Rodzina Kalków gospodaruje na około 500 hektarach w gminach Wałcz i Mirosławiec na Zachodnim Pomorzu. Uprawia głównie pszenicę ozimą, rzepak i buraki cukrowe. Zdaniem Bogdana Kalki tegoroczna susza już teraz spowodowała ogromne straty, a najgorsze może dopiero nadejść.
– Na piątej klasie pszenicy nie będzie, rzepaku nie będzie w ogóle. To już dziś widać. Na gminie Wałcz i gminie Mirosławiec jest tragedia, jeżeli chodzi o te gleby – mówi rolnik.
Rzepak, którego wszyscy zazdrościli
Jeszcze po zimie nic nie zapowiadało takiego scenariusza. Rzepak przezimował bardzo dobrze dzięki pokrywie śnieżnej, a plantacje wyglądały obiecująco.
– Moi znajomi dzwonili do mnie wiosną i zazdrościli tego rzepaku. Był naprawdę bardzo ładny po zimie. Dzisiaj dzwonią i pytają: „Co ty zrobiłeś z tym rzepakiem?”. A ja odpowiadam: nic. To jest tylko susza – opowiada.
Największy problem polega na tym, że rośliny weszły w okres największego zapotrzebowania na wodę.
– To jest taki okres, gdzie rzepak potrzebuje bardzo dużo wody. Na czwartej klasie będzie podobnie jak na piątej. Już dziś wiem, że dwóch ton z hektara nie będzie na pewno – ocenia.
Buraki nie wschodzą, a przymrozki pogłębiły straty
Problemy nie dotyczą wyłącznie rzepaku. Trudna sytuacja jest również na plantacjach buraka cukrowego.
– Buraki bardzo źle znoszą tę suszę. Pomimo bardzo wczesnych siewów mamy dużo braków wschodów. Te, które wyszły, dodatkowo zostały uszkodzone przez przymrozki – tłumaczy.
Według szacunków rolnika straty na części plantacji buraka sięgają już około 30 proc.
„Plon będzie o połowę niższy”
Bogdan Kalka porównuje obecny sezon do ubiegłego roku i nie ma wątpliwości, że sytuacja jest znacznie gorsza.
– W zeszłym roku do żniw spadło około 100 litrów deszczu. W tym roku mamy w granicach 30–40 litrów. To jest przepaść – mówi.
Jego zdaniem skutki widać już gołym okiem.
– Zboża są rzadkie, nie dokrzewiły się wiosną, bo było zimno i sucho. Teraz zwijają się w rurkę, żeby bronić się przed utratą wody. Część pędów w ogóle się nie wykłosi – opisuje.
Rolnik nie ukrywa, że tegoroczne plony mogą być dramatycznie niższe od zakładanych.
– Myślę, że plon będzie o 50 proc. niższy w stosunku do tego, co zakładaliśmy. Jeżeli planowaliśmy osiem ton pszenicy z hektara i cztery tony rzepaku, to nie wiem, czy osiągniemy połowę. W rzepaku już wiem, że dwóch ton nie będzie na pewno. Może będzie tona.
„Ubezpieczamy się, ale odszkodowań nie ma”
Najwięcej emocji budzi jednak kwestia ubezpieczeń od suszy. Gospodarstwo od lat wykupuje polisy, ale – jak twierdzi rolnik – nie przekłada się to na realną ochronę.
– Od kilku lat praktycznie nie dostajemy odszkodowań. Raporty IUNG są przekłamane i nie pokazują tego, co dzieje się na polach – mówi.
Jego zdaniem problem polega na tym, że system nie uwzględnia rzeczywistych strat na lepszych glebach.
– To nie jest tak, że na trzeciej czy czwartej klasie nie ma suszy. Straty są, tylko system ich nie pokazuje. Potem okazuje się, że człowiek płaci za ubezpieczenie i nie ma z tego żadnej ochrony.
Rolnik nie kryje rozgoryczenia.
– Rolnikom mówi się, żeby się ubezpieczali. Tylko po co? Jeżeli w ubezpieczeniach jesteśmy najzwyczajniej wyrolowani, to nie mamy żadnego środka zaradczego.
Myślą o zmianie kierunku
Coraz częstsze susze sprawiają, że gospodarstwo rozważa poważne zmiany.
– Bardzo mocno rozważamy przejście całym gospodarstwem w ekologię. Trzeba ograniczać koszty i ryzyko, bo innego wyjścia nie ma – mówi Bogdan Kalka.
Zmiany dotyczą także produkcji zwierzęcej. Rodzina stopniowo wygasza hodowlę bydła.
– Przy takich niedoborach paszy hodowla staje się coraz bardziej ryzykowna. Musielibyśmy przeznaczać coraz większą część gospodarstwa na produkcję pasz, a opłacalność spada. Dlatego podjęliśmy decyzję o ograniczeniu hodowli.
„Już w maju było widać tragedię”
Choć do żniw pozostało jeszcze kilka tygodni, rolnik nie ma złudzeń, że tegoroczny sezon zapisze się jako jeden z najtrudniejszych od lat.
– W ubiegłym roku w maju pola wyglądały zdecydowanie lepiej. W tym roku już w kwietniu było widać, że dzieje się coś złego. A w maju na naszych polach jest po prostu tragedia – podsumowuje.
Agnieszka Sawicka
