Czarnek: „Trzeba zatrzymać import z Ukrainy”
Konferencja odbyła się 13 sierpnia na przejściu granicznym w Dorohusku. Przemysław Czarnek mówił przede wszystkim o imporcie produktów rolno-spożywczych z Ukrainy i jego wpływie na polski rynek. Na początku wystąpienia polityk odniósł się do obowiązującej blokady części ukraińskich produktów.
- Proszę Państwa, w 2023 roku wiosną ministerstwo rolnictwa w rządzie Prawa i Sprawiedliwości pod zarządem pana ministra Roberta Telusa, obecnego tu również pana ministra Krzysztofa Cieciury, wprowadziło blokadę na zboże ukraińskie wbrew Unii Europejskiej, zmuszając Unię Europejską do odpowiedniego działania - przypomniał Czarnek.
Jak mówił, blokada obejmowała pszenicę, rzepak, słonecznik i kukurydzę.
- Ta blokada dotyczyła pszenicy, dotyczyła rzepaku, dotyczyła słonecznika, dotyczyła kukurydzy. Ta blokada jest utrzymywana, jesteśmy tutaj na tej granicy po to, żeby podtrzymać rząd w tej decyzji podjętej jeszcze przez rząd PiS wiosną 2023 roku - dodał.
Czarnek przekonywał również, że problemem są obecnie produkty przetworzone.
- Nie wolno zdjąć tej blokady ze zbóż ukraińskiej. Ale dzisiaj chodzi o coś więcej. W tych samochodach, w tego rodzaju samochodach, tego rodzaju transportem, jak tutaj widzimy, trafiają na polski rynek produkty już przetworzone z tych zbóż, które do Polski nie przenikają - mówił poseł PIS.
Olej rzepakowy, maliny, jaja i masło
Polityk przedstawił podczas konferencji dane dotyczące importu, na które powoływał się w swoim wystąpieniu.
- Przy negatywnym, ujemnym bilansie handlowym z Ukrainą, bo za 2025 rok produkty, które do Polski trafiły na polski rynek z Ukrainy, to są produkty o wartości 6 miliardów 700 milionów zł. Tymczasem Polska wyeksportowała na Ukrainę produkty o wartości 5 miliardów zł. Mamy zatem ujemny bilans na kwotę 1 miliard 700 milionów zł. Co się składa na ten ujemny bilans? Co się składa na te 6 miliardów 700 milionów zł? Proszę Państwa, rzepak został zablokowany. Ale mamy nieprawdopodobny wzrost importu oleju rzepakowego z Ukrainy do Polski - ocenił Czarnek.
Poseł dodał, że - O ile jeszcze w 2022 roku to było 26 tysięcy ton, 26 tysięcy ton w 2022 roku, o tyle już w roku 2024 i w zeszłym roku 2025 to było po 70 tysięcy ton.
Czarnek mówił również o imporcie malin.
- Maliny i owoce miękkie. W 2025 roku nastąpił wzrost importu malin mrożonych o 70%. Sprowadziliśmy 36,5 tysiąca ton owoców miękkich mrożonych, w szczególności malin o wartości 125 milionów euro na polski rynek - podał.
Kolejnym wskazywanym przez niego rynkiem były jaja.
- W 2025 roku nastąpił wzrost importu jaj z Ukrainy do Polski o prawie 90% - informował.
Jak podawał, w 2025 roku do Polski sprowadzono 15 tys. ton jaj.
Czarnek zwrócił także uwagę na import masła.
- Proszę Państwa, jeśli chodzi o masło. Nastąpił wzrost rok do roku importu masła do Polski z Ukrainy, uwaga, o 371%. Nie 37, o 371% - alarmował.
Polityk mówił także o warunkach konkurencji między polskimi i ukraińskimi producentami.
- Jak mają się czuć polscy hodowcy, polscy wytwórcy, polskie firmy przetwarzające mleko, polskie firmy mleczarskie w sytuacji tak ogromnego już zagrożenia, nie tylko zagrożenia, tylko realnej konkurencji, powiedzmy sobie szczerze, nieuczciwej konkurencji, dlatego że warunki przetwarzania mleka na Ukrainie i w Polsce są zupełnie inne. Są zupełnie inne - podsumował.
Czarnek o kontyngentach
W dalszej części wystąpienia Czarnek odniósł się do zmian dotyczących kontyngentów na produkty rolno-spożywcze.
- Otóż wedle umowy pomiędzy Unią Europejską a Ukrainą, która weszła w życie w październiku 2025 roku, zmieniono kontyngenty na produkty rolno-spożywcze z Ukrainy - informował.
Wymienił m.in. cukier, miód, jaja i mięso drobiowe.
- I tak na cukier zwiększono ten kontyngent z około 20 tysięcy do 100 tysięcy ton. Na miód z 6 tysięcy do 35 tysięcy ton. Na jaja z 6 tysięcy do 18 tysięcy ton. Na mięso drobiowe z 90 tysięcy do 120 tysięcy ton - wyliczał.
Następnie postawił pytania dotyczące ochrony polskiego rolnictwa.
- Dlaczego o tym Polska nie poinformowała rolników? Dlaczego dowiedzieliśmy się od ukraińskiej strony o tego rodzaju umowie? Dlaczego nie chroni się polskiego rolnika, mieszkańca polskiej wsi, tego, który pracuje na bezpieczeństwo żywnościowe polskie? - pytał poseł.
„Żądamy rozszerzenia blokad”
Czarnek zakończył tę część wystąpienia postulatami dotyczącymi kontroli granicy i rozszerzenia ograniczeń.
- Żądamy zatem transparentności tego, co dzieje się tutaj na Ukrainie, zablokowania tak potężnego importu produktów przetworzonych rolno-spożywczych do Polski, które niszczą polskie rolnictwo. Przy tego rodzaju nieuczciwej konkurencji polski rolnik nie ma szans.
- Żądamy rozszerzenia zatem blokad na granicy z tych, które były podjęte w marcu. Utrzymania i rozszerzenia również o produkty przetworzone. Żądamy zdecydowanego zwiększenia kontroli tu na granicy jakości tych produktów.
Podkreślał też znaczenie bezpieczeństwa żywnościowego.
-Trzeba chronić polskiego rolnika dla polskiego bezpieczeństwa żywnościowego, dla polskiej suwerenności żywnościowej - zaakończył swoje wystąpienie.
Ciecióra: o sytuacji na rynku rzepaku i imporcie oleju rzepakowego
- Zaczynaliśmy te żniwa z ceną mniej więcej na poziomie 2300 zł za tonę i te ceny zaczęły spadać. Branża przetwórcza zaczęła mówić o tym, że trzeba ściągać rzepak z Ukrainy - mówił.
- Należy otworzyć granice i my słyszymy, że są ludzie w ministerstwie rolnictwa, którzy są skłonni to poprzeć. Dzisiaj mówimy nie, nie zgadzamy się na to i nie waż się się tego zmieniać - dodał.
Polityk PIS wskazywał także na potrzebę monitorowania transportu produktów przetworzonych.
- Nie możemy pozwolić sobie na to, że nie mamy monitoringu, nie ma chociażby systemu SEND na przetworzone produkty takie jak mąka - alarmował Ciecióra.
Poseł Krzysztof Ciecióra mówił o żywności z Ukrainy, która "i tak wjeżdża i może wjeżdżać do Polski z innych stron, chociażby przez Czechy czy Słowację i to się niestety szanowni państwo dzieje."
Dlatego pyta polski rząd, "czy prowadzone są kontrole w tym zakresie, czy są kontrolowane miejsca, o których donoszą rolnicy z różnych miejsc, z różnych stron, gdzie dochodzi do przeładunku towaru i zamiany jego kraju pochodzenia."
Na zakończenie konferencji poseł Dariusz Stefaniuk podsumował, że praktycznie żadna gałąź rolnictwa nie jest opłacalna, mówił też o potrzebie kontroli przewozów kolejowych na granicy.
Czarnek kończąc konferencję ponownie przedstawił główny postulat opozycji.
- Proszę Państwa, zatem końcowo żądamy zablokowania lawiny importu produktów rolno-spożywczych z Ukrainy do Polski, które stanowią śmiertelne zagrożenie dla polskiego rolnictwa i polskiego bezpieczeństwa żywnościowego, suwerenności żywnościowej - apelował.
Gromadzka odpowiada Czarnkowi. „Rozmawiajmy na podstawie faktów, dat i dokumentów”
Po zakończeniu konferencji redakcja Tygodnika Poradnika Rolniczego zwróciła się o stanowisko do wiceminister rolnictwa Małgorzaty Gromadzkiej, prosząc o odniesienie się do przedstawionych przez Przemysława Czarnka informacji i zarzutów dotyczących importu produktów rolno-spożywczych z Ukrainy.
Poniżej publikujemy w całości przesłane redakcji stanowisko wiceminister Gromadzkiej:
Panie Ministrze Czarnek – skoro rozmawiamy o Ukrainie i ochronie polskiego rolnictwa, rozmawiajmy na podstawie faktów, dat i dokumentów. W tak poważnej sprawie nie ma miejsca na półprawdy, wybiórcze statystyki ani budowanie politycznej narracji, która pomija odpowiedzialność tych, którzy przez osiem lat sprawowali władzę.
Zgadzam się z jednym: polskiego rynku rolnego trzeba chronić. Dlatego nikt nie wycofuje się z krajowego zakazu importu z Ukrainy pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika oraz części produktów ich przetwórstwa. Embargo obowiązuje. I powinno obowiązywać tak długo, jak wymaga tego bezpieczeństwo żywnościowe Polski i interes naszych gospodarstw.
Ale skoro dziś mówi Pan o malinach z Ukrainy, to przypomnijmy Lubelszczyznę roku 2023.
W sierpniu 2022 r. zakłady przetwórcze i chłodnie na Lubelszczyźnie płaciły za maliny na mrożenie około 16,50–17 zł/kg. Rok później, podczas kryzysu, ceny spadły do około 4–5 zł/kg. UOKiK podawał w lipcu 2023 r. średnio 3,93 zł/kg za maliny do przetwórstwa i 4,30 zł/kg za maliny do mrożenia. To było za rządów Prawa i Sprawiedliwości.
I nie była to wtedy wymyślona przez opozycję historia o Ukrainie. Ówczesny rząd sam przyznawał, że napływ mrożonych malin zza wschodniej granicy jest problemem dla rynku. Plantatorzy protestowali, ceny oscylowały wokół 4 zł/kg, a minister Robert Telus uruchamiał interwencyjny skup i kontrole.
A gdzie to wszystko się działo? Między innymi w Pana regionie.
Kampol-Fruit, posiadający zakład w Milejowie, w kwietniu 2024 r. znalazł się w upadłości. Uczciwie zaznaczam: nie twierdzę, że jedyną przyczyną upadłości były ukraińskie maliny – problemy finansowe i zaległości wobec dostawców pojawiały się już wcześniej. Ale Milejów pozostaje bardzo konkretnym symbolem tego, w jakiej kondycji znalazło się wówczas polskie przetwórstwo owocowo-warzywne.
Dlatego mam proste pytanie: gdzie była wtedy ta sama determinacja, którą prezentuje Pan dzisiaj?
Dzisiaj sytuacja cenowa wygląda zupełnie inaczej. Według Zintegrowanego Systemu Rolniczej Informacji Rynkowej w lipcu 2026 r. malina na mrożenie dochodziła do około 18 zł/kg, czarna porzeczka na sok do 10,51 zł/kg, a na mrożenie do 11,72 zł/kg. Dla porównania w sierpniu 2022 r. czarna porzeczka kosztowała około 8,50–9 zł/kg, a podczas załamania w 2023 r. ceny były wielokrotnie niższe. Oczywiście obecne wysokie ceny wynikają również z podaży i warunków pogodowych – nie będę przypisywać ich jednej decyzji politycznej. Tak samo jednak nie wolno wycinać z historii roku 2023, kiedy pasuje to do obecnej narracji.
Przejdźmy do zboża.
NIK ustaliła, że od marca 2022 r. do marca 2023 r. do Polski wjechało ponad 4 mln ton zbóż i nasion oleistych z Ukrainy. Około 3,4 mln ton zostało w Polsce, a tylko około 0,7 mln ton przejechało tranzytem. To wydarzyło się za rządów PiS.
Jeszcze poważniej wygląda sprawa tzw. zboża technicznego. NIK podała, że od początku 2022 r. do końca kwietnia 2023 r. zaimportowano niemal 230 tys. ton zbóż i rzepaku deklarowanych jako techniczne lub przemysłowe, o wartości około 450 mln zł. Minister rolnictwa nie posiadał nawet pełnej wiedzy o podmiotach zajmujących się tym importem, a NIK stwierdziła przypadki wykorzystania towaru niezgodnie z deklarowanym przeznaczeniem.
Dlatego kiedy dziś słyszę wezwania do „kontroli tego, co przekracza granicę”, odpowiadam: pełna zgoda. Tylko gdzie była ta kontrola w latach 2022–2023?
I wreszcie – skup i eksport polskiego zboża.
Po ośmiu latach rządów PiS ELEWARR nadal miał marginalny udział w krajowym handlu zbożem. NIK wskazywała udział rzędu zaledwie 1–1,5 proc. rynku zbóż i 2,5–3 proc. rynku rzepaku. Co więcej, sam ELEWARR przyznał, że dopiero w sezonie 2022/2023 po raz pierwszy w swojej ponad trzydziestoletniej historii zdecydował się na morski eksport pszenicy – do Wybrzeża Kości Słoniowej i Nigerii. Spółka sama wskazywała, że do rozwoju bezpośredniego eksportu potrzebny jest dostęp do nabrzeża zbożowo-eksportowego i odpowiedniej infrastruktury.
I właśnie dlatego budujemy dziś tę infrastrukturę.
27 lipca 2026 r. otwarto pierwszy etap Gdańskiego Agro Terminalu. Można z niego kpić, można porównywać pierwszą halę do namiotu rolnika. Ale bez własnego zaplecza portowego Polska zawsze będzie uzależniona od cudzej infrastruktury i cudzych kanałów handlowych.
Dla mnie hasło „polski rolnik, polskie pole” musi znaczyć coś więcej niż slogan.
Ma oznaczać cały łańcuch: polski rolnik → polski skup → polski magazyn → polska kolej i transport → polski terminal portowy → bezpośredni odbiorca na światowym rynku.
W czerwcu 2026 r. KOWR prowadził w Kairze rozmowy służące wznowieniu eksportu polskiego zboża do Egiptu i budowie bezpośrednich relacji z tamtejszymi importerami. Eksport jeszcze nie został wznowiony – i właśnie dlatego trzeba konsekwentnie zbudować ten kanał od początku do końca, zamiast udawać, że powstaje on od samego powtarzania haseł.
Ochrona polskiego rolnictwa ma dwa filary: zatrzymać niekontrolowany import tam, gdzie zagraża on naszemu rynkowi, i jednocześnie stworzyć polskiemu rolnikowi realne możliwości sprzedaży nadwyżek za granicę.
Embargo utrzymujemy.
Infrastrukturę eksportową budujemy.
Nowych rynków szukamy.
A o tym, kto dopuścił do niekontrolowanego napływu milionów ton ziarna, kryzysu „zboża technicznego” i dramatycznego załamania rynku malin w 2023 roku, najlepiej niech świadczą daty, liczby i raport Najwyższej Izby Kontroli.
Bo z faktami można polemizować politycznie. Nie można jednak zmienić ich daty - czytamy w stanowisku wiceminister Gromadzkiej.
Agnieszka Sawicka
