Przymrozki i susza uderzyły w rzepak. Rolnicy liczą straty
Tegoroczna wiosna okazała się wyjątkowo trudna dla producentów rzepaku. W wielu gospodarstwach straty spowodowały zarówno silne przymrozki, jak i pogłębiająca się susza. Szczególnie dotkliwe były spadki temperatur w okresie kwitnienia roślin.
– Były regiony, gdzie temperatura spadała nawet do minus 10 stopni. To, co wtedy kwitło, praktycznie przemarzło. Wcześniejsze kwitnienie częściowo się utrzymało, ale późniejsze zostało mocno uszkodzone – mówi Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej.
Rolnicy zwracają uwagę, że skutki przymrozków nie zawsze są widoczne od razu. Uszkodzenia często ujawniają się dopiero po kilku tygodniach, gdy zaczynają rozwijać się łuszczyny.
Nie wolno szacować strat w rzepaku? Wojewoda zabrał głos
Do Lubelskiej Izby Rolniczej zaczęły docierać sygnały z gmin o rzekomych ograniczeniach dotyczących szacowania szkód w rzepaku. Według relacji rolników i przedstawicieli samorządu rolniczego pojawiały się sugestie, że komisje powinny skupiać się głównie na uprawach sadowniczych i jagodowych.
To właśnie te informacje skłoniły izbę do wystąpienia do wojewody lubelskiego z prośbą o oficjalne stanowisko.
W odpowiedzi z 1 czerwca 2026 r. Lubelski Urząd Wojewódzki podkreślił, że wojewoda nie wydawał żadnych zarządzeń ani wytycznych zakazujących szacowania strat w rzepaku spowodowanych tegorocznymi przymrozkami wiosennymi.
Urząd zaznaczył również, że podstawą działania komisji są wytyczne Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a nie dodatkowe instrukcje wydawane przez wojewodę.
Wojewoda: komisje mogą szacować wszystkie uprawy i wszystkie zjawiska
W swoim stanowisku urząd przypomniał, że wojewoda nie narzuca komisjom żadnych terminów rozpoczęcia ani zakończenia prac. Nie wprowadza również ograniczeń dotyczących rodzaju upraw czy zjawisk atmosferycznych podlegających szacowaniu.
Oznacza to, że komisje mogą oceniać szkody zarówno po przymrozkach, jak i innych niekorzystnych zjawiskach atmosferycznych – pod warunkiem, że zostanie potwierdzony ich wpływ na plon.
To ważna informacja dla producentów rzepaku, którzy obawiali się, że ich straty nie zostaną uwzględnione w protokołach.
Nie każda szkoda to przymrozek. Komisje muszą udowodnić przyczynę
Lubelski Urząd Wojewódzki zwraca jednak uwagę na jeden kluczowy element: samo obniżenie plonu nie jest wystarczające do uznania szkody przymrozkowej.
Komisja ma obowiązek ustalić związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy wystąpieniem niekorzystnego zjawiska a uszkodzeniami w uprawie. Oznacza to konieczność wykluczenia innych czynników, takich jak:
- błędy agrotechniczne,
- choroby,
- szkodniki,
- zaniedbania w prowadzeniu plantacji,
- skutki suszy.
Według urzędu zbyt wczesne oględziny mogą utrudnić prawidłową ocenę szkód, ponieważ objawy uszkodzeń mrozowych często ujawniają się dopiero po pewnym czasie.
Gustaw Jędrejek: komisja powinna po prostu pojechać w pole
Prezes Lubelskiej Izby Rolniczej nie ukrywa, że wokół tegorocznego szacowania szkód narosło wiele nieporozumień.
– Jeżeli komisja jedzie w teren, to powinna uczciwie i rzetelnie oszacować straty. Po to są komisje, żeby pojechały w pole i sprawdziły faktyczny stan upraw, a nie opierały się na sugestiach czy interpretacjach zza biurka – podkreśla.
Jak dodaje, pojawiały się opinie, że brak pęknięć łodyg może świadczyć o braku uszkodzeń mrozowych. Jego zdaniem to błędne podejście.
– To nie jest prawda. Rzepak dobrze odżywiony borem może nie mieć popękanych łodyg, a mimo to ucierpieć od przymrozków. Takie plantacje również wymagają dokładnej oceny w polu – zaznacza.
Susza dodatkowo pogarsza sytuację plantatorów
Problemy producentów rzepaku nie kończą się na przymrozkach. Coraz większym wyzwaniem staje się także brak opadów.
– Na słabszych glebach skutki suszy widać już gołym okiem. W niektórych regionach sytuacja jest naprawdę bardzo trudna – ocenia Gustaw Jędrejek.
Dodatkowe emocje budzi fakt, że wielu rolników wskazuje na rozbieżności pomiędzy sytuacją obserwowaną w gospodarstwach a oficjalnymi raportami dotyczącymi suszy rolniczej.
Komisje już pracują. Rolnicy nie powinni zwlekać ze zgłoszeniami
Jak informuje prezes Lubelskiej Izby Rolniczej, komisje klęskowe rozpoczęły już pracę w terenie. W wielu gospodarstwach zbliżają się żniwa, dlatego czas na ocenę szkód jest ograniczony.
– Jeżeli rolnik złożył wniosek, komisja powinna przeprowadzić oględziny. Teraz zaczynają się zbiory i część uszkodzeń może wkrótce zniknąć wraz z plantacją – mówi.
Największy problem? Zasady pomocy po klęskach
Zdaniem Gustawa Jędrejka sam system pomocy klęskowej wymaga gruntownych zmian. Szczególnie krytykowany jest próg 30 proc. strat liczonych dla całego gospodarstwa, który decyduje o możliwości uzyskania wsparcia.
– Rolnik może mieć bardzo duże straty na jednej uprawie, ale przez strukturę gospodarstwa nie osiągnąć wymaganych 30 proc. dla całości. W efekcie nie otrzymuje pomocy, mimo że realnie poniósł ogromne szkody – podkreśla.
Prezes LIR od lat postuluje także stworzenie powszechnego i skutecznego systemu ubezpieczeń rolniczych obejmującego wszystkie uprawy i wszystkie ryzyka pogodowe.
Agnieszka Sawicka
