ORKA uruchamia „łańcuch gmin”
Inicjatorem akcji jest Mariusz Borowiak, rolnik i działacz Stowarzyszenia ORKA. Plan jest prosty. Co poniedziałek protest w kolejnej gminie, aż presja dotrze do władz centralnych.
- Najpierw robimy porządek u siebie w gminach, dopiero potem Warszawa. To nasza ojczyzna mała i tu decydujemy o swoim losie - mówi Borowiak i dodaje, że rolnicy chcą działać razem, bez podziałów.
Pierwszy punkt protestu to Błaszki już 19 stycznia
Start akcji protestacyjnej będzie w gminie Błaszki. To powiat sieradzki, region kojarzony z Michałem Kołodziejczakiem, byłym wiceministrem rolnictwa. Przez cały dzień rolnicy będą pod urzędem, by pokazać sprzeciw wobec polityki, która uderza w opłacalność ich produkcji. Strajk odbędzie się już w najbliższy poniedziałek, 19 stycznia 2026 roku, na Placu Niepodległości w Błaszkach pod Urzędem Gminy, w godzinach 9:00–16:00.
To nie jest jednorazowy protest, tylko początek serii protestów, która ma objąć kolejne gminy w każdy następny poniedziałek.
- Protesty w kolejnych gminach w każdy poniedziałek. Krok po kroku bronimy swojego bytu - podkreśla Mariusz Borowiak.
Postulaty rolników
Najważniejsze postulaty to:
- zatrzymanie niekontrolowanego importu spoza UE, w tym skutków umów typu Mercosur,
- ochrona opłacalności produkcji w polskich gospodarstwach,
- traktowanie rolnika jako filaru bezpieczeństwa żywnościowego kraju.
- Działamy wspólnie, ponad podziałami. To nie polityka, to walka o nasze gospodarstwa - zaznacza Borowiak.
Dlaczego nie Warszawa?
Borowiak nie ukrywa, że rolnicy działają dziś pod presją kar i kontroli. W obecnej sytuacji kilka tysięcy złotych mandatu może oznaczać problemy z zasiewami albo spłatą kredytu.
- Każdy mandat po 5 tysięcy złotych może być dla rolnika katastrofą. W tej sytuacji każdy wyjazd trzeba dobrze zaplanować - podkreśla Borowiak. I dodaje, że zamiast wysyłać ciągniki setki kilometrów, rolnicy będą działać lokalnie.
- Transport 400 km ciągnikiem na własny koszt to ryzyko, którego wielu rolników nie może podjąć, dlatego lokalne protesty mają sens - wyjaśnia Borowiak.
To dopiero początek
Po Błaszkach przyjdzie czas na kolejne gminy. Każdy poniedziałek ma zwiększać nacisk na lokalne władze i partię, która rządzi na wsi.
- Chcemy realnych zmian i obrony gospodarstw. Nie możemy też pozwolić, by rolnik, który działa w ważnej sprawie, został sam. Solidarność to nasza siła - mówi Borowiak.
Dlaczego rolnicy mówią „teraz albo nigdy”?
Jak podkreśla Borowiak, coraz mniej gospodarstw daje radę. Sprzęt drogi, środki produkcji drogie, a ceny skupu niskie. Wielu już odpuściło, a kto sprzedał maszyny, do rolnictwa nie wróci.
- Jeżeli usiądziemy na tyłkach, jeszcze więcej sobie pozwolą. Trzeba działać, zanim będzie za późno - alarmuje.
Rolnicy chcą, żeby głos z Błaszek i kolejnych gmin dotarł nie tylko do Warszawy, ale i do Brukseli.
Agnieszka Sawicka
