Plan ogólny gm. Nowe Miasto nad WartąMrugalski/Canva
StoryEditorGłos rolnika

Wydzierżawił 26 ha z KOWR i chciał się rozwijać. „Teraz nie postawię nawet wiaty”

14.09.2026., 17:00h

Piotr Mrugalski z Kolniczek prowadzi 45-hektarowe gospodarstwo i utrzymuje 80 opasów. Chciał postawić oborę lub wiatę i dalej rozwijać produkcję, ale projekt planu ogólnego może mu to uniemożliwić. – Jak ja mam tym dzieciom powiedzieć, że przejmujecie to gospodarstwo takie, jakie jest i nic więcej tu nie wybudujecie? – pyta rolnik.

Plan ogólny gminy może zablokować dalszy rozwój gospodarstwa.

Piotr Mrugalski z Kolniczek (gm. Nowe Miasto nad Wartą, woj. wielkopolskie) ma 35 lat i prowadzi 45-hektarowe gospodarstwo, w którym utrzymuje ok. 80 szt. bydła opasowego rasy HF. Od kilku lat konsekwentnie je rozwija. W tym roku udało mu się również pozyskać z KOWR-u 26 ha ziemi. Teraz obawia się, że plan ogólny gminy może zablokować dalszy rozwój gospodarstwa.

Rolnik był jednym z gospodarzy, którzy wzięli udział w konferencji zorganizowanej przed urzędem gminy w Nowym Mieście nad Wartą. Rolnicy sprzeciwiali się rozwiązaniom proponowanym w planie ogólnym, wskazując, że w obecnym kształcie mogą one ograniczyć możliwość rozbudowy gospodarstw i budowy nowych budynków.

Piotr Mrugalski mówi, że w jego przypadku granica obszaru przewidzianego pod zabudowę została wyznaczona praktycznie po ścianie stodoły.

– W moim gospodarstwie plan jest zrobiony po murze od stodoły. Jeśli zostanie przyjęty, to już nic nie będę mógł postawić. Zablokowali nas – mówi rolnik.

Rolnik chciał rozbudować gospodarstwo, ale na razie odłożył plany

Mrugalski od kilku lat inwestuje w gospodarstwo. Przy obecnej liczbie bydła potrzebuje odpowiedniej bazy paszowej i budynków, które pozwolą mu dalej rozwijać produkcję.

– Od kilku lat rozwijamy swoje gospodarstwo. Planowaliśmy jego rozbudowę. Chcieliśmy postawić wiatę lub oborę, myśleliśmy już nawet o złożeniu dokumentów, ale teraz nie ma sensu – mówi.

Rolnik próbował rozmawiać z gminą o tym, jak powinien wyglądać plan ogólny w miejscu, gdzie prowadzi gospodarstwo. Otrzymał informację, że może przedstawić swoją koncepcję.

– Otrzymałem informację, że mam przedstawić swoją koncepcję, więc wysłałem do gminy mapę i powiedziałem, że dla mnie byłoby najlepiej, gdyby ten plan został zmieniony na całej działce, bo mieszkam praktycznie w centrum wsi – tłumaczy.

Problemem jest również położenie gospodarstwa. Z jednej strony znajduje się szkoła, z drugiej kościół, a z trzeciej sklep.

– Nawet jeśli bym chciał postawić ten budynek, oborę czy cokolwiek, to musiałbym się na tej działce oddalić od tych zabudowań, bo pewnie byłyby jakieś protesty – mówi Mrugalski.

26 ha z KOWR-u miało otworzyć drogę do rozwoju

W tym roku gospodarstwo rolnika powiększyło się o 26 ha gruntów wydzierżawionych z KOWR-u. To dla niego ważna zmiana, bo większy areał oznacza możliwość wyprodukowania większej ilości paszy dla bydła.

– Miałem około 20 ha ziemi i w tym roku udało się pozyskać z KOWR-u 26 ha. To otworzyło mi ścieżkę, żeby mieć więcej paszy dla bydła, bo jeśli dużo się kupuje, to opłacalność jest wtedy mniejsza – wyjaśnia.

Mrugalski podkreśla, że inwestycje i powiększanie gospodarstwa są dla niego sposobem na utrzymanie jego opłacalności w przyszłości. Tym bardziej że gospodarstwo ma przejąć kolejne pokolenie.

– Jak ja mam tym dzieciom powiedzieć, że przejmujecie to gospodarstwo takie, jakie jest i nic więcej tu nie wybudujecie? Przecież wszystko drożeje, a nasze produkty tanieją albo ich cena się nie zmienia, więc z roku na rok opłacalność się zmniejsza i jeżeli nie będziemy się rozwijać, to stanie się tak, że nasza praca stanie się nieopłacalna – mówi rolnik, który ma troje dzieci.

Rolnik: „Ktoś taki ma decydować o przyszłości naszych dzieci?”

Mrugalski ma również zastrzeżenia do sposobu przygotowania planu. Jak relacjonuje, podczas spotkania z wójtem rolnicy usłyszeli, że gmina będzie opierać się na rozwiązaniach przygotowanych przez planistę.

– Mieliśmy spotkanie z wójtem i powiedział, że on podpisze to, co planista zrobi. A planista to jest człowiek nie z naszego rewiru i ktoś taki ma decydować o przyszłości naszej i naszych dzieci? – pyta.

Rolnik wskazuje również na problem dotyczący dwóch działek o łącznej powierzchni 1 ha, które wraz z rodziną jest w trakcie kupowania.

– Zawsze mówiłem, że to będą działki dla dwójki pozostałych dzieci, żeby w razie czego mogły się pobudować blisko nas, ale są już wyłączone z tego planu ogólnego – tłumaczy.

U jednych 70–80 proc. terenu, u innych 5 proc.

Mrugalski porównuje sytuację w swojej gminie z rozwiązaniami, które widział na mapie gminy Krzykosy. Jego zdaniem różnica jest ogromna.

– Najgorsze jest to, że ktoś chce decydować za nas. Np. na mapie gminy Krzykosy widać, że tam pod zabudowę jest przeznaczone 70–80 proc. terenu. U nas jest 5 proc. To jest kolosalna różnica – mówi.

Jego zdaniem dużo zależy od podejścia władz samorządowych do wyznaczania obszarów uzupełnienia zabudowy.

– W gminie Krzykosy wójt walczy o to, żeby jak najwięcej terenów było objętych uzupełnieniem zabudowy, a u nas wygląda na to, że wójt nie ma takiej chęci. Załatwił planistę i myślał, że będzie po problemie. Nie spodziewał się chyba, że rolnicy odezwą się o swoje – uważa.

Granica planu poprowadzona „po płotach”?

Rolnik zwraca uwagę również na sposób wyznaczenia granic obszaru objętego planem. Patrząc na mapy, odnosi wrażenie, że w wielu miejscach granica została poprowadzona po istniejących ogrodzeniach i budynkach.

– A jak patrzę na te plany, to wygląda to tak, jakby ktoś po prostu poprowadził granicę po płotach. Sąsiad ma płot, który wychodzi poza moją działkę, więc jego gospodarstwo zostało objęte planem. Z drugiej strony sąsiad ma płot za garażem, więc linia planu idzie po tym płocie. Za płotem ma jeszcze około 10 metrów, a dalej stoi stodoła, która już nie jest objęta planem – opisuje.

W przypadku jego gospodarstwa granica została natomiast wyznaczona po ścianie stodoły.

– U mnie z tyłu nie ma płotu, więc granicę wyznaczono po ścianie stodoły, która jest ostatnim budynkiem. Człowiek się śmieje, że gdyby wiedział, jak to będzie wyglądało, to postawiłby płot, chociażby z siatki leśnej. Może wtedy sytuacja wyglądałaby inaczej – mówi.

Rolnicy dowiedzieli się o sprawie zbyt późno?

Mrugalski uważa również, że mieszkańcy powinni zostać wcześniej i szerzej poinformowani o tym, co oznacza przygotowywany plan ogólny i jakie mogą mieć możliwości zgłaszania uwag.

– Na tym etapie problem jest też taki, że zwykli ludzie zostali już ograniczeni w tym wszystkim. To nie było odpowiednio nagłośnione, żeby każdy wiedział, że może zgłosić swoje uwagi i powiedzieć, że coś mu się nie podoba – podsumowuje rolnik.

Dla takich gospodarstw jak jego nie jest to wyłącznie kwestia tego, gdzie dziś można postawić budynek. Chodzi o możliwość rozwijania gospodarstwa, które za kilka czy kilkanaście lat mają przejąć dzieci. Jeśli plan ogólny pozostawi zabudowę ograniczoną do obecnych budynków, rolnik obawia się, że droga do kolejnych inwestycji zostanie zamknięta.

Zapytaliśmy gminę o plan ogólny

W związku z uwagami rolników zwróciliśmy się do gminy z pytaniami dotyczącymi sposobu wyznaczania granic obszarów uzupełnienia zabudowy, uwzględnienia potrzeb gospodarstw rolnych oraz możliwości wprowadzania zmian do proponowanych rozwiązań. Zapytaliśmy również o to, czy mieszkańcy zostali odpowiednio poinformowani o możliwości zgłaszania uwag oraz jaki jest obecnie etap prac nad planem ogólnym. Czekamy na odpowiedź gminy.

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz 

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
14. wrzesień 2026 17:02