Rzepak rozczarował. „Przy tej samej cenie plon spadł nawet o połowę”Sierszeńska
StoryEditorżniwa 2026

Rzepak sypie tylko 1 tonę z hektara. Rolnicy: stoimy nad krawędzią

31.07.2026., 15:30h

Żniwa rzepaku na Dolnym Śląsku praktycznie dobiegły końca, ale dla wielu gospodarstw bilans sezonu jest bezlitosny. Wiosenne przymrozki, późniejsza susza i słabe plony sprawiły, że przy obecnych cenach wielu producentów nie ma szans na pokrycie kosztów produkcji. – Jeśli cena jest podobna jak rok temu, a plon jest o połowę niższy, to nie ma możliwości, żeby to się bilansowało – mówi Ryszard Borys, prezes Dolnośląskiej Izby Rolniczej. – To są najdroższe i najsmutniejsze żniwa w historii – dodaje Adrian Wawrzyniak, rzecznik NSZZ RI „Solidarność” i rolnik z Dolnego Śląska.

Rzepak na Dolnym Śląsku już prawie zebrany

Tegoroczne żniwa rzepaku na Dolnym Śląsku przebiegły bardzo szybko. Kilka dni dobrej pogody pozwoliło rolnikom sprawnie przeprowadzić zbiory i większość kombajnów przeniosła się już na plantacje pszenicy.

– Wokół Wrocławia w tych kilku dniach naprawdę dużo zostało zrobione. Rolnicy mają dziś taki sprzęt, że kombajny idą bardzo sprawnie. Być może gdzieś jeszcze w terenach podgórskich, np. w okolicach Kotliny Kłodzkiej, zostały pojedyncze pola, bo tam żniwa zawsze zaczynają się trochę później – mówi Ryszard Borys, prezes Dolnośląskiej Izby Rolniczej.

Jak dodaje, problemem w tym sezonie było nierównomierne dojrzewanie części plantacji.

– Niektóre rzepaki po suszy jeszcze odbijały. Rolnicy czekali, żeby to wszystko jakoś wyrównać, bo jedne łuszczyny były już dojrzałe, a inne jeszcze nie – wyjaśnia.

Plony rzepaku bardzo różne. Od tony z hektara

Największym problemem tegorocznych zbiorów są wyniki produkcyjne. Jak wskazuje prezes DIR, różnice między gospodarstwami są bardzo duże.

Plony są różne. Nie ma szału. Rzepaki zaczynają się od około tony z hektara, choć niektórzy chwalą się, że zebrali 4 tony. Na dobrych ziemiach być może jest to możliwe, ale trzeba też zawsze sprawdzić takie informacje – zaznacza.

Zdaniem prezesa nie można patrzeć wyłącznie na najlepsze wyniki, ponieważ w wielu gospodarstwach sytuacja wygląda znacznie gorzej.

– Wiosną było duże ryzyko, bo rzepaki wymarzły. Niektórzy mówili: zostawię, bo skoro już poniosłem koszty, to niech chociaż coś z tego będzie. Ale takie plantacje teraz nie plonują dobrze – mówi.

Przymrozki i susza zabrały potencjał plonowania

Tegoroczne problemy z rzepakiem zaczęły się już wiosną. Niskie temperatury uszkodziły wiele plantacji, a część rolników zdecydowała się na ich likwidację.

W Polsce około 100 tys. hektarów rzepaku zostało przeoranych. Trzeba było jednak coś w to miejsce posiać – mówi prezes DIR.

Po zaoranych plantacjach rolnicy najczęściej wybierali kukurydzę i słonecznik.

– Soję również dużo osób siało, ale głównie ci, którzy już mieli z nią doświadczenie. Ci, którzy musieli szybko zastąpić rzepak, częściej decydowali się na kukurydzę albo słonecznik – wyjaśnia.

Na problemy po zimie nałożyła się później susza.

– Później przyszła susza. Nie wszędzie, ale w wielu regionach była widoczna. To wszystko miało wpływ na plony – podkreśla.

Rzepak miał być droższy, ale cena długo nie rosła

Rolnicy liczyli, że mniejsza podaż rzepaku przełoży się na wzrost cen. Tak się jednak nie stało.

Rzepak wystartował z ceną około 2200 zł za tonę, później poszedł na 2300 zł, ale krótko to trwało i znowu cena spadła – mówi prezes.

Jak dodaje, dla wielu producentów niezrozumiałe jest to, że mimo obaw o dostępność surowca rynek nie zareagował większym wzrostem cen.

Wszyscy mówią, że będzie brakować rzepaku. I pytanie: dlaczego cena nie poszła mocniej w górę? – zauważa.

Zdaniem prezesa większa stabilizacja rynku wymagałaby lepszej współpracy pomiędzy producentami a odbiorcami.

– Powinno się bardziej rozmawiać o kontraktacji, o tym, żeby rolnik miał pewność i mógł planować produkcję. Wtedy każdy byłby zadowolony – ocenia.

Przy podobnej cenie jak rok temu produkcja się nie bilansuje

Największym problemem dla gospodarstw jest obecnie relacja ceny do plonu.

W ubiegłym roku cena była mniej więcej taka sama, ale plony były wyższe. Były gospodarstwa, które zbierały 3–4 tony rzepaku z hektara, a nawet więcej. To jakoś wyrównywało koszty – mówi.

W tym sezonie sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Jeżeli cena jest podobna, a plon jest o połowę niższy albo jeszcze gorszy, to jakim cudem ma się to opłacać? To nie pokrywa kosztów, tylko oznacza dużą stratę – podkreśla.

Suchy rzepak ograniczył koszty zbioru

Nie wszystko podczas tegorocznych żniw było jednak niekorzystne. Sprzyjająca pogoda sprawiła, że wielu rolników nie musiało ponosić dodatkowych kosztów suszenia.

– W ostatnich dniach wilgotność była na poziomie 11–12 proc. Ziarno było suche, nie trzeba było go dosuszać. Magazyny przyjmowały rzepak do około 14 proc., więc pod tym względem sytuacja była dobra – mówi prezes DIR.

Jak dodaje, po rozpoczęciu intensywnych zbiorów było widać duży ruch transportowy.

– Jak ruszyło na dużą skalę, od razu było widać to na drogach. Rolnicy i transporty pracowały pełną parą – zaznacza.

Rolnicy kolejny rok walczą z pogodą

Zdaniem prezesa DIR tegoroczny sezon po raz kolejny pokazał, jak duże znaczenie ma pogoda i jak trudno dziś planować produkcję.

Człowiek myśli, że poprzedni rok był trudny i gorzej już być nie może, a później przychodzi kolejny sezon i znowu są problemy – mówi.

Podkreśla, że rolnicy mimo trudności nadal wykonują swoją pracę.

– Co mają zrobić? Kombajny jadą, trzeba zebrać to, co jest. Rolnicy się nie poddają, ale sytuacja naprawdę jest bardzo ciężka – podsumowuje.

Rolnik: „Ten rok jest jeszcze gorszy niż poprzedni”

Adrian Wawrzyniak, rzecznik NSZZ RI „Solidarność i rolnik z Dolnego Śląska, nie ma wątpliwości, że tegoroczne żniwa zapiszą się jako jedne z najtrudniejszych od lat. Problemem nie są tylko niskie plony rzepaku, ale także sytuacja ekonomiczna gospodarstw.

 W moim gospodarstwie finalnie zostało 40 hektarów rzepaku, bo przesiewaliśmy jeszcze część na kukurydzę. Średnia z rzepaku w naszym gospodarstwie to około 2,5 tony z hektara. Były pola, gdzie udało się zebrać trochę ponad 3 tony, ale były też takie, gdzie plon wyniósł zaledwie 1,5 tony. Przy takich wynikach koszty produkcji po prostu się nie zwracają – mówi Wawrzyniak.

Podobnie wygląda sytuacja w zbożach.

– Pszenica dała średnio około 5,5 tony z hektara. To również za mało, żeby mówić o opłacalności. Nieco lepiej wypadł tylko jęczmień ozimy, ale to nie zmienia obrazu całego sezonu. Wszystko składa się na to, że ten rok jest po prostu fatalny – podkreśla.

image
Rzepak rozczarował. Rolnik: "To są najdroższe żniwa w historii"
FOTO: A. Wawrzyniak

Cennik to jedno. W praktyce rolnicy dostają mniej

Adrian Wawrzyniak zwraca uwagę, że ceny widniejące w cennikach skupów nie odzwierciedlają rzeczywistych wpływów rolników. W tym sezonie duże znaczenie mają potrącenia za zanieczyszczenia.

Dziś u nas rzepak kosztuje około 2340 zł za tonę. Ale to jest cena wyjściowa. Rolnicy bardzo często jej nie dostają, bo skupy naliczają potrącenia za zanieczyszczenia. Przy słabszych plantacjach, które plonowały po 1,5 tony z hektara, tych zanieczyszczeń jest więcej i nie da się ich całkowicie usunąć. W efekcie od ceny odlicza się jeszcze 100–150 zł na tonie – mówi Wawrzyniak.

Jak podkreśla, w poprzednim sezonie głównym problemem była wilgotność nasion, natomiast w tym roku skupy znacznie większą uwagę zwracają właśnie na zanieczyszczenia.

W zeszłym roku potrącenia dotyczyły głównie wilgotności. W tym sezonie wilgotność nie jest problemem, ale skupy bardzo rygorystycznie podchodzą do zanieczyszczeń. Przez to ostateczna cena, którą otrzymuje rolnik, jest jeszcze niższa od tej podawanej w cennikach – zaznacza.

To kolejny element pogarszający opłacalność produkcji. Przy niskich plonach i wysokich kosztach każda obniżka ceny o kolejne 100–150 zł za tonę oznacza dla gospodarstwa wymierną stratę.

Najdroższe i najsmutniejsze żniwa w historii

Zdaniem Wawrzyniaka rolnicy znaleźli się w wyjątkowo trudnym położeniu. Koszty prowadzenia gospodarstw są rekordowo wysokie, podczas gdy ceny skupu praktycznie nie zmieniły się względem ubiegłego roku.

To są najdroższe i najmutniejsze żniwa w historii. Paliwo kosztuje dziś około 8 zł za litr. Sam kombajn potrafi spalić 300 litrów dziennie. Do tego dochodzi transport ziarna, prace ładowarkami, zbiór słomy. Koszty są ogromne, a ceny skupu nie są adekwatne do tego, co zbieramy – zaznacza.

Jak dodaje, rolnicy już teraz myślą o jesiennych rachunkach i ratach kredytów.

Po żniwach przychodzą płatności za nawozy, środki produkcji, leasingi i kredyty. Widzę, że wielu gospodarstw po prostu nie będzie stać na ich spłatę. Rolnicy sprzedadzą ziarno, zapłacą najpilniejsze zobowiązania i zostaną z pytaniem: co dalej? Za co siać? Za co prowadzić gospodarstwo? – mówi.

Rolnicy sprzedają ziarno od razu. „Stoimy nad krawędzią”

Wawrzyniak zwraca uwagę, że wielu producentów nie magazynuje już zboża, lecz sprzedaje je natychmiast po zbiorach, ponieważ potrzebują gotówki na bieżące funkcjonowanie.

Rolnicy praktycznie nie wjeżdżają z ziarnem do magazynów. Sprzedają wszystko od razu, bo potrzebują pieniędzy na paliwo i utrzymanie płynności. W skupach ustawiają się ogromne kolejki. Ciągniki przyjeżdżają wieczorem, a wyjeżdżają następnego dnia około godziny 15. Codziennie stoi po 50–60 zestawów ze zbożem. To pokazuje skalę problemu – opisuje.

image
Rzepak rozczarował. Rolnik: "To są najdroższe żniwa w historii"
FOTO: A. Wawrzyniak

Dziś rolnicy sprzedają prosto z pola, kolejnym krokiem będzie zamykanie działalności i sprzedaż gospodarstw – dodaje Adrian Wawrzyniak.

Jego zdaniem sytuacja jest jeszcze gorsza niż rok temu.

W zeszłym roku wydawało się, że gorzej już być nie może. Dziś uważam, że ten sezon jest jeszcze trudniejszy. Stoimy nad krawędzią. Wielu gospodarstwom naprawdę zaczyna brakować pieniędzy na normalne funkcjonowanie – ocenia.

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
31. lipiec 2026 15:32