mówimy o różnicy rzędu 30–50 zł na tonie, a przy większej nadpodaży nawet więcej. Nie chodzi o administracyjne ustalanie cen, ale o stworzenie stałego, realnego popytu – zaznacza.
Propozycja z Komisji Rolnictwa
O tym mówił też podczas posiedzenia Komisji Rolnictwa 7 listopada poseł Zbigniew Ziejewski. Przedstawił wyliczenia dotyczące wykorzystania części pojemności magazynowej Elewarru na potrzeby rezerw strategicznych.
Jak wskazywał, spółka dysponuje ok. 800 tys. ton pojemności. Przeznaczenie 400 tys. ton na rezerwy państwowe – przy stawce 17 zł za tonę miesięcznie – mogłoby przynieść ok. 68 mln zł rocznie z tytułu przechowania. Według Ziejewskiego taki model pozwoliłby pokryć koszty funkcjonowania spółki i ograniczyć konieczność finansowania kredytowego.
Dodatkowo możliwa byłaby rotacja zapasów, czyli łączenie funkcji bezpieczeństwa państwa z aktywną sprzedażą zboża na rynku. Roszczyk uważa, że takie rozwiązanie poprawiłoby sytuację finansową Elewarru, ale przede wszystkim dałoby państwu realne narzędzie wpływu na ceny.
– Rezerwy to nie tylko kwestia magazynowania surowca, lecz także narzędzie, które w odpowiednim momencie może pobudzać popyt, stabilizować ceny oraz stanowić impuls do rozwoju eksportu – podkreśla.
Kontraktacja dla rolników i większa przewidywalność
Prezes Elewarru zapowiada również rozwój kontraktacji z rolnikami. Jego zdaniem bez długoterminowych umów rynek co roku będzie przechodził przez podobne napięcia.
– Stabilny eksport i rezerwy strategiczne to podstawa. Dopiero na tej bazie można budować spokojniejszy rynek – mówi.
Zwraca też uwagę na mechanizm, który często powtarza się na rynku.
– Wystarczy sygnał, że „zaraz będzie drożej”, i część rolników wstrzymuje sprzedaż zboża. Problem polega na tym, że koszty przechowywania ponosi wtedy gospodarstwo – zauważa.
W jego ocenie bez aktywnej roli państwa w obszarze rezerw trudno będzie ograniczyć sezonowe spadki cen i powtarzające się napięcia przed żniwami.
Kamila Szałaj
