Choć uczestnicy debaty z 16 lipca byli zgodni, że producent rolny pozostaje najsłabszym ogniwem łańcucha żywnościowego, różnili się w ocenie, czy proponowane przepisy rzeczywiście rozwiążą ten problem.
UOKiK nałoży kary za kupowanie produktów rolnych poniżej kosztów produkcji
Rolnicy od lat podkreślają, że nie oczekują kolejnych dopłat, lecz uczciwych cen za swoje produkty. Odpowiedzią na te postulaty ma być poselski projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej.
Zakłada on, że kupowanie produktów rolnych i spożywczych poniżej kosztów ich produkcji lub zakupu stanie się nieuczciwą praktyką, za którą Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie mógł nakładać kary. Celem projektu jest wzmocnienie pozycji producentów oraz bardziej sprawiedliwy podział marży w całym łańcuchu żywnościowym.
Jeśli proponowane przepisy weszłyby w życie, podmioty skupujące nie mogłyby wykorzystywać swojej przewagi kontraktowej do narzucania cen poniżej kosztów produkcji. W praktyce oznaczałoby to większą ochronę producentów rolnych w relacjach z dużymi odbiorcami. Jednocześnie właśnie sposób ustalania kosztów produkcji okazał się największym wyzwaniem wskazywanym podczas sejmowej debaty.
Już podczas pierwszego czytania projektu okazało się, że choć większość uczestników popiera jego cel, największe kontrowersje budzi możliwość skutecznego egzekwowania nowych przepisów.
Rolnicy chcą godnie zarabiać na swojej pracy
Projekt przedstawił poseł Robert Telus (PiS), przypominając, że podobne rozwiązania funkcjonują już w Hiszpanii. Jak podkreślał, polscy rolnicy od dawna oczekują przede wszystkim możliwości godnego zarabiania na swojej pracy.
– Rolnicy mówią: nie chcemy dopłat, tylko opłacalności. Jak mamy ją osiągnąć, skoro o cenie nie decyduje producent, ale koncern, który zmusza do sprzedaży poniżej kosztów? – pytał.
Zdaniem byłego ministra rolnictwa problem dotyczy praktycznie wszystkich sektorów produkcji. – Negocjacje mogą być prowadzone tylko do granicy opłacalności. Nie może być wyzysku rolnika – przekonywał.
Telus przypomniał również, że inspiracją dla projektu były rozwiązania obowiązujące w Hiszpanii, gdzie przepisy mają ograniczać sprzedaż produktów rolnych poniżej kosztów ich wytworzenia.
Gromadzka: "Widzimy, że najbardziej traci właśnie rolnik"
Stanowisko resortu rolnictwa w wielu punktach było zbieżne z argumentami autorów projektu.
Wiceminister Małgorzata Gromadzka nie kwestionowała, że to właśnie rolnik pozostaje dziś najsłabszym uczestnikiem rynku. – Chcemy chronić polskiego producenta rolnego. Widzimy, że najbardziej traci właśnie rolnik – podkreśliła.
Jako przykład podała sytuację, w której producent sprzedaje ziemniaki po około 35 groszy za kilogram, podczas gdy w handlu detalicznym ich cena sięga 3,5–4 zł za kilogram.
Jednocześnie resort zaznaczył, że polskie rolnictwo znacząco różni się od hiszpańskiego. Dlatego przed przyjęciem nowych przepisów konieczna jest pogłębiona analiza ich skutków gospodarczych oraz sposobu ich egzekwowania.
Ministerstwo zadeklarowało jednocześnie gotowość do dalszych prac nad rozwiązaniami, które mogłyby skuteczniej chronić producentów rolnych przed wykorzystywaniem przewagi kontraktowej.
Rolnicy boją się dochodzić swoich praw
To właśnie ten temat powracał niemal w każdym wystąpieniu. Projekt zakłada, że nie będzie można kupować produktów poniżej kosztów ich wytworzenia. Problem w tym, że koszty produkcji różnią się w zależności od gospodarstwa, jego skali, technologii, poziomu zadłużenia czy kosztów pracy.
Na ten aspekt zwracali uwagę zarówno przedstawiciele UOKiK, jak i parlamentarzyści różnych klubów.
Wiceprezes UOKiK Daniel Mańkowski podkreślał, że nowe przepisy muszą być możliwe do wyegzekwowania i nie mogą nakładać na rolników obowiązków dokumentacyjnych, których obecnie nie mają.
Urząd zwrócił również uwagę na tzw. czynnik strachu. Wielu producentów nie zgłasza nieuczciwych praktyk, ponieważ obawia się utraty jedynego odbiorcy swoich produktów. Nawet najlepiej przygotowane przepisy nie będą więc skuteczne, jeśli rolnicy nadal będą bali się dochodzić swoich praw.
Podobne wątpliwości zgłaszali również posłowie. Zwracali uwagę, że bez jednoznacznego sposobu wyliczania kosztów produkcji egzekwowanie nowych przepisów może okazać się bardzo trudne.
Potrzebna efektywność ekonomiczna i rentowność gospodarstw
Szeroko do projektu odniósł się były minister rolnictwa, a dziś poseł Jan Krzysztof Ardanowski (Koło Poselskie Demokracja Bezpośrednia). Nie kwestionował potrzeby zmian. Wręcz przeciwnie – uznał je za konieczne.
– Rozmawiamy de facto o tym, jak zapewnić efektywność ekonomiczną polskim gospodarstwom poprzez dostęp do rynku wewnętrznego – mówił.
Podkreślał, że nie chodzi wyłącznie o wysokość cen skupu, ale o stworzenie takich warunków, aby rodzinne gospodarstwa mogły utrzymać rentowność i skutecznie konkurować na rynku.
Jednocześnie zwrócił uwagę, że sama idea zakazu sprzedaży poniżej kosztów nie rozwiązuje najtrudniejszego problemu.
– Koszty w każdym gospodarstwie są różne. Czy uwzględniamy koszty bezpośrednie, pośrednie, koszty kredytowania? Każdy wykazuje inne koszty – tłumaczył.
Zdaniem Ardanowskiego potrzebne jest kompleksowe rozwiązanie przygotowane przez rząd, a nie inicjatywa poselska.
– Nie jesteśmy w stanie dokumentem poselskim tego rozwiązać. Oczekuję, że ministerstwo rolnictwa przedstawi harmonogram prac nad rządową ustawą.
Były minister ostrzegał również przed konsekwencjami braku skutecznych działań. – Według różnych analiz w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się masywnych bankructw polskich gospodarstw. Szacuje się, że około 30% gospodarstw może upaść w ciągu najbliższych kilku miesięcy – mówił.
Na zakończenie dodał: – Jeżeli tego nie uregulujemy, to zapomnijmy o tym, że polskie rolnictwo będzie istniało.
Kołodziejczak: "Rynek destabilizuje napływ importowanych produktów"
Odmienne stanowisko przedstawił były wiceminister rolnictwa, a dziś poseł Michał Kołodziejczak (Klub Parlamentarny Koalicji Obywatelskiej). Jego zdaniem projekt zmierza w dobrym kierunku, ale nie rozwiązuje głównego problemu, z którym od lat mierzą się producenci rolni.
– Praktycznie żaden rolnik nie sprzedaje bezpośrednio swoich produktów do sieci handlowych. Robią to pośrednicy, którzy wykorzystują swoją przewagę – przekonywał.
Jak podkreślał, największe problemy pojawiają się na etapie pośrednictwa, a nie w relacjach pomiędzy rolnikami a sieciami handlowymi. Zwracał również uwagę na wpływ importu żywności na sytuację krajowych producentów.
Zdaniem Kołodziejczaka rynek destabilizuje napływ importowanych produktów, które często trafiają do obrotu tuż przed rozpoczęciem krajowych zbiorów i wywierają presję na obniżanie cen. W jego ocenie skuteczniejszym rozwiązaniem niż sam zakaz skupu poniżej kosztów produkcji mogłyby być przepisy dotyczące obowiązkowej kontraktacji oraz większego udziału krajowej żywności w dostawach do sieci handlowych.
Relacje rynkwoe i wzmocnienie pozycji rolników
Debata pokazała, że choć większość uczestników zgadza się co do potrzeby poprawy sytuacji ekonomicznej rolników, różni ich sposób osiągnięcia tego celu.
Była wiceminister, a później także minister rolnictwa Anna Gembicka (PiS) zwracała uwagę, że konsumenci często błędnie utożsamiają wysokie ceny żywności z wysokimi dochodami producentów rolnych. Tymczasem, jak podkreślała, największa część marży pozostaje na kolejnych etapach łańcucha dostaw.
Poseł Jacek Bogucki (PiS) ocenił natomiast, że sprzeciw części dużych sieci handlowych wobec projektu świadczy o tym, że proponowane rozwiązania mogą realnie wpłynąć na relacje rynkowe i wzmocnić pozycję rolników.
Z kolei poseł Michał Cieślak (PiS) zaproponował wykorzystanie danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej do opracowania referencyjnych kosztów produkcji. Jego zdaniem pozwoliłoby to ograniczyć biurokrację po stronie gospodarstw i ułatwić stosowanie nowych przepisów.
Podczas posiedzenia komisji padły również głosy o pogarszającej się kondycji ekonomicznej rodzinnych gospodarstw. Posłowie wskazywali, że coraz więcej rolników rezygnuje z produkcji, wydzierżawia ziemię lub ogranicza skalę działalności z powodu rosnących kosztów i niskiej opłacalności.
Jak wyliczyć koszty produkcji?
Choć dyskusja trwała kilka godzin, nie przyniosła jednoznacznej odpowiedzi na najważniejsze pytanie: jak w praktyce wyliczyć koszt produkcji, aby nowe przepisy były skuteczne i jednocześnie możliwe do wyegzekwowania?
To właśnie ten problem przewijał się w wypowiedziach przedstawicieli ministerstwa rolnictwa, UOKiK, Jana Krzysztofa Ardanowskiego oraz wielu posłów. Bez stworzenia przejrzystych zasad określania kosztów produkcji wprowadzenie zakazu skupu poniżej kosztów może okazać się trudne do zastosowania w praktyce.
Jednocześnie uczestnicy debaty byli zgodni, że obecny system nie zapewnia producentom rolnym odpowiedniej ochrony przed wykorzystywaniem przewagi kontraktowej przez silniejszych uczestników rynku.
Potrzeba poprawy sytuacji ekonomicznej gospodarstw rolnych
Posiedzenie komisji pokazało, że potrzeba poprawy sytuacji ekonomicznej gospodarstw rolnych nie budzi większych sporów politycznych. Zarówno przedstawiciele rządu, opozycji, jak i UOKiK przyznawali, że producent rolny pozostaje najsłabszym ogniwem łańcucha żywnościowego.
Różnice dotyczą przede wszystkim sposobu osiągnięcia tego celu. Część uczestników debaty opowiada się za ustawowym zakazem skupu poniżej kosztów produkcji, inni wskazują na konieczność głębszych zmian obejmujących kontraktację, ograniczenie roli pośredników czy stworzenie jednolitego systemu wyliczania kosztów produkcji.
Retransmisję posiedzenia połączonych Komisji Gospodarki i Rozwoju oraz Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi można obejrzeć tutaj. Z poselskim projektem ustawy i uzasadnieniem można zapoznać się tutaj.
Krzysztof Zacharuk
