Sargalski: „Mercosur nie jest porażką rolników”
Szymon Sargalski, rolnik z okolic Nowego Miasta Lubawskiego i działacz ZZR Samoobrona w ostrych słowach komentuje sposób działania organizacji rolniczych w Polsce. W jego ocenie umowa UE-Mercosur nie jest porażką rolników, a raczej ich rzekomych reprezentantów.
– Finansowani przez Ministerstwo Rolnictwa działacze nie gryzą ręki, która ich karmi. I dlatego, gdy Bruksela podpisuje dokumenty godzące w polskie gospodarstwa — w Warszawie panuje cisza. Przez dwadzieścia lat, zamiast twardo walczyć o interes polskiego rolnika i blokować projekty takie jak Mercosur, tzw. reprezentacja rolnicza merdała ogonem przed ministerstwem – komentuje Sargalski.
Sargalski: „Rolnicy zostali bez głosu”
W opinii Sargalskiego polscy rolnicy pozostali bez głosu, bo nie ma obecnie osoby, która w ich interesie zawalczyłaby o sprawiedliwość bez względu na rządzącą opcję.
– Od lat na szczytach tych struktur krążą te same nazwiska. Zero wymiany kadr. Zero świeżej krwi. Zero zaplecza analitycznego. Realne oddolne działania? Zero. Za to konferencje i wystąpienia wychodzą znakomicie. To nie jest reprezentacja rolników. Rolnicy zostali bez głosu. Bez realnej obrony. Bez ludzi, którzy potrafią powiedzieć „nie” każdej władzy, gdy ta działa przeciw polskiej wsi – dodaje Sargalski.
Rolnik o niezależnym budżecie dla organizacji rolniczych
Zdaniem Sargalskiego niezbędne jest utworzenie niezależnego budżetu, w który nie będzie ingerowało Ministerstwo Rolnictwa.
– Finansowanie powinno zależeć od skuteczności, a nie od politycznej uległości. Dziś mamy w Polsce ponad sto pięćdziesiąt organizacji rolniczych. Większość istnieje tylko na papierze. To wygląda żałośnie. W takim systemie nie wykreują się liderzy. Wykreują się jedynie beneficjenci dotacji. Wystarczy spojrzeć na praktykę Izb Rolniczych, które współpracują z siecią Europa Direct i zapraszają jej przedstawicieli na spotkania z rolnikami. A potem na mównicy staje dr Jerzy Plewa i przekonuje, że liberalizacja handlu z Ukrainą to „szansa”, a Mercosur to „kierunek rozwoju”. Rolnicy słuchają tego z niedowierzaniem, bo widzą, co się dzieje. A takie spotkania organizowane są przez instytucje rolnicze. Bo to nie jest głos obrony polskiej wsi. To jest przekaz z brukselskich gabinetów, oderwany od realiów gospodarstw – komentuje Sargalski.
Sargalski: „Potrzebny jest lider z charakterem”
W ocenie Sargalskiego, jakakolwiek zmiana będzie możliwa jedynie, wtedy kiedy rolnicy sami zorganizują się oddolnie i wyznaczą swojego lidera.
– Potrzebny jest lider z charakterem — ktoś, kto stanie przed ludźmi, a nie przed ministerialnym biurkiem. Tak jak kiedyś zrobił to śp. Andrzej Lepper, kreując Samoobornę – przypomina Sargalski.
Sargalski: „Zjadamy sami siebie, by przetrwać”
Jak komentuje Sargalski, obecnie rolnicy znaleźli się w sytuacji, w której „zjadają sami siebie”. W jego ocenie jedynym Polakiem, który ma odwagę mówić o Samoobronie, jest Grzegorz Braun.
– Dziś w Polsce niewielu ma odwagę mówić prawdę o tamtym ruchu i jego znaczeniu. Jednym z nich jest Grzegorz Braun. I być może właśnie z takich środowisk może wyrosnąć nowa siła dla polskiej wsi. Co będzie się wiązać z radykalizacją i szukaniem alternatyw względem Unii Europejskiej. Bo obecna polityka Von Der Leyen jest odpowiednikiem słowa kanibalizm, ta polityka sprawia, że zjadamy sami siebie, by przetrwać. Jak długo to potrwa? – kończy Sargalski.
Oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
