Marta Smejda Sołtyska WolbórzaMICHAŁ KARBOWIAK
StoryEditorMarta Smejda – sołtyska Wolborza

Sołtyska Marta i jej dobre praktyki, z których czerpać może każdy

06.05.2023., 12:00h
Co jakiś czas na naszych łamach prezentujemy aktywne sołtyski. Gościły na nich już trzy z czterech założycielek facebookowej grupy Sołtyski. Przyszedł czas na Martę Smejdę przewodzącą sołectwu Wolbórz w powiecie piotrkowskim. Jej aktywność to zestaw dobrych praktyk wprost do naśladowania.

Czego tam nie ma w jej krótkim bio na Facebooku! I że pracuje w Inkubatorze Przedsiębiorczości Społecznej, i w Centrum Promocji i Rozwoju Inicjatyw Obywatelskich Opus, i że skończyła Szkołę Liderów Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Właśnie założyła Komitet do spraw rewitalizacji parku.

Mamy piękny pałac biskupi z początku XVIII wieku. Oprócz pałacu jest park. Na rycinach sprzed niemal trzystu lat wygląda olśniewająco. Jest tam mały zbiornik wodny. Dziś park jest zapuszczony, a my bardzo chcemy przywrócić mu dawny stan i organizować tam imprezy dla mieszkańców gminy. Chcę napisać projekt na społeczną inwentaryzację drzew. Potem założyć aplikację, w której każde drzewo byłoby opisane. I chciałabym zrobić porządną ekspertyzę dendro­logiczną. Mam już 30 osób w tym komitecie – mówi Marta.

Lumpeks Marty okazał się miejscem do wymiany doświadczeń

Wolbórz do niedawna był wsią. W 2011 roku został miastem, więc teraz ma burmistrza, ale zostawiono też sołectwo. Marta trafiła do niego kilkanaście lat temu. Pochodzi z Piotrkowa Trybunalskiego. Tam się wychowała. Skończyła papiernictwo i poligrafię na Politechnice Łódzkiej. Do Wolborza przyszła dwadzieścia lat temu za mężem, który pracuje w spółdzielni rolniczej. Przez dziesięć lat dojeżdżała do pracy w Łodzi, więc nie miała okazji poznawać mieszkańców.

W 2010 roku doszłam do wniosku, że zakładam włas­ny biznes. Otworzyłam sklep z odzieżą używaną w Wolborzu i prowadziłam go do pandemii. Sklep okazał się także miejscem wymiany doświadczeń z kobietami. Poznawałam ich potrzeby i marzenia. Zaczęło mnie interesować, jak zaradzić zgłaszanym problemom – wspomina Marta.

Na sołtyskę wybrano ją w 2019 roku. Bez zwłoki zabrała się za pracę. Najpierw zorganizowała akcję sprzątania.

Miała hasło „Masaż dla Matki Ziemi”. Jestem fanką muzyki reggae, a to tytuł piosenki Gentlemana – niemieckiego muzyka. W kolejnych latach pojawiało się na sprzątaniu nawet sto osób. Organizujemy do tego ognisko, kiełbaski. Włączyli się strażacy. Potem była akcja „Kwiatowo-rowerowo”. Oczyściliśmy skrawek ziemi, ktoś załatwił glebogryzarkę, dzieciaki chwyciły za grabie. Teraz mamy łąkę kwietną. Później był rajd rowerowy i stacja naprawy rowerów z grantu z urzędu marszałkowskiego – wspomina.

image

Mieszkańcy z problemami zgłaszają się do Marty z oczekiwaniem, że dopyta i pomoże znaleźć rozwiązanie. Ale potem odwdzięczają się ogromnym zaangażowaniem w działania na rzecz sołectwa

FOTO: Michał Karbowiak

Gospodynie z działalnością na rzecz środowisko

Mówi, że zwrotem w jej życiu prywatnym i społecznym było skończenie Szkoły Liderów. Wyniosła z niej umiejętności budowania społecznych sojuszy dla różnych przedsięwzięć i nowe znajomości. Absolwenci kolejnych edycji (każda trwa rok) są zsieciowani. Spotykają się często w rzeczywistości wirtualnej i w realu.

Ostatnim pomysłem jest program „Zakorzenione”.

Zostałam zaproszona z ramienia grupy Sołtyski. Jesteśmy jako grupa jednym z pięciu partnerów. Do tego fundacje: Roll-na, Wspomagania Wsi i Polska z Natury. Mamy za zadanie znaleźć i przeprowadzić cykl edukacyjny dla liderek wiejskich, sołtysek i członkiń KGW z ośmiu województw. Będziemy je wspierały w działaniach na rzecz środowiska naturalnego. To może być zachęcanie mieszkańców do zbierania i segregowania śmieci, to mogą być kawiarenki naprawcze, czyli miejsca, które pomagają zachowywać stare sprzęty i uniknąć niepotrzebnego kupowania nowych. Mogą to być ogrody deszczowe. Liderki będziemy szkolić przez półtora roku, a rekrutacja ruszy w maju. Do wakacji będziemy czekać na ich pomysły, a potem przyznamy mikrogranty na działania – wyjaśnia sołtyska Wolborza.

W byciu sołtysem lub sołtyską ważna jest asertywność

Co jest trudnego w pracy sołtyski? Marta mówi, że nie widzi w niej nic trudnego. Pytam więc o wyzwania.

Trzeba być asertywnym. Sołtyska jest trochę między młotem a kowadłem. Niby jest jednostką pomocniczą gminy, z drugiej – jest głosem społeczności. Zbiera frustracje mieszkańców. Mnie frustruje bardzo, kiedy idę na zebranie do gminy i proszę o coś i pytam, w jakim terminie zostanie zrobione. „Trudno powiedzieć”, słyszę. Albo: „To my się dowiemy i powiadomimy”. Kiedy oświetlenie przy drodze? Nikt nie wie, „może razem z asfaltem”. Mówię, że za dziesięć lat ci mieszkańcy będą mieć dorosłe te dzieci. One do szkoły po ciemku chodzą teraz. Rozumiem, że budżet nie jest z gumy i wszystko trzeba robić po kolei. Mam jednak motto, które powtarzam jak mantrę: „Poinformowany mieszkaniec jest w stanie zrozumieć i poczekać”. Sołtys czasem nie ma żadnych mocy sprawczych. Wiele zależy, niestety, od jego sprytu. Ja tego nie lubię, że jak się nie pokłonisz, to nie dostaniesz. Ja szukam rozwiązań, myślę w kierunku: „Niemożliwe, że się nie da, szukajmy podstaw prawnych”. Wielu ludzi uważa mnie za krzykaczkę, bo sporo umieszczam w serwisach społecznościowych, ale mieszkańcy proszą mnie często, żebym naświetlała tematy, pytała i znajdowała rozwiązania. Wiem jednak, że trzeba wszystko wyważyć, żeby walcząc, nikomu nie zrobić krzywdy, i nie palić za sobą mostów. Zawsze można iść na udry, ale to jest metoda na krótką metę – kończy Marta Smejda.

image

Marta Smejda stawia na asertywność, a jednocześnie ważenie wielu różnych racji tak, by nikogo nie skrzywdzić

FOTO: Michał Karbowiak

Karolina Kasperek

fot. Karolina Kasperek

 

Artykuł ukazał się w Tygodniku Poradniku Rolniczym 19/2023 na str. 84. Jeśli chcesz czytać więcej podobnych artykułów, już dziś wykup dostęp do wszystkich treści na TPR: Zamów prenumeratę.

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
18. kwiecień 2024 13:50