Niskie plony zbóż i rzepaku po żniwach 2026
Patryk Kieloch jest rolnikiem z Dolnego Śląska. Wspólnie z ojcem i piątką rodzeństwa prowadzi rodzinne gospodarstwo rolne o powierzchni ok. 1000 ha w miejscowości Gościsław (gm. Udanin, pow. średzki).
Jak przyznaje, tak suchego roku w woj. dolnośląskim nie było dawno. Opady deszczu niemalże nie występują, a jeśli się pojawią, są na tyle znikome, że ziemia w zależności od lokalizacji przesiąka na głębokość od 2 do 5 cm.
Z relacji rolnika wynika, że drastyczny niedobór wody w zdecydowanym stopniu przełożył się na obniżenie tegorocznych plonów zbóż i rzepaku.
– Plony zbóż i rzepaku są niże o 30-40 proc. w stosunku do roku 2025. Najgorsze zboża były po burakach i kukurydzy. Zebraliśmy plon rzędu 3-4 t/ha – mówi.
Zobacz też: Żniwa 2026 podzieliły Polskę. Takich różnic w plonach dawno nie było [RAPORT Z PÓL]
Burak cukrowy wielkości szklanki
Zboża i rzepak to jednak nie jedyne uprawy w gospodarstwie Kielochów. Rolnik obserwuje również 200 ha plantacji buraka cukrowego, której widok ściska za gardło, a liście zgniecione w ręce zamieniają się w pył.
– Buraki usychają, są po prostu jak wiór. Aktualnie mają wielkość szklanki, a jest koniec sierpnia. O tej porze burak cukrowy powinien ważyć ok. 600 gram, a nie ma nawet 200 gram – opowiada.
Kieloch spodziewa się, że ze względu na potężną suszę niższy będzie nie tylko plon buraka cukrowego, ale również jego polaryzacja.
– Susza ma ogromny wpływ na polaryzację buraka cukrowego, bo wysusza liście. Skoro teraz spadł deszcz, to ta roślina będzie próbowała odbudować liście, a nie korzeń przez co spadnie jego polaryzacja – wyjaśnia.
Rolnik obawia się, że strata z plantacji buraka cukrowego może być w tym sezonie naprawdę wysoka. Rodzina Kielochów podpisała kontrakty z dwiema cukrowniami: Pfeifer & Langen i Südzucker AG. W pierwszej z nich otrzymali stawkę 30 euro/t, a w drugiej 26 euro/t.
– Jeśli burak nie odda plonu 60 t/ha, to nie wyjdziemy nawet na zero – kalkuluje.
Czytaj dalej pod WIDEO:
90 ha fasolki pójdzie pod talerz
W gospodarstwie Kielochów znajduje się również licząca 90 ha plantacja fasolki szparagowej, z której, zdaniem rolnika, już nic nie będzie.
– Skoro fasolka przekwitła, to już nic z tego nie będzie. Susza ją wykończyła, bo nie zawiązała w ogóle stronków. To najdroższy poplon w historii gospodarstwa – ocenia.
Zobacz FOTO i czytaj dalej:
Kukurydza nie zawiązała kolb albo uschła
Rolnik jest również przerażony zajwiskiem, które zaobserwował w uprawie kukurydzy.
– Było tak sucho, że zasuszyło kukurydzę i kolba obróciła się w drugą stronę, chociaż nie jest jeszcze do końca wykształcona, niedolana. Kolby wiszą w dół, kukurydza usycha. W kukurydzy widać też, że na poszczególnych roślinach kolby w ogóle się nie zawiązały, a niektóre z nich są wielkości palca – opowiada.
Groszek cukrowy do zaorania
Kolejną uprawą w gospodarstwie Kielochów jest groszek cukrowy, który na szczęście udało się zebrać na czas. Niestety, jak mówi rolnik, nie wszyscy mieli tyle szczęścia, a plon i tak był zdecydowanie niższy od spodziewanego.
– Groszek cukrowy udało się nam zebrać przed upałami, ale plon i tak był o 40% niższy niż w zeszłym roku. Niestety, większość rolników z okolicy nie zdążyła przed 40-stopniowymi upałami i groszek ugotował się na polu. Stwardniał w jednej chwili i nie nadawał się do zbioru – tłumaczy.
Z relacji Kielocha wynika, że koszt siewu groszku cukrowego na ha to ok. 3,5 – 4 tys. zł, ponieważ same nasiona kosztują ok. 2 tys. zł/ha.
– Jeśli ktoś nie zdążył przed upałami, to nie będzie miał z tego zysku. Najprawdopodobniej nie zbierze nic – prognozuje.
Sporadyczne opady przeszkadzały w żniwach
Rolnik nie pamięta, kiedy w jego okolicy spadł porządny deszcz, bo opady, które występowały na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy były naprawdę znikome.
– Deszcz padał w żniwa, ale tylko przeszkadzał nam w koszeniu. To były opady rzędu 1 – 1,5 l/m2. Zaraz można było wjeżdżać i kosić, ale na te 2-3 godz. przerywało – wspomina.
Rolnik przyznaje, że w poniedziałek (17 sierpnia br.) w Gościsławiu spadło ok. 12 l wody na m2.
– To akurat tyle, że mamy nadzieję, że to wystarczy, by to, co posiane, wzeszło – dodaje.
Kieloch wyjaśnia, że mimo potężnej suszy, musiał zasiać rzepak, by dotrzymać terminów agrotechnicznych.
– Wilgoci w glebie nie ma w ogóle. Uprawialiśmy ziemię pod rzepak płytko i głęboko, ale ziemia jest jak mąka. Staraliśmy się doprawić glebę, ale robił się pył na wierzchu. Nawet wałowaliśmy, żeby tę ziemię jakkolwiek zagęścić i móc zacząć siewy. Niestety, jeśli nie przyjdzie deszcz, jeśli nie zacznie padać, rzepak może i wzejdzie, ale uschnie, a później na jego przesianie będzie za późno – dodaje.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Niebo rozstępuje się nad Gościsławiem – uprawy usychają
Rolnik wraz z rodziną bacznie obserwuje to, co pokazują radary meteoroglogiczne i jak przyznaje, obraz jest aż nie do uwierzenia.
– Gospodarstwo jest zlokalizowane między Świdnicą a Środą Śląską. Widzimy na radarach, że chmury idą w naszą stronę, ale później się rozstępują na prawo i lewo, więc u nas nie pada. To jest aż nie do uwierzenia – opisuje.
Jak podkreśla, opady deszczu były, ale miejscowe, więc są wioski, gdzie suszy nie ma, ale Gościsław i okolice deszcze ominęły.
Rolnik nie zgłosił suszy, bo szkoda nie wyniesie 30 proc.
Kieloch wprost przyznaje, że nie zgłaszał suszy w gospodarstwie, bo wie, że nic mu to nie da ze względu na zróżnicowanie upraw.
– W naszym gospodarstwie zróżnicowanie upraw jest zbyt duże, a przecież trzeba wykazać 30% strat w danej uprawie. W zbożach była susza, ale nie zostanie stwierdzona, a w pozostałych uprawach nie osiągnie 30% straty – wyjaśnia.
Widmo bankructwa w wielu gospodarstwach
Zdaniem rolnika bieżący rok jest naprawdę trudny dla wielu gospodarzy. Anomalia pogodowe i brak zysków ze sprzedaży plonów oraz ich mniejsza ilość nie pomagają w spłacie ciążących na nich zobowiązań. Jak mówi Kieloch, z jednej strony targa nim bezradność, a z drugiej myśli o tym, co robić dalej, by gospodarstwo nie upadło.
– Większość gospodarstw ma kredyty i zobowiązania, a nie ma zysków. Ręce opadają i nie wiemy, co robić dalej, ale coś robić musimy, bo trzeba jakoś przetrwać – mówi.
Dolnośląska Izba Rolnicza apeluje o stan klęski żywiołowej
Sytuacja wynikająca z braku opadów atmosferycznych na południu Polski jest na tyle poważna, że zarówno Dolnośląska Izba Rolnicza, jak i Izba Rolnicza w Opolu wystąpiły z pismem do rządu, prosząc o wprowadzenie stanu klęski żywiołowiej, ale na to się nie zanosi, o czym więcej pisaliśmy TUTAJ.
– Według rządu u nas suszy nie ma – kończy Kieloch.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
