Hodowla świń i produkcja mleka w jednym gospodarstwie
Paweł Wróbel jest 35-letnim rolnikiem z gminy Baranów (pow. kępiński, woj. wielkopolskie). Wspólnie z rodzicami prowadzi gospodarstwo rolne nastawione jednocześnie na hodowlę świń w cyklu zamkniętym i produkcję mleka. W chlewni na stałe utrzymywanych jest ok. 18 macior, a w oborze ok. 12 krów. Mleko odstawia do Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Kole.
To, co urodzi się w gospodarstwie, jest odchowywane i z czasem sprzedawane lub brane na wymianę stada. W gospodarstwie uprawianych jest w sumie ok. 50 ha ziemi, z czego większość to dzierżawy.
Podwójna produkcja pozwala przetrwać kryzys
Rolnik zdaje sobie sprawę z tego, że obecnie sytuacja rynkowa nie sprzyja ani produkcji świń, ani mleka, ponieważ ceny skupu spadły w obu przypadkach. Nie ukrywa jednak, że dotychczas podwójna produkcja umożliwiała mu przetrwanie wahań rynkowych, z którymi na przestrzeni lat mierzyli się zarówno hodowcy świń, jak i producenci mleka.
– Przez większość czasu było tak, że albo jedna produkcja albo druga była na dnie. Jak za mleko cena była na właściwym poziomie, to świnie nie miały najlepszej ceny. Kiedy ceny mleka zaczęły spadać, to świnie odbijały, ale jakoś się to bilansowało – tłumaczy.
Jak jednak dodaje, obecnie świnie na terenie pow. kępińskiego są skupowane w cenie od 4,10 do 4,50 zł/kg.
– Niezrozumiałe dla mnie jest to, że komuś przy tak niskich cenach skupu opłaca się jeszcze sprowadzać tuczniki z zagranicy. Przez to na rynku świń powstaje nadwyżka, a my mamy problem ze sprzedażą świń z naszych gospodarstw – dodaje.
Papierologia i kontrole dobijają rolnika
Rolnik dodaje, że podwójna produkcja nie należy do najłatwiejszych i jest możliwa, jednak dla niego najbardziej uciążliwe są przepisy bioasekuracyjne, których, chcąc nie chcąc, musi przestrzegać. Niestety, jak mówi, bioasekuracja to nie tylko działania fizyczne, ale przede wszystkim papierologia.
– Gdzie my żyjemy? Gdzie my jesteśmy? Kiedy pytamy osób kontrolujących, dlaczego coś obowiązuje, a dlaczego nie, to nie potrafią tego uzasadnić, a jedyne, co mówią, to że „góra tak każe” – opowiada.
Jak mówi rolnik, jest wiele przepisów, które pozostają wiele do życzenia, jeżeli chodzi o obowiązek stosowania się do nich. Jednym z bardziej irytujących rolnika przepisów jest prowadzenie ewidencji wejść i wyjść.
– Cały czas prowadzę ten rejestr. Skoro jestem gospodarzem i pomagają mi rodzice, to wiadomo, że nikt poza mną nie będzie tam wchodził. Wszystko musi być szczelnie zamknięte – twierdzi.
Nie inaczej jest w przypadku słomy, którą rolnik musi szczelnie okryć po przywiezieniu z pola.
– Najkorzystniej mają ci rolnicy, którzy hodują świnie na rusztach, bo nie używają słomy. My mamy ściółkę i magazynowanie słomy wymaga większej logistyki. Po przywiezieniu słomy, musimy ją szczelnie okryć. Jest to trudne – przyznaje.
Zobacz też: Miał budować oborę za 8 mln zł. Dziś nie wyklucza, że zamknie gospodarstwo
Rolnik musi ewidencjonować paszę
Poza tym, że rolnik musi prowadzić ewidencję wejść i wyjść do i z chlewni, to musi również szczegółowo uzupełniać ewidencję przewozu i stosowania pasz w chlewni.
– Jeśli przyjeżdża pasza, to wiadomo, że jest tam pasza, a ja muszę jeszcze dokładnie zapisać, które, jakiej kategorii czy koncentracji te pasze, to po co mam jeszcze rozpisywać, jakie to pasze przyjechały? – pyta zirytowany, dodając, że dotychczas w pobliżu jego gospodarstwa ASF zidentyfikowano zaledwie jeden raz.
Kontrola z bioasekuracji i dobrostanu. „Bałem się wyjść na podwórko”
Rolnik przyznaje, że rok 2025 był dla niego bardzo intensywny pod względem różnych kontroli. Służby odwiedzały jego gospodarstwo raz za razem, sprawdzając bioasekurację i dobrostan bydła.
– Kontrole nas dzisiaj zabijają. Łącznie mieliśmy ich ok. 8 w rok. Bałem się wyjść na podwórko. Teraz mamy chwilę spokoju, jeśli chodzi o kontrolę z zakresu przeciwdziałania ASF, bo jest ptasia grypa i weterynarze z nią walczą, więc brakuje im ludzi do kontroli. Ale w tym 2025 r. to jeden pan przyjechał zrobić kontrolę w sobotę po Bożym Narodzeniu, więc trochę się zdziwiłem – wspomina.
Jak dodaje rolnik, obecnie na kontrole przyjeżdżają inspektorzy z firm zewnętrznych, a nie z powiatowych inspektoratów weterynarii, przez co często dochodzi do sytuacji, w których osoby te mają trudności z właściwą interpretacją przepisów.
Nie brał dopłat, bo był za duży albo za mały
Wróbel przyznaje, że dotychczas nie udało mu się zdobyć dopłat na dofinansowanie rozwoju ani małego, ani dużego gospodarstwa, bo zawsze był albo za duży, albo za mały. Dlatego jego zdaniem sprawiedliwie byłoby wtedy, kiedy istniałyby dofinansowania kredytów.
– Kto by chciał, to by się rozwijał, bo wiedziałby, że musi tę kwotę spłacić – twierdzi.
Rolnik: „Żeby nam tylko dali pracować”
W ocenie rolnika, w jego gospodarstwie sytuacja zaczęła się poprawiać, kiedy doszedł do momentu, w którym niczego mu nie brakowało. Nie musiał kupować ani zbóż, ani zwierząt, ani kiszonki, bo stał się po prostu samowystarczalny. Uważa, że w obecnej sytuacji rynkowej jest to bardzo duża zaleta.
– Dla mnie najważniejsze są te ceny na dwie paczki, bo chcę sprzedać w dobrej cenie świnie i w dobrej cenie mleko, a uniezależnienie się od rynku zewnętrznego wyszło w naszym gospodarstwie na duży plus – dodaje.
Zdaniem Wróbla, jeśli ktoś jest zdeterminowany i chce pracować w rolnictwie, to będzie to robił i sobie poradzi. Twierdzi jednak, że byłoby zdecydowanie łatwiej, gdyby rolnicy nie musieli się trapić licznymi kontrolami, z których wiele nie do końca ma sens.
– Ktoś chce, no to pracuje, nie chce, to rezygnuje. Żeby nam tylko dali pracować, a oni nas tymi kontrolami po prostu zamęczą – podsumowuje.
Historia Pawła Wróbla pokazuje, że mimo trudnej sytuacji rynkowej i rosnących wymagań administracyjnych, wielu rolników wciąż stawia na rozwój i samowystarczalność. Łączenie produkcji mleka z hodowlą świń pozwala jego gospodarstwu ograniczać ryzyko związane z wahaniami cen, jednak coraz większym wyzwaniem stają się liczne obowiązki formalne i kontrole. Jak podkreśla rolnik, polska wieś nie boi się pracy ani inwestowania w gospodarstwa, oczekuje jednak bardziej racjonalnych przepisów i stabilnych warunków do prowadzenia działalności
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
