Posiedzenie poświęcono problemowi ochrony wilka w Polsce i temu, jak obowiązujące przepisy sprawdzają się w praktyce. Uczestnicy dyskutowali m.in. o skali ataków na zwierzęta gospodarskie, systemie odszkodowań, danych dotyczących liczebności wilków oraz procedurach związanych z reagowaniem na szkody powodowane przez drapieżniki, o czym więcej pisaliśmy TUTAJ.
Rolniczka: „Doszliśmy do ściany”
Wśród uczestników spotkania była obecna rolniczka z gm. Sorkwity Monika Szymańska, która zabrała głos ws. ataków wilków n na zwierzęta gospodarskie. Jak wyjaśniła, wspólnie z mężem, poza pracą na etacie, zajmuje się hodowlą bydła rasy limousine. Od kilku lat mieszkańcy gm. Sorkwity borykają się z konsekwencjami obecności drapieżnika w swojej okolicy. W jej ocenie, aktualnie rolnicy doszli do ściany i mają związane ręce, jeżeli chodzi o dalsze działania mające na celu ochronę bydła przed atakami wilków.
– Doszliśmy do ściany i to jest ostatni moment, w którym możemy coś zrobić, żebyśmy mogli być dalej hodowcami. Od lat zmagamy się z niekontrolowanym przyrostem populacji wilka i ciągłymi atakami na nasze zwierzęta gospodarskie – przyznała.
Wilki zagryzły 16 szt. bydła w miesiąc
Problemy z wilkami w gm. Sorkwity trwają od kilku lat. Jednak jak podkreśliła Szymańska, minione 4 miesiące, to po prostu krwawa walka z drapieżnikami na śmierć i życie. W jednym z gospodarstw zagryzły 16 szt. bydła na przestrzeni 30 dni.
– To jest bezwzględna wojna o nasz dobytek i bezpieczeństwo. Ataki odbywają się praktycznie codziennie. Codziennie gdzieś ginie zwierzę, w którego hodowlę włożyliśmy lata ciężkiej pracy, zdrowia i serca – relacjonowała.
Rolnicy są tym bardziej rozgoryczeni, że metody walki z wilkami, z których korzystają, przestały być skuteczne. Szymańska mówiła wprost o tym, że nie działają fladry i wysokie pastuchy. Nieskuteczne jest już również odstraszanie hukowe, bo jej zdaniem, wilk się po prostu przyzwyczaił, a obecność człowieka nie robi na nim wrażenia. Natarczywa działalność drapieżników doprowadziła już nawet do sytuacji, w której sąsiedzi zaczęli składać skargi na hodowców zwierząt za zakłócanie ciszy nocnej.
Nie ma ubezpieczenia od wilków
Jak mówiła Szymańska, rolnicy podejmowali również próby ubezpieczenia zwierząt od ataków wilków, ale żadna z ubezpieczalni nie oferuje tego rodzaju ubezpieczenia, ponieważ boją się ryzyka.
– Zostaliśmy całkowicie sami – komentowała.
Dobrostan zwierząt a ataki wilków
Rolniczka nawiązała również do zobowiązań, które rolnicy hodujący bydło mają wobec Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jak wyjaśniła, większość z nich realizuje ekoschemat Dobrostan zwierząt, w którego ramach ma obowiązek wypasu zwierząt na pastwiskach przez 24 godziny na dobę, przez określony czas w roku.
– Jak mamy realizować te wieloletnie wymogi i zapewnić zwierzętom stały wypas na świeżym powietrzu, skoro w nocy na nasze stada polują watahy wilków? – pytała.
Szymańska: „System wypłaty rekompensat to kpina z naszej pracy”
Szymańska nie przebierała w słowach komentując działanie systemu wypłaty rekompensat, który w jej ocenie jest jawną kpiną.
– System wypłaty rekompensat to jawna kpina z naszej pracy. Odszkodowania są absurdalnie zaniżane. Za 100-kilogramowego cielaka rasy limousine rolnik otrzymuje marne 1244 zł. Jak za takie pieniądze odbudować stado, kupić nowe zwierzę, czy pokryć koszty lat pracy hodowlanej? – pytała.
Co z nowelizacją ustawy Prawo o ochronie przyrody?
Rolniczka zwróciła również uwagę na to, jak długo Ministerstwo Klimatu i Środowiska pracuje nad nowelizacją ustawy Prawo o ochronie przyrody, w której projekcie zawarto kluczowe dla rolników zmiany dotyczące wypłaty odszkodowań niezależnie od godziny, o której doszło do ataku wilków na zwierzęta gospodarskie oraz pokrycia wyliczonego, utraconego dochodu hodowców.
– Urzędnicy po prostu schowali tę ustawę do szuflady, zostawiając rolników bez realnego wsparcia i odcinając nas od jakiejkolwiek sprawiedliwości – mówiła.
Szymańska: „Krzyczeliśmy na wilki, a one na nas warczały”
Szymańska opowiedziała również o strachu towarzyszącym jej i jej mężowi za każdym razem, gdy odganiają wilki od bydła. Jak przyznała, to nie są przelewki, a realne zagrożenie dla nich i dla zwierząt.
– 31 lipca br. ratowaliśmy swoje bydło. Wilki nie uciekły, a na krzyki zaczęły warczeć. Doszliśmy do momentu, w którym drapieżnik nie czuje już żadnego lęku przed człowiekiem, a kiedy w rozpaczy dzwonimy pod numer alarmowy podany na stronie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, słyszymy w słuchawce: „Nic nie możemy zrobić. Proszę dzwonić na policję”. Policja przyjeżdża, rozkłada ręce i mówi wprost: „Nie mamy możliwości ani prawa, by temu zapobiec”. Zrobiono z nas więźniów na własnej ziemi. Czujemy się jak w klatce. Z jednej strony otaczają nas dzikie drapieżniki, z drugiej biurokratyczna machina – grzmiała.
Rolniczka: „Nie możemy wystąpić o odstrzał kolejnych wilków”
Rolniczka podkreśliła również, że po tym, jak GDOŚ wydała zgodę na odstrzał wilka, nie chciała wydać kolejnych, dopóki pierwszy osobnik nie zostanie odstrzelony. Problem polegał jednak na tym, że myśliwi ze względu na zawiłość przepisów obawiają się podejmowania decyzji o odstrzale.
– Skoro jesteście tacy mądrzy w gabinetach, to przyjedźcie do nas na wieś i znajdźcie nam, proszę, myśliwego, który to zrobi. Dziś na myśliwych robi się nagonkę, a przecież myśliwi są z nami od czasów królów, znali i rozumnie zarządzali przyrodą. Wtedy, gdy o dzisiejszych aktywistach nikt jeszcze nie słyszał – komentowała.
Szymańska: „Ekoaktywiści to mafia w białych rękawiczkach”
Szymańska przyznała, że aktualnie koła łowieckie są niemalże jedynymi sprzymierzeńcami rolników w jej okolicy, ponieważ sumiennie wykonują swoje obowiązki i starają się zrobić wszystko, by hodowcy nie byli stratni. Zdaniem rolniczki w zupełnie inny sposób działają ekoatywiści, którzy jej zdaniem, jeśli bronią wilka, powinni również finansować wypłatę odszkodowań za straty, które ten drapieżniki wyrządza.
– Uważamy, że to jest mafia w białych rękawiczkach. Żaden przedstawiciel tych organizacji nie przyjechał do nas na wieś, nie stanął w błocie, nie zobaczył rozszarpanego inwentarza i nie zbadał, dlaczego te zwierzęta podchodzą pod zabudowania. Ich rola sprowadza się tylko do robienia zbiórek internetowych, zarabiania na ludzkiej naiwności i budowaniu narracji, jak wspaniały jest wilk. Pytam z tego miejsca, dlaczego te fundacje nie ponoszą żadnej odpowiedzialności finansowej za szkody wyrządzone przez zwierzęta, których tak ochoczo chronią? – pytała.
Rolnicy ponoszą koszty zakupu zabezpieczeń przed wilkami
Rolniczka pytała również o to, dlaczego to rolnicy muszą ponosić koszty zakupu zabezpieczeń przed wilkami, skoro zabezpieczają swoje bydło i za każdą jego ucieczkę ponoszą pełną odpowiedzialność prawną i finansową, czego nie można powiedzieć o drapieżnikach.
– Tymczasem watahy wilków wchodzą na nasz teren i mordują nasz inwentarz pod naszymi domami, a właścicielem wilka jest Skarb Państwa. Skoro Państwo jest właścicielem tych zwierząt, to dlaczego umywa ręce? To Skarb Państwa ponosi pełną odpowiedzialność i Państwo powinno w stu procentach pokrywać wszelkie koszty zabezpieczeń oraz naprawiać szkody wyrządzone przez te drapieżniki – stwierdziła.
Szymańska: „Watahy wilków pochowają polskie rolnictwo”
Rolniczka nie kryła rozgoryczenia mówiąc o tym, jak ogromnym niebezpieczeństwem dla rolników i ich rodzin jest tak bliska obecność wilków.
– To nie są dla nas tylko sztuki bydła. To dorobek całego naszego życia, źródło utrzymania oraz głęboka więź emocjonalna. Czy naprawdę chcecie pochować polskie rolnictwo? Nie potrzeba nam umowy z Mercosurem, żeby pochować polskie gospodarstwa, wystarczą watahy wilków i bezduszność urzędników – stwierdziła.
Rolniczka: „To rolnicy oddają głos w wyborach, a nie dzikie zwierzęta”
Szymańska zażądała pilnego opracowania i wdrożenia planu zarządzania redukcją i ochroną za pomocą zmniejszenia populacji wilka, ponieważ, w jej ocenie, nie jest to już gatunek chroniony oraz natychmiastowego ułatwienia procederu odstrzału interwencyjnego w postaci uproszczenia decyzji wykonawczych, by myśliwi mogli bez strachu działać. Zaapelowała również o utworzenie sprawiedliwego systemu wypłaty odszkodowań pokrywającego pełną wartość rynkową oraz utracony dochód po zagryzieniu zwierzęcia, a nie tylko zaniżoną wartość wagową padłego zwierzęcia, a także o pokrycie kosztów zabezpieczenia gospodarstw przez Skarb Państwa.
– Pamiętajcie, szanowni państwo w ławach rządowych i urzędach, że to my, rolnicy, płacimy podatki, to my karmimy ten kraj i to my oddajemy głos w wyborach, nie dzikie zwierzęta. Nasz dorobek życia i nasze bezpieczeństwo powinno być chronione w pierwszej kolejności. Zwracam się z prośbą do wszystkich posłów naszych przedstawicieli, aby w końcu zostały ustalone rozwiązania prawne, które zapewnią dobrostan populacji, ale także w pewnej równowadze z interesem ekonomicznym hodowców oraz bezpieczeństwem społeczności wiejskiej – podsumowała.
Rolnik: „Potrzebne są zmiany w szacowaniu szkód”
Głos w sprawie zabrał również rolnik i hodowca bydła z gm. Sorkwity Adam Woźniel. Jak mówił, wilki mocno ingerują w prowadzenie hodowli i jego zdaniem zmiany są potrzebne przede wszystkim w systemie szacowania szkód.
– Rolnicy ponoszą stratę nie tylko w postaci wartości utraconego zwierzęcia, ale również koszty produkcji, hodowli i zabezpieczania stad – dodał, popierając głos swojej przedmówczyni.
Jakie są postulaty rolników?
Rolnicy, którzy zabrali głos podczas posiedzenia, oczekują przede wszystkim konkretnych zmian, a nie kolejnych zapowiedzi. Wskazują na konieczność uproszczenia procedur dotyczących odstrzału interwencyjnego wilków, zmian w szacowaniu szkód i wypłacie odszkodowań oraz uwzględniania nie tylko wartości padłego zwierzęcia, ale również utraconego dochodu i kosztów poniesionych przez hodowcę. Domagają się także wsparcia państwa w zabezpieczaniu gospodarstw przed atakami.
Dla hodowców z terenów, na których wilki regularnie pojawiają się w pobliżu gospodarstw, kluczowe jest również stworzenie jasnych zasad postępowania w sytuacji powtarzających się ataków. Jak podkreślali, chcą nadal prowadzić hodowlę, ale potrzebują narzędzi, które pozwolą im skutecznie chronić stada i jednocześnie zapewnią bezpieczeństwo ich rodzinom.
Pełna transmisja z posiedzenia jest dostępna TUTAJ.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. sejm.gov.pl
