Protest rolników na S3
Rolnicy z Zachodniopomorskiego ponownie wyjechali dziś ciągnikami na drogę ekspresową S3. Po kilkutygodniowej przerwie Paweł Toporek, jeden z organizatorów protestu w tym regionie, infomuje, że akcja odbywa się w dotychczasowej formule.
– Tym razem blokujemy jeden pas S-ki, na wiadukcie. Protest zawsze od 12 do 14 – mówi Toporek.
Na miejscu protestu jest obecnych 80 rolników, 25 ciągników i 15 samochodów.
Rolnicy celowo zdecydowali się na blokadę jednego pasa ruchu.
– Forma zostaje taka sama. Protestujemy spokojnie, puszczamy jeden pas, żeby ludzie widzieli, o co nam chodzi. Wyjeżdżamy, bo innego wyjścia nie mamy – podkreśla.
„Na początku były środkowe palce, teraz klaksony i kciuki w górę”
Jak zauważają rolnicy, reakcje kierowców w ostatnich tygodniach wyraźnie się zmieniły.
– Na początku mieliśmy bardzo dużo obraźliwych gestów. A ostatnio około stu–stu pięćdziesięciu kierowców trąbiło i pokazywało kciuk do góry – relacjonuje Toporek.
Zdaniem organizatorów to dowód na to, że protesty zaczynają spełniać swoją rolę informacyjną.
– To pokazuje, że te protesty przynoszą jakiś efekt. Ludzie zaczynają się interesować, czytać, sprawdzać, o co nam chodzi. Brakuje edukacji społeczeństwa. Wielu ludzi myśli, że to jest tylko problem rolników, a to dotyczy każdego, kto kupuje żywność – dodaje.
Postulaty rolników bez zmian: ceny, rekompensaty i ochrona rynku
Choć od pierwszych protestów minęły już tygodnie, postulaty, jak podkreślają rolnicy, pozostają aktualne.
– Postulaty się nie zmieniają. Chcemy mechanizmów ochronnych rynku i rekompensat za straty. Pszenica spadła z 1100 na 700 zł. A z Ukrainy dalej idzie wagon za wagonem i nikt nie wie: co, kto, kiedy i na jakich zasadach – zaznacza Toporek.
Rolnicy wciąż alarmują o niekontrolowanym napływie towarów spoza Unii Europejskiej, w tym z Ukrainy i krajów Mercosuru.
Zobacz WIDEO:
– Z Mercosurem wszyscy nas ogrywają. Mówi się o klauzulach ochronnych, które dobrze wiemy, że nigdy nie wejdą w życie – podkreśla.
Mercosur wciąż budzi największe emocje
Szczególne obawy wśród rolników budzi planowana umowa handlowa UE–Mercosur.
– Drób i jaja z Mercosuru nie będą podlegały kontroli fitosanitarnej Unii Europejskiej. Jeżeli powiedzą, że wysłali zdrowe, to mamy to wziąć na półki i koniec – alarmuje Toporek.
Rolnicy pprzypominają rónież o różnicach w stosowaniu środków ochrony roślin.
– W Unii średnio to około 2 kg substancji czynnej na hektar. W Mercosurze mówi się o 12–13 kg. A potem ktoś mówi, że to tylko kilka procent rynku i nie ma problemu – dodaje.
„To nie jest polityka. To są interesy”
Zdaniem protestujących problem nie leży wyłącznie po stronie jednego rządu.
– Dla nas jest minister rolnictwa, a nie ten czy inny z partii. Jest ciągłość urzędu i ktoś musi za to odpowiadać – mówi Paweł Toporek. – To nie jest polityka. To jest miejsce do załatwiania interesów. Politycy są tylko narzędziami w rękach lobbystów. Na komisji rolnictwa pokazali nam, jak wygląda demokracja. Jak się zorientowali, że nie ma większości, to ogłosili przerwę – dodaje.
Rolnicy nie kryją rozczarowania postawą instytucji i organizacji, które przez lata miały ich reprezentować.
– Izby Rolne, związki, wszyscy wiedzieli o tych problemach od lat. Związki muszą się dogadać i wziąć to na siebie. Rolników nie obchodzi, kto z kim jest pokłócony – podkreśla.
Jeden stół, jedna data. Rolnicy chcą się dogadać
Mimo napięć między organizacjami, wśród organizatorów protestów pojawia się potrzeba wspólnego działania.
– Obdzwania się teraz wszystkich – z różnych związków – żeby ustalić jedno miejsce, jedną datę, jedną godzinę. Albo działamy razem, albo każdy sobie – mówi Toporek.
Jak dodaje, warunek jest jeden: bez wzajemnych rozliczeń.
– Jeśli ktoś przyjedzie i zacznie wyciągać stare konflikty, to po prostu nie ma o czym rozmawiać – podkreśla.
Zobacz WIDEO:
Agnieszka Sawicka
