Agnieszka Markiewicz-Piętka z woj. opolskiegoKamila Szałaj
StoryEditorGłos rolnika

„Jak nie drzwiami, to oknami". Rolniczka walczy o rodzinne gospodarstwo

21.05.2026., 17:00h

– Będę walczyć do końca. To gospodarstwo jest od dziada pradziada i nie po to człowiek tyle lat pracował, żeby teraz wszystko zostawić – mówi Agnieszka Markiewicz-Piętka z woj. opolskiego, z którą rozmawialiśmy podczas protestu NSZZ RI „Solidarność” w Warszawie.

Pani Agnieszka wraz z mężem Tomaszem prowadzi niewielkie, niespełna 20-hektarowe gospodarstwo w okolicach Namysłowa. Uprawiają zboża, rzepak, kukurydzę, buraki cukrowe i słonecznik. Jak przyznaje rolniczka, dziś coraz trudniej utrzymać się wyłącznie z rolnictwa.

„Bez dodatkowej pracy byłoby bardzo ciężko”

Rolniczka od kilku lat łączy pracę w gospodarstwie z etatem w korporacji. Mówi nam, że bez dodatkowych dochodów prowadzenie gospodarstwa byłoby dziś bardzo trudne.

– Niestety, dziś trudno utrzymać się wyłącznie z rolnictwa. Gdyby nie dodatkowy dochód, byłoby naprawdę ciężko – przyznaje.

Jak dodaje, wszystkie zboża z ubiegłorocznych zbiorów sprzedała już w styczniu. Cena nie dawała jednak większych powodów do optymizmu.

– Ostatnie zboże sprzedaliśmy po około 750 zł za tonę – mówi.

Tymczasem koszty produkcji rosną praktycznie z roku na rok.

– Nakłady są ogromne. Dzisiaj trzeba włożyć bardzo dużo pieniędzy, żeby w ogóle uzyskać plon. Nawozy, mikroelementy, środki ochrony roślin – bez tego nie ma co liczyć na wysokie wyniki – tłumaczy.

image
Pracuje w korporacji i walczy o rodzinne gospodarstwo. „Swoje to jest swoje”
FOTO: Kamila Szałaj

„Po roślinach widać stres”

Rolniczka nie ukrywa też obaw związanych z tegoroczną pogodą. Susza i wiosenne przymrozki mocno odbiły się na kondycji upraw.

– Jak nie susza, to przymrozki. Rośliny są wyraźnie osłabione po ostatnich stresach pogodowych – mówi.

Choć okolice Namysłowa ominęły ostatnie gradobicia, problemem pozostaje brak opadów i przesuszona gleba.

– Oczywiście, jeśli pojawią się opady i poprawią się warunki pogodowe, część roślin może jeszcze nadrobić straty. Ale potencjał plonowania już został ograniczony. To, co roślina straciła na początku wegetacji, będzie widoczne podczas żniw – ocenia.

„To nie tylko ziemia. To kawałek rodziny”

Mimo trudnej sytuacji pani Agnieszka nie zamierza rezygnować z prowadzenia gospodarstwa. Podkreśla, że ziemia ma dla niej znaczenie dużo większe niż tylko ekonomiczne.

– To małe gospodarstwo, ale nasze, rodzinne. Nie poddamy się. Jak nie drzwiami, to oknami będziemy próbować je utrzymać – mówi.

Rolniczka podkreśla, że chciałaby przekazać gospodarstwo dzieciom.

– Chodzi o patriotyzm, o rodzinę, o to, żeby coś po sobie zostawić. Liczę, że dzieci kiedyś przejmą gospodarstwo i będą je dalej prowadzić – dodaje.

I zaznacza, że mimo pracy poza rolnictwem to właśnie gospodarstwo daje jej największe poczucie stabilizacji.

– W korporacji dziś jesteś, jutro może cię nie być. A gospodarstwo zostaje – podsumowuje.

Kamila Szałaj

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
21. maj 2026 17:02