Aplikacja nie wykazała suszy, więc rolnik zrezygnował. Plon pszenicy spadł z 7,4 do 3,7 t/haJakub Banaś
StoryEditorgłos rolnika

Zamiast 7,4 t pszenicy zebrał tylko 3,7 t. Zajrzał do aplikacji suszowej i zrezygnował

21.10.2026., 17:00h

Jakub Banaś z Podkarpacia zebrał w tym roku o połowę mniej pszenicy niż przed rokiem. Mimo strat nie dokończył zgłaszania suszy w aplikacji, bo, jak relacjonuje, system wskazywał, że w jego rejonie suszy nie było. Rolnik prowadzący około 40-hektarowe gospodarstwo mówi, że coraz poważniej zastanawia się nad jego ograniczeniem.

Rolnik: "Dla mnie to jest po prostu cyrk"

– Według aplikacji, według urzędników, po prostu w moim rejonie suszy nie było – mówi Jakub Banaś, rolnik z woj. podkarpackiego.

Jak relacjonuje, zaczął szacować straty suszowe w aplikacji, ale zrezygnował z dalszego wypełniania danych, gdy zobaczył wynik. Nie przekonały go wskazania systemu, bo jego zdaniem nie odpowiadały temu, co działo się na polach.

– Dosłownie zrezygnowałem z brania udziału w tym cyrku. Bo to dla mnie to jest po prostu cyrk, jeżeli chodzi o funkcjonowanie tej aplikacji – ocenia rolnik.

Plon pszenicy spadł z 7,4 do 3,7 tony z hektara

Skalę problemu pokazują zbiory w gospodarstwie Jakuba. W ubiegłym roku średni plon pszenicy wyniósł u niego 7,4 tony z hektara. W tym roku było to zaledwie 3,7 tony.

– W zeszłym roku plony pszenicy wyniosły 7,4 tony, a w tym roku było ledwie 3,7 t/ha – mówi rolnik.

Jak podkreśla, plony zbóż wyniosły w tym sezonie około 60–70 proc. ubiegłorocznych, mimo zachowania podobnych nakładów i właściwej agrotechniki. Susza dotknęła nie tylko pszenicę. Ucierpiały również buraki cukrowe, rzepak oraz zboża jare, w tym owies i jęczmień.

Problemem była także nierównomierność opadów. Według pomiarów, które Banaś prowadził w swoim gospodarstwie, od początku roku do około 20 czerwca spadły tam 44 litry deszczu na metr kwadratowy. Tymczasem w samym lipcu było to 97 litrów.

– Czyli w zasadzie w ciągu jednego miesiąca spadło dwa razy tyle, co w ciągu tego okresu, w którym rośliny najbardziej ucierpiały – wyjaśnia.

Rolnik zwraca uwagę, że deszcz, który przyszedł później, nie był w stanie odwrócić strat poniesionych przez rośliny w kluczowym okresie wzrostu.

Rolnikom nie opłacały się zbiory. Kombajn miał zebrać zaledwie 150 kg ziarna

W niektórych przypadkach plony były tak niskie, że rolnicy, jak opisuje Banaś, pozostawiali rośliny na polu. Przy bardzo słabym plonie wjazd kombajnu oznaczał kolejne koszty, przede wszystkim paliwa. Zdaniem rolnika nie miało to sensu, by płacić za zbiór, jeśli z hektara można było uzyskać zaledwie 150–160 kg ziarna.

To kolejny problem dla gospodarstw, które już wcześniej poniosły koszty zakupu nawozów, środków ochrony roślin i paliwa. Przy niższych zbiorach wydatki poniesione na produkcję pozostają, a przychody ze sprzedaży są znacznie mniejsze.

Banaś w tym roku nie zdecydował się również na siew kukurydzy. Jak tłumaczy, nie chciał ryzykować kolejnych wydatków, skoro warunki pogodowe nie dawały pewności uzyskania plonu.

„Co roku jest ta sama historia”

Jakub Banaś potwierdza, że problemy z aplikacją suszową powtarzają się już kolejny rok z rzędu. Jak mówi, rolnicy nadal zgłaszają zastrzeżenia do wyników szacowania, ale niewiele się w tym temacie zmienia.

– Co roku są zgłaszane te same problemy. I co roku dokładnie to samo powtarza się na tych samych terenach, na tych samych działkach – mówi.

Jak dodaje, zna rolników, którzy próbowali zakwestionować wyniki aplikacji, ale większość z nich miała zrezygnować z dalszej walki o zmianę oceny. W jego opinii szczególnie trudne do zrozumienia są różnice w szacowanych stratach na sąsiadujących ze sobą działkach.

Rolnik zwraca też uwagę na niewielką liczbę stacji meteorologicznych w jego okolicy. Jak mówi, najbliższa znajduje się w odległości około 22 km w linii prostej, a kolejna – przy lotnisku Rzeszów-Jasionka – jeszcze dalej.

Jego zdaniem przy opadach konwekcyjnych, które mogą występować bardzo lokalnie, dane z odległej stacji nie muszą odzwierciedlać warunków na konkretnym polu. Postuluje więc zwiększenie liczby stacji pomiarowych, aby dokładniej monitorować opady i sytuację pogodową w poszczególnych gminach.

Prowadzi 40-hektarowe gospodarstwo, ale pracuje też na etacie

Banaś gospodaruje na około 40 hektarach, z czego własnych ma około 7–8 ha. Większość gruntów dzierżawi. Gospodarstwo budował od podstaw razem z żoną, bez przejęcia ziemi od rodziców czy teściów. Oboje pracują również na etatach.

Jak mówi, zgodnie z podejściem ARiMR do jego statusu zawodowego nie jest traktowany jak rolnik uprawniony do części programów wsparcia. W efekcie nie mógł korzystać z niektórych programów modernizacyjnych czy kredytowych, choć równolegle rozwijał gospodarstwo.

Dziś przyznaje jednak, że brak zobowiązań finansowych zaciągniętych na rozwój gospodarstwa, który kiedyś mógł ograniczać jego możliwości, obecnie daje mu większą swobodę. Nie musi kontynuować produkcji za wszelką cenę ani podejmować decyzji wyłącznie po to, by spłacać zaciągnięte kredyty.

– Mogę dosłownie z dnia na dzień, że tak powiem, powiedzieć, że mam dość i zostawić sobie 5–7 hektarów, żeby hobbystycznie móc uciec troszeczkę od dnia codziennego i się nie martwić – mówi.

Nie oznacza to, że już podjął decyzję o rezygnacji. Pokazuje jednak, jak duże zniechęcenie wywołują u niego nie tylko słabe wyniki produkcji, lecz także zasady przyznawania wsparcia.

„Nie wiadomo, czy wariatami jesteśmy my jako rolnicy”

Banaś krytycznie ocenia również relację między kosztami produkcji a cenami uzyskiwanymi za płody rolne. Zwraca uwagę, że rolnicy muszą ponosić wysokie wydatki na środki produkcji, a jednocześnie nie mają pewności, czy zbiory pozwolą je pokryć.

– No naprawdę nie wiadomo, czy wariatami jesteśmy my jako rolnicy, że dalej mimo tego próbujemy to ciągnąć – mówi.

W jego ocenie potrzebne są zmiany zarówno w systemie szacowania suszy, jak i w zasadach przyznawania pomocy. Wsparcie powinno, jego zdaniem, trafiać do gospodarstw, które rzeczywiście ponoszą koszty produkcji i mierzą się ze stratami.

Historia Kuby Banasia pokazuje dwa problemy, z którymi mierzą się rolnicy: straty spowodowane suszą oraz poczucie, że system ich szacowania i zasady pomocy nie zawsze odpowiadają sytuacji w gospodarstwie. Dla niego stawką jest dziś nie tylko wynik jednego sezonu, ale również sens dalszego prowadzenia gospodarstwa.

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
21. październik 2026 17:52