Wroński: „Każdy Polak musiałby zjeść dodatkowo 60 kg ziemniaków”
Na rynku ziemniaka wrze. Rolnicy od roku alarmują, że sytuacja jest dramatyczna, bo tysiące ton towaru nie znajduje odbiorców. W centrum krytyki znalazła się uruchomiona przez Ministerstwo Rolnictwa akcja „Polski ziemniak – bohater każdego obiadu”, która miała pomóc w rozładowaniu gigantycznej nadwyżki.
Marcin Wroński, zastępca przewodniczącego Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w woj. kujawsko-pomorskim, nie kryje oburzenia.
– Podam wam dzisiaj przykład, jak w Ministerstwie Rolnictwa pozoruje się działania, opowiada się rolnikom bajki i udaje się, że w ogóle się coś robi – mówi Wroński.
Kolejny raz przypomina, że producenci weszli w nowy sezon 2026 z ogromnymi zapasami niesprzedanych ziemniaków.
– Producenci ziemniaka zostali przed nowym sezonem prawie z milionem ton ziemniaków w magazynach.
A jednym z głównych powodów kryzysu był rekordowy import ziemniaków z Europy Zachodniej.
– Nie udało się ich sprzedać, ponieważ mieliśmy w tym roku ogromny import zalew ziemniaków, szczególnie z Niemiec i z Holandii. Niespotykany wcześniej na taką skalę – wyjaśnia Wroński.
„Akcja spóźniona i kompletnie nierealna”
Największe emocje budzi jednak sposób, w jaki resort próbował odpowiedzieć na kryzys. Kampania promująca spożycie polskich ziemniaków ruszyła dopiero na kilka tygodni przed rozpoczęciem sezonu młodego ziemniaka.
– Dwa tygodnie temu, czyli na miesiąc przed właściwym rozpoczęciem sezonu na młodego ziemniaka w Polsce, bo młody ziemniak już się pojawił, polski na giełdach produkowany pod osłonami, ale ten taki z gruntu typowo, ogłosili akcję dwa tygodnie temu, "Polski ziemniak, bohater każdego obiadu" – mówi.
Wroński wylicza, że skala problemu jest tak duża, iż żadna kampania promocyjna nie jest już w stanie uratować rynku.
– My mówimy o miliardzie kilogramów ziemniaków, bo milion ton to jest miliard kilogramów ziemniaków – stwierdza.
Rachunek jest prosty. Polacy, nawet jeśli chcieliby zaangażować się w akcję, nie byliby w stanie skonsumować takiej ilości bulw.
– Każdy z nas musiałby przez miesiąc dodatkowo zjeść nie 8 kilogramów średnio, jak je ziemniaka, ale plus jakieś 60 kilogramów ziemniaka na jednego Polaka. Wiemy, że to jest nierealne – ocenia Wroński.
„O tej akcji nikt nawet nie słyszał”
Zdaniem producentów problemem jest nie tylko termin kampanii, ale też jej praktyczny brak widoczności.
– O tej akcji nikt nie słyszał. Poza tym, że ogłoszono ją w ministerstwie, na stronach, nikt o tej akcji nie słyszał. Wy zapewnienie też. I tak wyglądają niestety działania Ministerstwa Rolnictwa odnośnie poprawy sytuacji na polskiej wsi – ocenia Wroński.
Próby ratowania polskiego ziemniaka podsumował jako skandal. " To jest w ogóle skandal i tak naprawdę śmianie się w twarz polskiemu rolnikowi."
Podobne głosy płyną z gospodarstw w całym kraju. Rolnicy mówią, że działania promocyjne powinny ruszyć już zimą, gdy ich magazyny zaczynały się zapełniać, a nie pod koniec sezonu przechowalniczego.
Ziemniaki trafiają na pola i do biogazowni
Skala problemu robi ogromne wrażenie. Według szacunków zbiory ziemniaków w Polsce w 2025 roku sięgnęły około 7 mln ton, czyli o blisko 18 proc. więcej niż rok wcześniej. Tymczasem krajowe zużycie utrzymuje się na poziomie 5,5–6 mln ton. Nadwyżka okazała się gigantyczna.
Duża część ziemniaków nie trafia do handlu i konsumentów. Plantatorzy zamiast tego rozrzucają warzywa na polach albo kierują do biogazowni i utylizacji, bo koszty dalszego przechowywania przewyższają możliwe zyski ze sprzedaży. Utylizacja też kosztuje.
A ceny? Uwłaczające produkcji, jak mówią rolnicy. Różnica między ceną u producenta a sklepową ogromna. Plantatorzy sprzedawali ziemniaki ledwie po 20 groszy za kilogram, podczas gdy w marketach były one po 3–4 zł za kilogram.
Import z Niemiec i Holandii zalał rynek
Rolnicy od jesieni ostrzegali, że rekordowy import ziemniaków z Niemiec i Holandii doprowadzi do załamania rynku. Protestowali pod ministerstwem i alarmowali, że polski towar zostaje wypychany z handlu.
– Mówiłem o tym niejednokrotnie już od jesieni, czy to na komisjach sejmowych, czy w mediach, czy na innych spotkaniach z ministerstwem – przypomniał Wroński.
Sytuacja już wówczas była do przewidzenia. A dziś? W lasach ląduje tysiące ton ziemniaków, jak alarmował Władysław Serafin, prezes Krajowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych.
Ministerstwo promuje ziemniaka, ale rynek chce konkretnych działań
Resort rolnictwa przekonywał, że akcja „Polski ziemniak – bohater każdego obiadu” miał pobudzić konsumpcję i wesprzeć krajowych producentów. Kampanię zainicjował we współpracy z sieciami handlowymi, by promować patriotyzm konsumencki.
Rolnicy odpowiadają jednak wprost: sama promocja nie wystarczy.
Producenci domagają się konkretnych mechanizmów ratunkowych. W internetowej petycji skierowanej do rządu pojawiały się postulaty dopłat: 40 groszy za kilogram ziemniaka kierowanego do biogazowni lub przemysłu i 60 groszy za kilogram niesprzedanego sadzeniaka wraz z utylizacją. Plantatorzy podkreślali, że bez szybkiej interwencji wiele gospodarstw nie przetrwa kolejnego sezonu.
Rynek ziemniaka potrzebuje stałej strategii
Rolnicy mówią, że problem nie dotyczy wyłącznie jednego sezonu. Ich zdaniem Polska od lat nie ma spójnej strategii ochrony krajowego rynku warzyw przed wahaniami podaży i presją importową. Pojawiają się apele o budowanie realnego patriotyzmu konsumenckiego i stałe promowanie polskiej żywności, a nie tylko doraźne akcje prowadzone w czasie kryzysu.
Bo i owszem, ziemniak w Polsce nadal jest podstawą wielu obiadów, ale problem w tym, że dziś dla tysięcy gospodarstw stał się też symbolem ogromnych strat i bezradności wobec rynku.
Agnieszka Sawicka
