Nawałnica z gradobiciem w woj. lubuskim
W nocy z 30 czerwca na 1 lipca br. nad częścią woj. lubuskiego przeszła gwałtowna superkomórka burzowa. Nawalnym opadom deszczu towarzyszyło silne gradobicie, które niszczyło wszystko, co napotkało na swojej drodze. Uszkodzeniu uległy przede wszystkim uprawy rolnicze. Choć w Polsce najgłośniej mówi się o miejscowości Osowa Sień w gm. Wschowa, bo tam odnotowano najpoważniejsze straty, to równie niebezpiecznie było w gm. Sława, gdzie wspólnie z żoną gospodarstwo prowadzi Jarosław Michalski.
Rolnik w 15 min. stracił 320 ha upraw
Jak mówi Michalski, to był moment. Załamanie pogody nastąpiło ok. godz. 20.15. Grad miał wielkość 5 zł. Wszystko trwało 15 minut, a obraz strat po przejściu nawałnicy okazał się dramatyczny.
– Gradobicie zniszczyło nam 320 ha upraw. Teraz nawet nie mamy jak ich ratować, bo jest tak mokro, że nie da się nigdzie wjechać – mówi.
Gospodarstwo Michalskich liczy w sumie 500 ha, z czego obecnie ponad połowa została skoszona przez grad. Kukurydza została stłuczona i połamana, ziemniaki są potłuczone, liście buraków dziurawe, a ziarno z kłosów pszenicy wytrącone. Uprawa cebuli wygląda tak, jakby ktoś przejechał po niej mulczerem.
– 21 ha buraka, 35 ha cebuli, ok. 150 ha kukurydzy na ziarno, 60 ha słonecznika, 40 ha ziemniaków i ok. 14 ha pszenicy – to wszystko potłukł grad – wylicza.
Zobacz też: Miała być pasza dla bydła. Po gradzie nie zostało prawie nic
Karmią bydło na sucho, zostali bez ziarna kukurydzy
Dla Michalskich szczególnie bolesna jest utrata 150 ha uprawy kukurydzy na ziarno. Małżeństwo poza produkcją roślinną, zajmuje się również hodowlą ok. 300 szt. bydła opasowego rasy limousine w cyklu zamkniętym. Żywienie zwierząt odbywa się na sucho.
– Karmimy nasze bydło na sucho, czyli ziarnem kukurydzy, pszenicy, jęczmienia, pszenżyta, słomą i sianem. Kukurydza miała prawie 2 m, a po nawałnicy ma 1,20 m. Góry już w ogóle nie ma. Wkrótce zacznie pewnie usychać. Nawałnica pozbawiła nas kukurydzy praktycznie do zera. Nic z tego nie będzie – spodziewa się rolnik.
Zobacz FOTO i czytaj dalej:
Rolnik ubezpieczył uprawy, musi czekać na rzeczoznawcę
Michalscy zadbali o ubezpieczenie upraw od gradobicia. I choć z jednej strony, stanowi to dla nich szansę na odszkodowanie, z drugiej, chwilowo mają związane ręce. Jak wyjaśnia rolnik, nie może zacząć działać i ratować tego, co się da, dopóki nie przyjedzie rzeczoznawca i nie oszacuje powstałych strat. A te nie są małe. Rolnik mówi o zniszczeniach na poziomie 100% w uprawie kukurydzy, 80% w uprawie ziemniaków, 95% w uprawie buraków.
– Najlepiej byłoby to wszystko przesiać, choćby kukurydzą i w grudniu moglibyśmy to zebrać, ale mam to wszystko ubezpieczone i nie mogę, dopóki nie przyjadą z ubezpieczalni, nic z tym zrobić. Nie wiem, ile to potrwa, tydzień, dwa, może trzy, to jest najgorsze. Napisaliśmy pismo z prośbą o przyspieszenie szacowania, bo nie będziemy mieli czym karmić zwierząt, ale na razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi – przyznaje.
Cebula i ziemniaki już nie na sprzedaż
Gospodarstwo Michalskich to prężnie działający biznes, w którym praca nie kończy się na uprawie pola i hodowli zwierząt. Rolnicy prowadzą również Rolniczy Handel Detaliczny, a ich wyroby są znane nie tylko w okolicy. W sklepach Zagroda Michalscy można kupić nie tylko wyroby mięsne z wołowiny produkowanej w ich gospodarstwie oraz wieprzowiny, ale również sery, soki czy warzywa, których część,niestety, uległa zniszczeniu podczas gradobicia.
– Przede wszystkim sprzedajemy wędliny i mięso wyprodukowane ze zwierząt z naszego gospodarstwa. Dotychczas sprzedawaliśmy też ziemniaki i cebulę, ale w tym roku, prawdopodobnie, nie będziemy mieli tego w ofercie, bo z tego nic nie będzie – wyjaśnia.
Zobacz też: „Nie została mi żadna uprawa”. Jedna burza zniszczyła rolnikom cały rok pracy
Najpierw wysuszyło, potem zbiło gradem
Rok 2026 jest wyjątkowo trudny dla polskich rolników. Jak mówi Michalski, najpierw brak opadów atmosferycznych wysuszył uprawy na wiór, zwłaszcza na słabszych glebach, a teraz gradobicie wyrządziło potężne straty w części upraw, w której pokładał nadzieję na zadowalający plon.
– Liście kukurydzy na słabszych glebach kruszyły się w dłoni, ale na lepszych ziemiach kukurydza wyglądała obiecująco – przyznaje.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Jak dodaje, przez suszę gleba była bardzo zbita, więc nie nadążała odprowadzać wody. Na polach powstały więc zastoiska, które uniemożliwiają rolnikowi wjazd na pole i reanimację upraw.
– Moglibyśmy odżywkami opryskać rośliny, żeby zasuszyć uszkodzenia, ale nie jesteśmy w stanie wjechać, bo jest tak mokro. Podczas nocy, której przyszła nawałnica, spadło ok. 25 litrów deszczu, a w nocy z 1 na 2 lipca jeszcze dodatkowych 15 litrów – kończy.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Na razie Michalskim pozostaje czekać na oględziny rzeczoznawców i decyzję ubezpieczyciela. Dopiero po oszacowaniu strat będą mogli podjąć działania mające na celu ograniczenie dalszych szkód i przygotowanie pól do kolejnych prac. Rolnik nie ukrywa jednak, że nawet najwyższe odszkodowanie nie zrekompensuje utraconych plonów, problemów z zapewnieniem paszy dla bydła oraz strat w prowadzonej działalności handlowej. Dla wielu gospodarstw, przez które przeszła nawałnica, najbliższe miesiące będą walką o utrzymanie płynności finansowej i odbudowę produkcji po jednym z najbardziej dotkliwych gradobić ostatnich lat.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
